Internetowe Archiwum Gazety Wyborczej

Inne tagi

beata antypiuk

(znalezionych: 4230379 )

  • Na obiad i na deser

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPISY: ARCHIWUM, MAŁGORZATA WELMAN, REDAKTORKA NACZELNA 21-10-2014

    Ciasto - przepis podstawowy Ciasto - przepis podstawowy (mąkę pszenną można zastąpić gryczaną) * 150-200 g mąki pszennej; * 1/2 l mleka; * 2 jajka; * szczypta soli Wszystkie składniki mieszamy. Wsypujemy tyle mąki, aby ciasto miało konsystencję kefiru. Gotowe odstawiamy na pół godziny. Cytrynowy tort naleśnikowy Cytrynowy tort naleśnikowy * 20-30 naleśników; * 3 cytryny; * 20-30 łyżeczek cukru; * masło; * bułka tarta Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180°C. Okrągłą formę (pasującą wielkością do naleśników) smarujemy masłem i posypujemy tartą bułką. Cytryny myjemy, sparzamy wrzątkiem i osuszamy, ścieramy z nich skórkę na tarce o drobnych oczkach. W formie układamy naleśniki jeden na drugim, każdy posypujemy cukrem, skrapiamy sokiem z cytryny i posypujemy skórką cytrynową. Tort wstawiamy do piekarnika i zapiekamy około 30 minut. czas: 35 minut Ruloniki z kuskusem Ruloniki z kuskusem czas: 30 minut czas: 30 minut Ciasto podstawowe * szklanka kuskusu; * 50 g rodzynek; * 2 łyżki oliwy; * 1/3 szklanki kiełków rzodkiewki; * 2 łyżki miodu; * 1/3 łyżeczki przyprawy "5 smaków" Smażymy naleśniki i odstawiamy w ciepłe miejsce. Robimy farsz. Kuskus przygotowujemy według przepisu na opakowaniu, namoczone wcześniej rodzynki osączamy i osuszamy. Kaszę mieszamy z oliwą, rodzynkami i kiełkami rzodkiewki. Dodajemy miód i przyprawę "5 smaków", mieszamy. Nakładamy farsz na naleśniki i zwijamy je w rulony. Nierówne końce odcinamy, tak by z boków widoczne było nadzienie. ! Naleśniki, które chcemy nafaszerować i zwinąć w ruloniki, muszą być cienkie i elastyczne. Zielone placki z łososiem Zielone placki z łososiem * 300 g zielonego groszku (mrożonego); * 40 g miękkiego masła; * jajko; * żółtko; * 40 g mąki; * 100 g słodkiej śmietanki; * sól; * czarny pieprz; * olej do smażenia; * 100 g gęstej śmietany; * 100 g wędzonego łososia; * mała cebula Groszek wrzucamy do garnka z wrzącą osoloną wodą i gotujemy 15 minut, następnie odcedzamy. 2 łyżki groszku odkładamy do dekoracji, a resztę wkładamy do miski, dodajemy masło, jajko, żółtko, mąkę, słodką śmietankę, szczyptę soli i odrobinę pieprzu. Wszystko razem miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Na małej patelni rozgrzewamy olej i smażymy pojedyncze placuszki nieco grubsze niż tradycyjne naleśniki. Podajemy polane kwaśną śmietaną, z ułożonymi na wierzchu kawałkami łososia, krążkami cebuli i ziarenkami groszku. czas: 30 minut Rolada naleśnikowa Rolada naleśnikowa czas: 45 minut czas: 45 minut * Ciasto podstawowe (str. 2) (mąkę pszenną zastępujemy gryczaną); * średnia cukinia; * 100 g wędzonki; * oliwa lub masło klarowane do smażenia; * łyżka posiekanej natki pietruszki * łyżka posiekanej bazylii; * 150 g startego ostrego sera; * jajko; * żółtko; * 100 ml gęstej śmietany; * sól; pieprz Smażymy naleśniki. Cukinię kroimy w zapałkę, wędzonkę w cienkie paseczki. Razem podsmażamy przez parę minut na rozgrzanej oliwie lub maśle. Gdy przestygną, dodajemy zioła, starty ser, jajko i żółtko wymieszane ze śmietaną, sól i pieprz. Dokładnie mieszamy. Naleśniki układamy tak, by zachodziły na siebie i razem tworzyły prostokąt. Na wierzchu kładziemy farsz, pozostawiając ze wszystkich boków około 4 cm, i ciasno zwijamy w rulon. Rozgrzewamy tłuszcz na patelni, roladę kroimy na 2-, 3-centymetrowe kawałki, każdy kawałek ostrożnie układamy na rozgrzanej patelni i obsmażamy z obu stron. Meksykańskie Meksykańskie * Ciasto podstawowe - połowę pszennej mąki zastępujemy mąką kukurydzianą i dodajemy łyżeczkę kurkumy; * duża cebula; * 2 ząbki czosnku; * papryczka chilli; * 2 łyżki oliwy; * puszka pomidorów pelati (ok. 150 g); * 200 g przecieru pomidorowego; * 100 g czerwonej fasoli z puszki; * 100 g białej fasoli z puszki; * sól; pieprz; * 200 ml śmietany 18%; * 2-3 owoce awokado Smażymy naleśniki. Cebulę obieramy i kroimy w pióra. Czosnek obieramy i drobno siekamy. Papryczkę myjemy, przecinamy wzdłuż na pół, usuwamy nasiona i kroimy w cienkie paseczki. Na rozgrzanym tłuszczu podsmażamy cebulę, a po chwili dodajemy czosnek i papryczkę chilli. Gdy wszystko się zarumieni, dorzucamy posiekane pomidory, chwilę dusimy i dodajemy przecier. Całość dusimy ok. 10 minut, dodajemy fasolę (możemy użyć także fasoli suchej, ale wtedy należy poprzedniego dnia ją namoczyć, a potem ugotować), doprawiamy solą i pieprzem i jeszcze przez chwilę smażymy. Farsz nakładamy na naleśniki, składamy je w trójkąty, po czym podsmażamy na patelni lub zapiekamy w wysmarowanej tłuszczem formie. Przed podaniem na każdym naleśniku kładziemy łyżkę śmietany i cząstkę awokado. czas: 45 minut Drożdżowe z bananami Drożdżowe z bananami * 210 g mąki z pszenicy durum; * 70 g zwykłej mąki pszennej (np. typ 450); * opakowanie suchych drożdży; * 150 ml mleka; 2 jajka; * sklarowane masło lub olej do smażenia Banany: * 4 banany; * 4 łyżki masła; * 5 łyżek miodu; * 150 ml białego wina; * 1 łyżka soku z cytryny; * szczypta cynamonu Łączymy oba rodzaje mąki i drożdże. Mleko mieszamy z 300 ml letniej wody. Do suchych produktów dodajemy mleko z wodą i jajka, mieszamy do uzyskania konsystencji gęstej śmietany. Ciasto odstawiamy na 2 godziny do lodówki. Banany wkładamy do wysmarowanego połową masła naczynia żaroodpornego, zalewamy miodem wymieszanym z winem i sokiem z cytryny, posypujemy cynamonem i obkładamy resztą masła. Pieczemy w temperaturze 200°C przez 15 minut, co 5 minut polewając owoce płynem. Ciasto naleśnikowe wyjmujemy z lodówki i smażymy małe placki. Usmażone placuszki podajemy z pieczonymi bananami. czas: 45 minut Czasem wystarczy drobna zmiana w przepisie, aby odmienić znany smak. Przygotowując naleśniki, spróbujcie zastąpić mąkę pszenną gryczaną lub kukurydzianą. Smakują całkiem inaczej... I o to chodzi! Zachęcamy do kulinarnych eksperymentów. MAŁGORZATA WELMAN, REDAKTORKA NACZELNA ZDJĘCIA: PAWEŁ KISZKIEL

  • Codzienne, a odświętne

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPISY: ARCHIWUM 21-10-2014

    Klopsiki rybne Klopsiki rybne danie główne danie główne * 200 g filetu z białej ryby; * 8 krewetek; * por; * papryczka chilli; * pęczek kolendry; * 3 limonki; * jajko; * sól; * pieprz; * 2 łyżki sezamu; * 3-4 łyżki oliwy Rybę miksujemy w blenderze z obranymi krewetkami. Siekamy pora, chilli (pestki wyrzucamy, jeśli nie lubimy zbyt ostrych potraw) i kolendrę. Posiekane składniki dodajemy do masy rybnej, skrapiamy sokiem z jednej limonki, wbijamy jajko, doprawiamy solą i pieprzem. Mieszamy. Zwilżonymi dłońmi formujemy kulki, lekko je spłaszczając. Posypujemy sezamem i smażymy na oliwie, po 2 minuty z każdej strony. Podajemy z cząstkami limonki. ! Kolendra ma specyficzny smak i aromat. Jeśłi nie jesteście jej fanami, użyjcie natki pietruszki. Zalewajka z grzybami Zalewajka z grzybami zupa zupa * 1/2 pęczka włoszczyzny; * 5 grzybów suszonych; * sól; * listek laurowy; * ziele angielskie; * 4 ziemniaki; * szklanka żuru; * 3 łyżki gęstej śmietany; * niewielka cebula; * 50 g słoniny Gotujemy około 1 i 1/2 litra wywaru z warzyw i grzybów, dodając sól, listek laurowy i ziele angielskie. Przecedzamy, dodajemy grzyby pokrojone w paski i ziemniaki w kostkę. Gotujemy kilka minut, aż ziemniaki będą miękkie. Następnie dodajemy żur i na końcu zabielamy śmietaną. Całość zagotowujemy, dodajemy przesmażoną na słoninie cebulę. W innych rejonach Polski zamiast grzybów dodaje się do zalewajki wędzoną kiełbasę i koperek. Ryż na słodko z amaretto Ryż na słodko z amaretto wege wege * 4 łyżki słupków migdałowych (lub płatków, lub posiekanych blanszowanych migdałów); * 1 litr mleka; * 2 łyżki cukru pudru; * skórka otarta z pomarańczy; * 125 g (torebka) ryżu; * łyżeczka ekstraktu waniliowego; * 3 łyżki likieru amaretto; * 4 łyżeczki brązowego cukru Migdały prażymy na suchej patelni, odstawiamy. W garnku zagotowujemy mleko z cukrem pudrem, skórką pomarańczową i ryżem. Gotujemy na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając, aż danie będzie kremowe, a ryż miękki - ok. 45 minut. Następnie dodajemy ekstrakt waniliowy i likier, zdejmujemy z ognia i rozkładamy do 4 małych kokilek lub płytkich foremek do zapiekania. Danie posypujemy migdałami i brązowym cukrem, wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C. Zapiekamy, aż ryż się zrumieni i będzie złocisty. Podajemy na ciepło. Tę potrawę można przygotować również na mleku kokosowym, dzięki temu ryż nabierze egzotycznego smaku i aromatu. Sałatka ze smażonymi pieczarkami Sałatka ze smażonymi pieczarkami sałatka sałatka * 1 kg pieczarek; * 2 jajka; * bułka tarta; * cebula; * 3 ogórki konserwowe; * olej do smażenia; * sos vinegret; * sól; pieprz Pieczarki czyścimy, odcinamy i odrzucamy nóżki, kapelusze zanurzamy w roztrzepanych jajkach, panierujemy w bułce tartej. Smażymy na rozgrzanym oleju. Cebulę kroimy w krążki, ogórki konserwowe w plasterki. Do miski przekładamy lekko przestudzone pieczarki, dodajemy cebulę i ogórki. Posypujemy solą i świeżo mielonym pieprzem. Polewamy sosem vinegret. Tarta czekoladowa z orzechowym karmelem Tarta czekoladowa z orzechowym karmelem deser Ciasto czekoladowe: * 200 g pokruszonych herbatników czekoladowych; * łyżka brązowego cukru; * szczypta soli; * 100 g stopionego i ostudzonego masła Słony karmel fistaszkowy: * czubata szklanka cukru; * szklanka śmietanki kremówki (30%); * 1/3 szklanki gęstej śmietanki tortowej (36%); * szklanka prażonych solonych orzeszków ziemnych Mus z masłem orzechowym: * 250 g kremowego serka typu Philadelphia; * 1/4 szklanki cukru; * opakowanie cukru waniliowego z prawdziwą wanilią; * szczypta soli; * 1 i 1/4 szklanki masła orzechowego; * szklanka śmietanki kremówki (30%) Polewa: * 200 g posiekanej dobrej gorzkiej czekolady (ok. 60% kakao); * szklanka śmietanki kremówki (30%) Rozgrzewamy piekarnik do 180°C. Mieszamy składniki ciasta, wylepiamy nim formę na tartę, pieczemy 8-10 minut, studzimy. Robimy karmel. Cukier rozpuszczamy w 1/4 szklanki wody i podgrzewamy 10 minut, mieszając, aż masa zrobi się jasnozłota. Zdejmujemy z ognia i powoli wlewamy śmietankę. Ponownie podgrzewamy, mieszając, aż powstanie jednolita masa. Przelewamy do miski, mieszamy ze śmietanką tortową. Kiedy karmel wystygnie, wstawiamy go do lodówki, aby trochę zgęstniał (40-50 minut), a potem mieszamy z orzeszkami. Robimy mus: ucieramy serek z cukrem, cukrem waniliowym i solą, dodajemy masło orzechowe i ucieramy dalej, aż składniki się połączą. Ubijamy śmietankę na sztywno, porcjami dodajemy do masy. Na ostudzony czekoladowy spód wylewamy karmel, a na nim rozsmarowujemy mus. Wstawiamy na 30 minut do lodówki. Robimy polewę, mieszając czekoladę z gorącą śmietanką. Wyjmujemy tartę z lodówki, wierzch pokrywamy polewą. Ponownie wstawiamy do lodówki co najmniej na pół godziny, aby polewa całkowicie zastygła. Połączenie ryby z krewetkami sprawi, że zwykłe klopsiki nabiorą charakteru odświętnego dania. Dodatki w postaci limonki i kolendry przydają potrawie egzotycznego smaku.

  • Biała ryba. Dorsz

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPISY: ARCHIWUM 21-10-2014

    Dorsz w jogurcie z szafranem Dorsz w jogurcie z szafranem * 1 kg filetów z dorsza; * 2 łyżeczki słodkiej papryki; * sól; * sok z limonki; * 350 g jogurtu naturalnego; * łyżeczka ostrej papryki; * łyżeczka nitek szafranu; * czubata łyżeczka mąki ziemniaczanej; * ząbek czosnku; * kilka liści bazylii (najlepiej tajskiej) porwanych na drobne kawałki Filety posypujemy słodką papryką i solą, skrapiamy sokiem z limonki. Przykrywamy i wstawiamy do lodówki na parę godzin. Jogurt mieszamy z ostrą papryką i szafranem. Podgrzewamy w rondlu o grubym dnie. Dodajemy mąkę i mieszamy, aż powstanie gładki sos. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, lekko solimy. Wkładamy rybę do sosu i gotujemy na małym ogniu przez 5-7 minut. Posypujemy dorsza liśćmi bazylii i podajemy z ryżem. ! Delikatne białe mięso tej ryby jest neutralne w smaku. Jeśli chcemy, aby danie było bardziej wyraziste, wybierzmy dodatki o zdecydowanym smaku. Dorsz z białym winie Dorsz z białym winie * szklanka wytrawnego białego wina; * 1 kg filetów z dorsza; * sól; * pieprz; * 2 łyżki masła; * łyżka mąki; * 150 g żółtego sera; * sok i skórka starta z cytryny Wino zagotowujemy. Filety posypujemy solą i pieprzem, wkładamy do garnka, zalewamy wrzącym winem i dusimy na małym ogniu 10 minut. Następnie wyjmujemy rybę łyżką cedzakową i przekładamy do wysmarowanego masłem żaroodpornego naczynia. Wywar studzimy. Łyżkę masła rozpuszczamy, dodajemy mąkę, zasmażamy. Porcjami, cały czas mieszając, wlewamy płyn, w którym dusił się dorsz, tak żeby powstał gęsty sos. Jeśli wywaru jest zbyt mało, dolewamy jeszcze trochę białego wina, ewentualnie mleka lub wody. Dodajemy sok i skórkę startą z cytryny, zagotowujemy. Zalewamy sosem rybę, zapiekamy 10 minut w 180°C, posypujemy tartym serem i pieczemy jeszcze 5 minut. Podajemy z ziemniakami purée i marynowanymi grzybkami. Dorsz w ostrym sosie Dorsz w ostrym sosie * 2 łyżki masła; * łyżka mąki; * 1/2 szklanki wywaru warzywnego z kostki; * mała cebula; * sól; * biały pieprz; * chilli * curry; * 4 łyżki śmietany; * 2 łyżki oleju; * 250 g filetów z dorsza; * sok z cytryny; * natka pietruszki Rozpuszczamy masło, wsypujemy mąkę, smażymy, mieszając, po chwili wlewamy wywar. Ścieramy obraną cebulę na tarce o drobnych oczkach, dodajemy do sosu, przyprawiamy solą, pieprzem, chilli i curry. Dodajemy śmietanę, podgrzewamy, ale nie gotujemy. Naczynie żaroodporne smarujemy olejem, układamy w nim rybę, skrapiamy sokiem z cytryny, oprószamy solą i pieprzem, posypujemy chilli i polewamy sosem. Zapiekamy 25 minut w temperaturze 180°C. Na koniec posypujemy drobno posiekaną natką pietruszki. W Portugalii, Chorwacji, a także w Brazylii dorsz jest podstawowym składnikiem potraw. W angielskim daniu fish and chips również używa się głównie dorsza. My także jedzmy go częściej.

  • Konkurs Viva la pasta!

    [ TPC RP ] - Palce Lizać 21-10-2014

    Lubicie kuchnię włoską? Lubicie! Świętujcie z nami Światowy Dzień Makaronu (25 października) i podzielcie się swoimi ulubionymi przepisami na dania z makaronem. Pięć najciekawszych przepisów nagrodzimy koszami produktów włoskich. Możecie też kupić je w sklepach Lidl już od 20 października. Zgłoszenia z adresem i nazwiskiem przysyłajcie na adres: konkurs_palcelizac@agora.pl od 21 do 27 października. Wyniki ogłosimy w "Palce Lizać" 4 listopada, a najciekawsze przepisy opublikujemy na Facebooku oraz na naszej stronie. Regulamin konkursu dostępny jest na stronie palcelizac.gazeta.pl. Kosze ufundował sklep Lidl, gdzie od 20 października trwa tydzień kuchni włoskiej. Rozwiązanie KONKURSU Książkę Doroty Świątkowskiej "Moje wypieki"otrzymają: ? Anna Paczkowska ? Agnieszka i Adrian Kaweccy ? Paulina Zakrzewska ? Agnieszka Zielińska ? Gabriela Podsiadła ? Justyna Gralak ? Karolina Siebyła ? Katarzyna Toczek-Gierula ? Beata Skrzyniarz ? Konstancja Woźniak Zwycięzcom serdecznie gratulujemy! Warzywa to podstawa Warzywa to podstawa Oto motto marki, która produkuje zupy kremy z jarzyn. Nie znajdziemy w nich konserwantów czy sztucznych barwników, a jedynie warzywa, zioła i przyprawy. W ofercie jest 11 rodzajów zup, ale flagowym produktem jest krem pomidorowy z bazylią. Pan Pomidor & Co. Cena: 7,99 zł Nowe możliwości Nowe możliwości Apetina India i Apetina Tapas, nowe serki Apetiny, to doskonały dodatek do dań - sprawdzają się jako składnik sosów, dipów i past, świetnie podkreślają smak zup, tart czy zapiekanek. Dzięki nim nawet proste pomysły kulinarne nabiorą charakteru. Idealne dla osób lubiących eksperymentować w kuchni. Arla Foods, Apetina. Cena: ok. 3,89 zł (125 g) Lubicie kuchnię włoską? Lubicie! Świętujcie z nami Światowy Dzień Makaronu (25 października) i podzielcie się swoimi ulubionymi przepisami na dania z makaronem. Pięć najciekawszych przepisów nagrodzi

  • Gryczane muffinki

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPIS I STYLIZACJA: JOANNA SZACHOWSKA-TARKOWSKA 21-10-2014

    * 100 g ugotowanej kaszy gryczanej; * 1 ząbek czosnku; * 1/3 szklanki przecieru pomidorowego; * 3 łyżki migdałów; 1 łyżka oleju; * 2 łyżeczki tymianku; * 1 łyżeczka soli; * 6 łyżek sezamu; * 3 łyżki siemienia lnianego; * 2 łyżki mąki kukurydzianej Sos: * 1/4 szklanki przecieru pomidorowego; * 5 łyżek ugotowanej kaszy gryczanej; * 1 ząbek czosnku; * 1/4 szklanki mleka roślinnego; * 1 mały burak; * 2 szczypty soli; pieprz; * 2 łyżki sosu sojowego jasnego; * 1 łyżka mąki kukurydzianej Sezam, migdały, czosnek i siemię lniane mielemy na drobną kaszkę. Przesypujemy do miski, mieszamy z resztą składników. Odstawiamy na 30 minut, aby masa spęczniała. Formujemy kulki i wkładamy je do foremki na muffinki, wysmarowanej oliwą. Pieczemy 25 minut w 180°C. Przygotowujemy sos. Miksujemy buraka z mlekiem i czosnkiem. Dodajemy kaszę gryczaną i resztę składników, blendujemy na aksamitną masę. Przekładamy do rondla, podgrzewamy, aż sos zgęstnieje. Upieczone muffinki podajmy z ciepłym sosem i ulubioną surówką. Joanna Szachowska-Tarkowska, entuzjastka kuchni roślinnej i bezglutenowej, właścicielka restauracji Veg Deli. Zamiast klasycznego dania obiadowego - kaszy gryczanej z buraczkami, proponujemy muffinki gryczane z sosem z buraków. Tak samo zdrowo, a jednak ciekawiej.

  • Makaron z dodatkami

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPIS: ARCHIWUM 21-10-2014

    Wstążki z tuńczykiem Wstążki z tuńczykiem * 500 g makaronu pełnoziarnistego wstążki; * 500 g pomidorów; * cebula; * pęczek pietruszki; * 1/2 łyżeczki oregano; * sól; pieprz; * 2 puszki tuńczyka Gotujemy makaron we wrzącej, lekko posolonej wodzie, odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Pomidory obieramy, drobno kroimy, razem z cebulą wkładamy do rondla i dusimy, aż powstanie gęsty sos. Przyprawiamy oregano, solą i pieprzem. Wkładamy tuńczyka do sosu i mieszamy delikatnie, uważając, by pozostał w kawałkach. Następnie dodajemy makaron, całość ostrożnie mieszamy. Podajemy na gorąco, posypując posiekaną natką pietruszki. Muszelki z wołowiną i selerem naciowym Muszelki z wołowiną i selerem naciowym * 300 g polędwicy wołowej; * pieprz; sól; * 3 łyżki sklarowanego masła lub oliwy; * 2 ząbki czosnku; cebula; * 3-4 łodygi selera naciowego; * 2 pomidory; * po 1-2 łyżki kaparów i czarnych oliwek; * czubata łyżka natki pietruszki; * szczypta cynamonu; * 400 g makaronu conchiglie (muszelek); * 150 g sera gruyere Polędwicę kroimy na cienkie plastry, oprószamy pieprzem i krótko (ok. 1 min) obsmażamy z każdej strony na patelni grillowej, studzimy, kroimy na kawałki. W rondlu rozgrzewamy masło, obsmażamy na nim drobno posiekany czosnek. Dodajemy obraną, pokrojoną w piórka cebulę oraz oczyszczone z łykowatych włókien i pokrojone łodygi selera. Podsmażamy, mieszając. Dokładamy obrane i pokrojone w grubą kostkę pomidory i, mieszając, smażymy 5 minut. Wrzucamy polędwicę, kapary, pokrojone oliwki, natkę pietruszki i, podgrzewając, mieszamy. Doprawiamy szczyptą cynamonu, pieprzem i solą. Dodajemy ugotowany gorący makaron i szybko mieszamy. Na końcu posypujemy serem startym na dużych oczkach. Kukurydziany po włosku Kukurydziany po włosku Makaron: * 500 g mąki kukurydzianej; * 3-4 jajka Dodatki: * cebula; * 2 ząbki czosnku; * 300 g fasolki szparagowej; * 200 g zielonych oliwek z papryką; * 1/2 pęczka bazylii; * 4 łyżki ricotty lub gęstej śmietany; * łyżka zielonego marynowanego pieprzu; * 3 łyżki tartego parmezanu Z mąki i jajek, ewentualnym z niewielką ilością wody, zagniatamy ciasto. Rozwałkowujemy je grubo i kroimy na paski. Gotujemy w lekko osolonym wrzątku, przelewamy zimną wodą. Do rondla wkładamy posiekane cebulę i czosnek, dodajemy fasolkę, pokrojone na plasterki oliwki i posiekaną bazylię, kilka listków zostawiamy do ozdoby. Dokładamy ricottę lub śmietanę, marynowany pieprz, mieszając, dusimy przez chwilę. Na koniec dodajemy kluski, wykładamy na talerz, posypujemy parmezanem i ozdabiamy bazylią. Tuńczyk, oliwki, warzywa, twardy ser, najlepiej parmezan lub gruyčre, no i oczywiście makaron. Koniecznie al dente. Oto recepta na pyszny obiad lub kolację.

  • Carpaccio niczym sushi

    [ TPC RP ] - Palce Lizać TEKST: MAŁGORZATA WELMAN; PRZEPIS: ARCHIWUM 21-10-2014

    Nazwa tej potrawy pochodzi od nazwiska malarza epoki renesansu Vittore Carpaccia. Kolorystyka jego obrazów przyszła na myśl kucharzowi, który po raz pierwszy podał danie z cienko pokrojonego surowego mięsa. Tradycyjnie carpaccio przygotowuje się z surowego mięsa - wołowiny, cielęciny, dziczyzny, łososia lub tuńczyka. Można je również zrobić w wersji wegetariańskiej, krojąc cienko pieczone buraki, a także deserowej, używając owoców, na przykład pomarańczy albo gruszek. Carpaccio Carpaccio * 400 g polędwicy wołowej, środkowa część; * 4 łyżki oliwy; * 50 g parmezanu; * sól, świeżo zmielony pieprz Marynata: * 5 łyżek oliwy; * 2 ząbki czosnku; * szczypta ostrej papryki; * po łyżce posiekanego tymianku i rozmarynu Składniki marynaty mieszamy, polewamy mięso, odkładamy na dwie godziny. Rozgrzewamy łyżkę oliwy, obsmażamy mięso z każdej strony. Gdy ostygnie, wkładamy do zamrażarki na 2 godziny. Kroimy w poprzek włókien na cieniutkie plasterki. Układamy na talerzach, polewamy oliwą, posypujemy pieprzem i parmezanem. Nazwa tej potrawy pochodzi od nazwiska malarza epoki renesansu Vittore Carpaccia. Kolorystyka jego obrazów przyszła na myśl kucharzowi, który po raz pierwszy podał danie z cienko pokrojonego surowego

  • TYTUS, ROMEK I A?TOMEK NA DESKACH KAMIENICY

    [ DLO WA ] - Strony Lokalne Warszawa WITOLD MROZEK (GAZETA WYBORCZA) 21-10-2014

    Teatr Kamienica stara się wyglądać najbardziej teatralnie, jak to tylko możliwe. Kotary i gięte żeliwne aplikacje, abażury i afisze. Jesteś w prawdziwym teatrze - woła do mieszczańskiego odbiorcy każdy detal wnętrza prywatnej sceny przy al. "Solidarności" nieopodal ratusza. A gdy już widzowie zasiądą w wygodnych fotelach, Emilian Kamiński częstuje ich z reguły grubą farsą. Dziś jednak dla odmiany zaprasza najmłodszych i przypomina klasykę polskiego komiksu młodzieżowego. Nadchodzą "Tytus, Romek i A?Tomek". Trudno się temu dziwić. Teatr dla dzieci jest w natarciu. Rodzice z dziećmi to świetna grupa docelowa, a sceny walczą o widza. Przecież nawet zamęczeni przez rodzimego czy korporacyjnego kapitalistę rodzice mogą znaleźć ostatecznie czas między drugim etatem a trzecim zleceniem, by zapewnić latorośli kulturalną rozrywkę. Jeśli w waszych wspomnieniach z lat szczenięcych przedstawienie dla dzieci to szarobure pacynki na zakurzonej scence, to najwyższa pora odświeżyć swój osąd. Dziś coraz częściej kładzie się nacisk na to, by małym widzom serwować produkt najwyższej klasy. Biorą się do tego najlepsze sceny i uznani artyści. W Kamienicy moda na teatr dla dzieci spotyka się z modą na retro. Chociaż czy "Tytus, Romek i A?Tomek" kiedykolwiek stali się przeszłością, by ich z niej wydobywać? No właśnie. Czy wannolot, harcerskie mundury mają w pierwszej kolejności przyciągnąć dzieci? A może bardziej rodziców, którzy na komiksowej sadze się wychowali - w ramach nostalgii za dzieciństwem w Polsce Ludowej? Wymyślona przez Henryka Jerzego Chmielewskiego - bardziej znanego jako Papcio Chmiel - obrazkowa historyjka o szympansie, którego lekko postrzelony naukowiec próbuje za wszelką cenę uczłowieczyć, doczekała się 40 tomów (wliczając nienumerowane) w latach 1957-2014. Dwukrotnie przygody "Tytusa, Romka i A?Tomka" przenoszone były na ekran. Na początku lat 90. powstały dwa odcinki serialu animowanego. Później, w 2002 r., do kin trafił film pełnometrażowy. Warto wspomnieć, że jego scenariusz napisała jedna z najbardziej znanych dziś polskich dramatopisarek, Małgorzata Sikorska-Miszczuk. Na deski teatru szympans w harcerskim mundurze trafił dopiero teraz, w 57. roku życia. Kolejny raz Profesor T. Alent nie radzi sobie z Tytusem i kolejny raz z pomocą przychodzą mu druhowie z ZHP. Nieco przerośnięci, trochę niedzisiejsi i niezgrabni ze swoją odwieczną piosnką o stokrotce polnej i o tym, że poszli w ciemny las. Tym razem narzędziem uczłowieczenia szympansa ma być sztuka. Tytus poznaje historię malarstwa i ma stać się artystą. W tym celu, jak rasowy młody panicz, rusza w podróż po Europie. Dzisiejszej i znanej - policjantka, którą młodzieńcy napotkają na londyńskim bruku, jest swojską dziewczyną spod Tarnowa (w tej roli reżyserka przedstawienia, Katarzyna Taracińska-Badura). Głównym elementem prostej scenografii jest tu ekran, na którym wyświetlają się kolejne pocztówki z Londynu i Paryża i kilka dzieł sztuki. To z ekranu wreszcie - dzięki wideofonicznym łączom profesora - objawi się publiczności sam Papcio Chmiel. Rafał Szałajko z wyzwaniem zagrania małpy radzi sobie, podskakując i porykując wesoło. A jeśli irytują was w teatrze dorośli grający grubą kreską dzieci (jak tutaj Maciej Makowski i Łukasz Matecki - Romka i A?Tomka), musicie być gotowi na to, że może akurat wasze pociechy to bawi. Spektakl wytłumaczy dzieciom, że portret niekoniecznie musi być realistyczny, co to jest Luwr i horyzont w malarstwie. Ale nie łudźmy się - bardziej chodzi o ducha zgrywy i zabawy niż o jakieś edukacyjne ambicje. Bardzo daleko małpim przygodom z Kamienicy do surowego piękna i współczesnego morału "Pinokia" z Nowego Teatru albo pełnego rozmachu scenicznego szaleństwa Agnieszki Glińskiej i Doroty Masłowskiej w Teatrze Studio. Czy choćby, by wychynąć poza stolicę, do brawurowych i dowcipnych realizacji z Białostockiego Teatru Lalek. Ale to po prostu zupełnie inny teatr, powiedzmy: użytkowy. Godzina z okładem spędzona z pięcio-, sześcio- czy siedmiolatkiem (to chyba idealny wiek małego widza) przy al. "Solidarności" nie będzie czasem straconym. Warto jednak nie poprzestawać na tym w teatralnej przygodzie i na następne przedstawienie spróbować pójść gdzieś indziej. ---------- "Tytus, Romek i A?Tomek, czyli jak zostać artystą". Scenariusz i reżyseria: Katarzyna Taracińska-Badura. Premiera 12 października, Teatr Kamienica. Następne spektakle: 23, 24, 26 października. Teatr Kamienica stara się wyglądać najbardziej teatralnie, jak to tylko możliwe. Kotary i gięte żeliwne aplikacje, abażury i afisze. Jesteś w prawdziwym teatrze - woła do mieszczańskiego odbiorcy każ

  • Irena Kotela

    [ DLO WA ] - Strony Lokalne Warszawa CZESŁAW 21-10-2014

    Przyszła na świat 13 grudnia 1922 roku w Warszawie, odeszła rok temu, 18 października 2013 roku. Jej mama, Helena, z Kobylińskich, była nauczycielką, ojciec, Czesław Bieniek - profesorem aerodynamiki. Przed wojną uczyła się najpierw na Pensji Pani Rudzkiej, później - w Gimnazjum im. J. Słowackiego. Wybuch wojny zmusił rodzinę Bieńków do ucieczki przed Niemcami na wschodnie rubieże Rzeczpospolitej, gdzie zastało ich wkroczenie wojsk radzieckich. Pierwsze lata wojny spędzili we Lwowie. Po zagarnięciu tych terenów przez Niemców otrzymali schronienie w majątku państwa Targowskich, w Czyżowie koło Zawichostu. Po wojnie rodzina wróciła stopniowo do Warszawy. Irena zrobiła maturę w swojej macierzystej szkole, "u Słowackiego". Studia architektoniczne rozpoczęła w 1945 roku w Krakowie, aby po kilku miesiącach przenieść się do świeżo uruchomionego Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Już na drugim roku studiów prof. Wejchert zaproponował grupie studentów współpracę przy sporządzaniu planów uproszczonych miast na Ziemiach Odzyskanych. W tej grupie znalazła się także Irena. Odtąd miała się związać z urbanistyką na zawsze. Podczas studiów kontynuowała prace urbanistyczne w "Centralnym Biurze Architektonicznym i Budowlanym", a potem w "Miastoprojekcie ZOR Warszawa". W grudniu 1950 roku Irena i Czesław Kotela biorą ślub i wyjeżdżają do Częstochowy, gdzie zakładają pracownię urbanistyczną Miastoprojektu ZOR w Warszawie, aby w pierwszym etapie pracy (1951-52) sporządzić plan ogólny miasta Częstochowy, a w drugim etapie (1953-58) - projekty osiedli w Częstochowie, Radomiu i Kędzierzynie, a także inne urbanistyczne opracowania szczegółowe. Wśród tych "innych" są także wytyczne z planu ogólnego do projektowania "trasy tramwajowej", nowej arterii komunikacyjnej i nowej osi rozwojowej miasta, wiążącej w jeden organizm miejski dotąd rozproszone jednostki osadnicze. Irena była współ- autorem wszystkich tych opracowań (z wyjątkiem jednego) wykonanych w Częstochowie. W tym drugim etapie pracy w Częstochowie rodzina Kotelów powiększa się o dwu synów. W połowie 1958 roku Kotelowie przenoszą się do Katowic. Irena podejmuje pracę w Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej, w Zespole zajmującym się Rybnickim Okręgiem Węglowym (ROW). Tu uczestniczy w opracowaniu planu ROW i planu nowego miasta Jastrzębie, które rychło staje się najszybciej budującym się miastem w Polsce. Opracowuje także plan nowego miasta Leszczyny. Równocześnie uczestniczyła w zespole autorskim w kilku konkursach urbanistycznych i architektonicznych. W konkursie na zagospodarowanie doliny Jaszowiec zespół autorski otrzymał 1. nagrodę, a prócz tego nagrodę Prezesa KBUA - za projekt Jaszowca i Ministra Budownictwa - za realizację. W 1963 roku rodzina przenosi się do Warszawy. Rozpoczyna pracę w Pracowni Urbanistycznej Warszawy. Tu opracowuje w Zespole Studium funkcji i program Centrum Warszawy. W latach 1965/66 przez pół roku uczestniczy w stażu urbanistycznym ASTEF we Francji. W 1973 roku Pracownia Urbanistyczna Warszawy zostaje włączona w skład Biura Planowania Rozwoju Warszawy. W nowym układzie organizacyjnym opracowuje programy dla miejscowości podwarszawskich. W 1979 roku zaproponowano jej pracę w Zespole Ekspertów do Spraw Rewaloryzacji Miast i Zespołów Zabytkowych. Pracowała w nim do 1991 roku z przerwą czteroletnią (1982-86) na pracę w Algierii. Tam była wykładowcą urbanistyki na Uniwersytecie Technologicznym w Oranie. W okresie emerytalnym wykonuje szereg opracowań planistycznych i opinii dotyczących przystosowania miast do potrzeb osób niepełnosprawnych. Swoim twórczym i pracowitym życiem zasłużyła na opinie wyrażone przez niektóre osoby: "była niepowtarzalna", była "dobrym człowiekiem", była "wspaniałą kobietą" - mądry, kochający, piękny człowiek... Pamięci Ireny Kotelowej, Iłły, architekta, urbanisty. Przyszła na świat 13 grudnia 1922 roku w Warszawie, odeszła rok temu, 18 października 2013 roku. Jej mama, Helena, z Kobylińskich, była nauczycielką, ojciec, Czesław Bieniek - profesorem aerodynamiki

  • Kontuzja Miroslava Radovicia szansą dla Orlando Sa

    [ DLO WA ] - Strony Lokalne Warszawa KONRAD FERSZTER 21-10-2014

    26-letni Portugalczyk, za którego niemal rok temu Legia zapłaciła 450 tys. euro, w dotychczasowych meczach mistrzów Polski w europejskich pucharach rozegrał zaledwie 15 minut. Sa wyszedł w pierwszym składzie na mecz z Saint Patrick?s, ale po kwadransie doznał kontuzji. Potem, wobec dobrej formy grających w ataku Radovicia i Ondreja Dudy oraz regularnych trafień Michała Żyry i Michała Kucharczyka, grywał tylko w tych meczach ligowych, w których Berg wystawiał zmienników. Ale jak grywał, to zwykle strzelał gole. Z Górnikiem Łęczna wszedł na boisko w 66. minucie, ale zdążył trafić dwa razy, strzelał też gole w kolejnych swoich występach z Koroną, Podbeskidziem i Wisłą. Sa zdobył też bramkę na wagę zwycięstwa w piątkowym meczu z Lechią - w 87. minucie trafił do siatki po podaniu Dudy. We wcześniejszym występie z Lechem gola nie strzelił, ale dobrą grą rozruszał ofensywę Legii i pomógł doprowadzić do remisu. Sa trafia, Sa się nie poddał Sa trafia, Sa się nie poddał Portugalczyk po przyjściu do Warszawy mógł myśleć, że będzie w Legii gwiazdą, a i w klubie liczyli, że zawodnik, który w rundzie jesiennej na Cyprze strzelił 13 goli, rozwiąże problemy w ataku - zastąpi zawodzącego Władimira Dwaliszwilego. Ale Sa w Polsce zaczął źle, wiosną przebywał na boisku przez zaledwie 298 minut, w siedmiu meczach zdobył jednego gola. I gdy mogło się wydawać, że Portugalczyk, o którym mówiło się, że jest nieprzygotowany fizycznie, że nie chce mu się trenować, będzie się frustrował, szukał klubu, Sa zacisnął zęby. Owszem, sfrustrowany był i widać to było na treningach, ale ćwiczył dobrze, popisywał się skutecznością, wykorzystywał szanse w mniej ważnych meczach, nie kręcił nosem nawet na grę w rezerwach. 26-latek wciąż nie jest duszą towarzystwa w szatni. Poza klubem z powodu bariery językowej trzyma głównie z Brazylijczykami - najbliżej mu było do obrońcy Alana Fialho, którego przy Łazienkowskiej już nie ma. W czasie treningów uśmiecha się rzadko, zdarza mu się być aroganckim wobec młodszych zawodników, ale to jedyne, co w tej chwili można Portugalczykowi zarzucić. Poza boiskiem Sa sprawia wrażenie człowieka wyalienowanego, ale na murawie nie pozostawia wątpliwości co do swojej przydatności w drużynie. Kluczowa zmiana podejścia Kluczowa zmiana podejścia Napastnik potrzebował czasu, by dostosować się do warunków nowej ligi i zaaklimatyzować się w nowym środowisku. Sa przy Łazienkowskiej spotkał się też z dużą konkurencją, która na Cyprze była mu obca. W Limassol w ataku nie miał sobie równych, co wpływało na jego wysoką samoocenę. Portugalczyk jednak zrozumiał, że w Legii nic za darmo nie dostanie, a jego rywale w walce o miejsce w składzie nie są piłkarzami przypadkowymi. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że od początku sezonu Sa nie trapią kontuzje, które utrudniły jego wejście do nowego zespołu na wiosnę. W obecnej dyspozycji przy równie ambitnym podejściu Portugalczyk może stać się jednym z najważniejszych elementów w ofensywnej układance Berga. - Widzę poprawę w jego nastawieniu. Bardziej przykłada się do treningów, ale nie ja jestem od tego, aby dawać czy oceniać czyjeś szanse. To pytanie do trenera - mówił na początku października o Sa Radović. Wtedy Serb nie mógł się spodziewać, że Portugalczyk swoją pierwszą poważną szansę otrzyma właśnie jego kosztem. 30-latkowi w piątek odnowiła się kontuzja pachwiny, która może go wykluczyć z gry nawet na cztery tygodnie. I jeżeli Sa swoją szansę przeciwko Metalistowi wykorzysta równie skutecznie, jak na boiskach ekstraklasy, to Berg w niedługim czasie może mieć niemały ból głowy przy zestawianiu linii ataku mistrzów Polski. Jeśli Orlando Sa wykorzysta szansę, jaką stwarza mu kontuzja Miroslava Radovicia, to trener Legii Henning Berg może mieć niebawem ból głowy przy zestawianiu linii ataku.

  • MOGĘ ZROZUMIEĆ POLITYKÓW, SĘDZIÓW - NIE

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza EWA SIEDLECKA (GAZETA WYBORCZA) 21-10-2014

    W tym tygodniu w Azerbejdżanie sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz przedstawiciele sądów konstytucyjnych i sądów najwyższych krajów Rady Europy spotkają się na debacie poświęconej standardom praw człowieka. To promocja dla kraju, w którym właśnie aresztuje się pod zarzutami malwersacji podatkowych lub zdrady stanu całą opozycję. W więzieniach jest ponad stu więźniów politycznych. W tym tamtejsi Adam Michnik, Jacek Kuroń czy Karol Modzelewski. W sierpniu zamknięto Intigama Alijewa, prawnika, który od lat występował przed Trybunałem w Strasburgu przeciw władzom swojego kraju łamiącym prawa człowieka. Siedzi małżeństwo Yunus, działacze na rzecz pojednania azersko-ormiańskiego. Leyla Yunus jest pozbawiona leczenia, bita. W sobotę organizacja Human Rights Watch wydała pilny komunikat w tej sprawie. W maju skazano na pięć i pół roku więzienia Anara Mammadlego, prezesa organizacji monitorującej wybory. Trybunał w Strasburgu uznał jego skargę i orzekł, że naruszono wobec niego prawa człowieka. A teraz prezes Trybunału Dean Spielmann zaszczyci swą obecnością pokazową imprezę, o którą Azerbejdżan zabiegał do celów propagandowych. Za pośrednictwem służb prasowych Trybunału zadałam mu pytanie, dlaczego uznał za stosowne podniesienie swoim uczestnictwem rangi imprezy organizowanej w kraju, który w kwietniowym raporcie Komisarza Praw Człowieka Rady Europy został oskarżony o prześladowanie opozycji, niezależnych dziennikarzy i pacyfikowanie organizacji pozarządowych. Na razie nie dostałam odpowiedzi. Imprezę uświetni też dwóch sędziów Trybunału w Strasburgu, trzynastu wysokich rangą urzędników Rady Europy, 23 sędziów i prezesów sądów najwyższych i trybunałów konstytucyjnych krajów Rady Europy. Głównie takich jak: Turcja, Mołdawia, Macedonia, Ukraina, Bułgaria, Bośnia i Hercegowina, Albania, Chorwacja, Węgry. Z krajów tzw. utrwalonej demokracji będą tylko sędziowie ze Szwecji, Szwajcarii i Francji. Wśród uczestników jest przedstawiciel polskiej Krajowej Rady Sądownictwa. Fundacja Helsińska zaapelowała do przewodniczącego KRS sędziego Romana Hausera, by przedstawiciel polskiego sądownictwa chociaż upomniał się o prawa człowieka w Azerbejdżanie. Oficjalnej odpowiedzi prezes nie udzielił. Zapytałam polskiego delegata, sędziego Waldemara Żurka, co zamierza zrobić. Odpowiedział, że nie było żadnych instrukcji z polskiego MSZ, więc po dyskusji na forum KRS jest on przygotowany na to, że jeżeli "będzie okazja" podczas oficjalnych obrad, to zapyta o realizację przez Azerbejdżan standardów praw człowieka i wyroków Trybunału w Strasburgu. A jak nie będzie okazji - to poruszy ten temat w rozmowach kuluarowych. Mogę zrozumieć polityków, gdy przedkładają interesy nad wartości. Wartościami chłoszczą Łukaszenkę, bo Białoruś nie ma ani surowców, ani pieniędzy, ani nawet rynku zbytu. Azerski reżim Ilhama Alijewa niczym się nie różni od białoruskiego, ale ma złoża ropy naftowej i pieniądze. Więc go nie chłoszczą. Zawsze zresztą mogą się powołać na interes wyborców we własnych krajach. Ale co skłania sędziów sądów najwyższych oraz konstytucyjnych i samego Trybunału Praw Człowieka do uczestnictwa w imprezie promującej reżim łamiący zasady praworządności i prawa człowieka? Nie jest wytłumaczeniem to, że Azerbejdżan przewodniczy (rotacyjnie, przez pół roku) Radzie Europy, bo podobne imprezy nie należą do tradycji takiego przewodnictwa. Sędzia Żurek tłumaczy, że nie trzeba się odcinać, lepiej dyskutować, prezentować dobre praktyki. Ale jakoś nikomu nie wpadło do głowy, by robić taki "edukacyjny" spęd sędziów na Węgrzech w czasie, gdy Orbán rozpędzał tamtejszy trybunał konstytucyjny, sąd najwyższy i kilka innych niezależnych od władzy organów. Można znajdować rozmaite wytłumaczenia, ale pozostaje faktem, że sędziowie najwyższych sądów w Europie uwiarygodnią swoją obecnością propagandową imprezę azerskiego reżimu. W tym tygodniu w Azerbejdżanie sędziowie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka oraz przedstawiciele sądów konstytucyjnych i sądów najwyższych krajów Rady Europy spotkają się na debacie poświęconej s

  • Mocny sygnał dla Moskwy

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza WOJCIECH CZUCHNOWSKI, JACEK HARŁUKOWICZ 21-10-2014

    - Chodziło o to, by cała sprawa nie była postrzegana jako promocja odchodzącego premiera i ministra spraw wewnętrznych. Mogliśmy sobie pozwolić na zwłokę, bo wszystko było pod kontrolą - tłumaczy urzędnik wysokiego szczebla wywodzący się z kręgu osób znających założenia operacji. Jego zdaniem niezręczność polegała na tym, że na termin planowanej akcji nałożyło się przejęcie władzy z rąk Donalda Tuska przez Ewę Kopacz i odwołanie przez nią Bartłomieja Sienkiewicza, szefa MSW i koordynatora służb specjalnych. To Sienkiewicz nadzorował działania przeciwko rezydentowi GRU korzystającemu ze statusu dyplomaty przy ambasadzie Rosji w Warszawie. - W związku z agresją na Ukrainę rosyjskie służby, w tym szczególnie wywiad wojskowy, rozzuchwaliły się. Dotyczy to nie tylko Polski, ale też całego naszego regionu. W tej sytuacji musimy dać drugiej stronie mocny znak, że nie przypatrujemy się temu bezczynnie, że stać nas na coś więcej niż obserwowanie i kontrola - wyjaśnia informator. Jego zdaniem to, że polskie służby zdecydowały się zatrzymać osoby podejrzewane o szpiegostwo i w ten sposób "odsłonić" całą operację, jest celowym działaniem i "demonstracją siły". - W pewnym sensie to powrót do strategii z czasów zimnej wojny. Wtedy opinia publiczna krajów zachodnich często dowiadywała się o zatrzymaniach sowieckich szpiegów - mówi. I dodaje: - To nie znaczy, że nie jest prowadzona normalna praca kontrwywiadowcza polegająca na "odwracaniu", przewerbowywaniu osób współpracujących z Rosjanami lub przekazywaniu obcym służbom materiałów dezinformujących. Służby zatrzymanie szpiegów uważają za swój duży sukces, również dlatego, że udało się skoordynować działania ABW i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. - Nic nie robili na własną rękę. Działali jak jedna pięść. Moim zdaniem to efekt strategii sformułowanej wobec kryzysu na Ukrainie. Uznaliśmy, że kluczowe jest bezpieczeństwo wewnętrzne, konsolidacja działań wobec zagrożenia i pełna koordynacja - twierdzi urzędnik. Mniej chętnie mówi o szczegółach dotyczących rezydenta GRU i zatrzymanych osób. Dyplomata był obserwowany od kilkunastu miesięcy, ale nie zwerbował wielu osób. Pracujący dla niego ppłk Zbigniew J., który zajmował się w MON sprawami promocji kultury wojskowej, miał działać z motywów finansowych i ambicjonalnych. Był sfrustrowany tym, że jest odsuwany na boczny tor. Jego współpraca była w pełni świadoma, miał być chętny do podejmowania nowych zadań, ale z powodu swojego niskiego usytuowania w strukturach resortu nie byłby w stanie ich wykonać. Aplikant prawny Stanisław S. - drugi z oskarżonych o szpiegostwo - miał działać z pobudek ideowych, ale też był wynagradzany finansowo. Dyplomata "zadaniował" go na lobbing dla rosyjskich interesów z branży energetycznej. Według naszego rozmówcy dyplomata został już wydalony z Polski. Doszło do tego w dniu zatrzymania prawnika i oficera. MSZ nie chce się do tego oficjalnie odnieść. Nieoficjalnie źródła w resorcie spraw zagranicznych twierdzą, że "do wydalenia w dokładnym tego słowa znaczeniu nie doszło". Może to oznaczać, że w czasie zatrzymań dyplomata był w Rosji i po prostu już nie wróci. Czy Polska spodziewa się ze strony Rosjan retorsji, czyli wydalenia urzędników naszych przedstawicielstw? - Bierzemy to pod uwagę, chociaż w ciągu ostatnich dwóch lat po cichu wydaliliśmy kilku rezydentów służb rosyjskich, a z tamtej strony nie było odpowiedzi - twierdzi cytowany na wstępie rozmówca "Wyborczej". JAK STANISŁAW S. ZMIENIAŁ POGLĄDY Podejrzewany o szpiegostwo na rzecz Rosji prawnik Stanisław S. przez dwa lata był współpracownikiem pisma "Nowa Europa Wschodnia" wydawanego przez wrocławskie Kolegium Europy Wschodniej. Interesowały go głównie sprawy polskiej energetyki. Był prawnikiem zatrudnionym w jednej z warszawskich kancelarii. Często bywał w Sejmie. Jak twierdzą niektóre media, brał nawet udział w posiedzeniach komisji sejmowych jako ekspert. Do Polski przyjechał w 1991 r. z rodziną. Najpierw mieszkał w Krakowie, w którym jego ojciec Siergiej - bramkarz reprezentacji Rosji - miał kontrakt z drużyną Hutnika. Grał z nią nawet w Pucharze UEFA. W 1997 r. na dwa lata wrócił do Rosji, by grać w klubie Gazowik Iżewsk (w 2006 r. zmienił nazwę na Sojuz-Gazprom). W 1999 r. cała rodzina przeprowadziła się do Szczecina, gdzie ojciec bramkarz podpisał kontrakt z drużyną Pogoni. Był w niej zmiennikiem Radosława Majdana. Stanisław rozpoczął zaś studia prawnicze. To właśnie na uniwersytecie ok. 2005 r. poznał się z Andrzejem Brzezieckim, obecnym naczelnym pisma "Nowa Europa Wschodnia". - Był w grupie aktywnych studentów tamtejszego uniwersytetu - wspomina Brzeziecki. - Elokwentny, dobrze wychowany. Poznaliśmy się podczas jakiejś debaty, której tematem był Jacek Kuroń. Kilka lat później Stanisław S. zaczął publikować w kierowanej przez Brzezieckiego "Nowej Europie Wschodniej". Został stałym współpracownikiem, był nawet w redakcyjnej stopce, choć publikował głównie w wydaniu internetowym. Jego teksty nie zawierały żadnych kontrowersyjnych treści. Jeszcze w 2012 r. na łamach "NEW" pisał o "rosyjskim przedwiośniu" - wielotysięcznych manifestacjach ludzi niezadowolonych z "suwerennej demokracji" Władimira Putina. "Jego gwiazda gaśnie, a on powoli traci polityczny monopol w Rosji, jednak... na razie nie wiadomo, kto w Rosji jest w stanie go zastąpić. Może kolejne manifestacje rosyjskiej klasy średniej wyniosą na piedestał nowego lidera? Pewne jest jedno - w Rosji zaczęło się przedwiośnie". Inny tekst, "Margines zaufania", w którym analizuje sytuację polityczną Rosji, kończy stwierdzeniem: "Społeczne żądanie poprawy jakości życia w Rosji będzie musiało być zaspokojone przez rządzących, bo w innym przypadku władza utraci legitymizację w oczach Rosjan, a scenariusz arabski może się powtórzyć". Jego oceny polityki Putina jednak mocno ewoluowały. W wypowiedzi dla "Głosu Szczecińskiego", którego dziennikarze pytali mieszkających w Polsce Rosjan o stosunek do aneksji Krymu, Stanisław S. mówił: "To zrozumiałe, że rosyjski prezydent chce bronić interesów mieszkających na Krymie Rosjan. Na Krymie nie doszło do żadnej agresji. To krzywdzący Rosjan przekaz medialny. Rosyjskie wojska zgodnie z umowami mają prawo przebywać na terenie swoich baz na Krymie, a nie ma dowodów na to, że oddziały, które pojawiły się na ulicach, to jednostki rosyjskie. Nie było żadnej zbrojnej napaści. Nie padły strzały. Krzywdzące są zatem próby porównywania Putina do Hitlera". - Gdy z nami współpracował, myślał zupełnie inaczej - podkreśla Andrzej Brzeziecki. - Tego typu propagandy na pewno byśmy nie wydrukowali. Wydawcą "Nowej Europy Wschodniej" jest wrocławskie Kolegium Europy Wschodniej, fundacja, której fundatorami byli m.in. nieżyjący już Jan Nowak-Jeziorański, miasto Wrocław i Zakład Narodowy im. Ossolińskich. W jej radzie są b. ambasador w Rosji Jerzy Bahr, prof. Zbigniew Brzeziński, b. ambasador w USA Jerzy Koźmiński i dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego Jan Ołdakowski. Andrzej Brzeziecki z "NEW" podkreśla, że współpraca dwumiesięcznika z oskarżanym o szpiegostwo ustała nagle w 2012 r.: - Płacimy za publikacje niewiele. Podejrzewam, że przestało mu to wystarczać. Z tego, co wiem, przeprowadził się do Warszawy i rozpoczął współpracę z jakąś kancelarią prawną. Zatrzymanie szpiegów GRU było planowane na koniec września, ale ze względu na zmianę rządu zostało przełożone - twierdzi informator "Wyborczej". Ujawnia strategię służb wobec wywiadu Rosji.

  • KE sprawdza, dlaczego PKP honoruje tylko polskie legitymacje szkolne

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza BARTOSZ T. WIELIŃSKI 21-10-2014

    - Ostatnio rozpoczęliśmy wstępne postępowanie dotyczące dyskryminacji osób innej narodowości. Prowadzimy w tej sprawie korespondencję z polskimi władzami - mówi "Wyborczej" Dennis Abbot, jeden z rzeczników Komisji Europejskiej. Do Brukseli dotarła bowiem skarga zagranicznych studentów, którzy zameldowani są w Polsce, ale studiują za granicą. W związku z tym według polskich przepisów nie przysługują im zniżki na podróże koleją. W środę opisaliśmy przypadek Jürgena z Bochum i jego dziewięcioletniej córki Zosi. Mimo że dziewczynka ma polskie obywatelstwo (jej matką jest Polka), ojciec musiał dopłacić w pociągu do pełnego biletu. Konduktor uznał, że skoro dziewczynka nie ma polskiej legitymacji szkolnej, to zniżka jej nie przysługuje. Tymczasem w Niemczech i innych krajach UE zniżki przysługują wszystkim dzieciom, a konduktorzy nie żądają od nich legitymacji. Obowiązek szkolny jest powszechny i dzieci nie mogą nie chodzić do szkoły. W Polsce jest inaczej, bo do ulgowego biletu dla ucznia przewoźnikowi dopłaca państwo. A ponieważ za zagraniczne dzieci polska kolej nie płaci, zniżki ich nie dotyczą. PKP Intercity takim podróżnym jak Jürgen proponuje, by kupowali bilety rodzinne. Wówczas wszyscy pasażerowie pojadą z 32-proc. zniżką. A konduktor nie będzie domagać się legitymacji. - Przepisy nie nadążają za rzeczywistością, trzeba je zmienić - komentował w "Wyborczej" Adrian Furgalski, ekspert z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. A Yves Pascouau, analityk z brukselskiego think tanku European Policy Center, uznał całą sprawę za dyskryminację. Ten trop sprawdzają eksperci Komisji Europejskiej. Ale rzecznik Abbot studzi nadzieje na szybkie zmiany. Komisja już wcześniej zajmowała się zniżkami na polskich kolejach. Rozpatrywała m.in. skargę doktorantów z Polski, którzy studiowali za granicą i w związku z tym nie mogli korzystać z ulg. Eksperci komisji po zbadaniu sprawy doszli do wniosku, że Warszawa nie dyskryminuje, bo zniżek nie daje też doktorantom z innych krajów, którzy studiują poza Polską. - Komisja uznała, że kraje członkowskie nie muszą przyznawać swoim obywatelom studiującym za granicą takich samych korzyści jak tym, którzy studiują w kraju. Pod warunkiem że po powrocie do swoich krajów będą traktowani tak samo - mówi rzecznik. W sprawie dzieci Komisja może uznać tak samo. Na Polskę poskarżyli się mieszkający u nas zagraniczni studenci, którzy w polskich pociągach nie mogą korzystać ze zniżek, jakie przysługują im w macierzystym kraju.

  • Awantura o spot w TVP

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza RENATA GROCHAL 21-10-2014

    Przygotowany przez Kampanię przeciw Homofobii spot zatytułowany "Najbliżsi - obcy" przedstawia dzień z życia pary kobiet: śmieją się, kłócą, wspólnie spacerują, modlą się, a na koniec świętują wraz z rodziną kolejną rocznicę związku. Spot kończy wypowiedź lektorki: "W świetle polskiego prawa osoby żyjące w związkach partnerskich są dla siebie zupełnie obce. Zmień to, wyraź swoje poparcie", a na ekranie widać planszę z odesłaniem na stronę internetową www.zwiazkipartnerskie.pl. Spot będzie emitowany w telewizji publicznej od przyszłego tygodnia. Rzecznik TVP Jacek Rakowiecki mówi, że TVP 1 zadeklarowała dziesięć emisji. Spot będzie także wyświetlony jako bezpłatna kampania społeczna w kanałach: TVP 2, TVP INFO, TVP Kultura i TVP Historia. Mirosława Makuchowska, wiceprezeska Kampanii przeciw Homofobii, wyjaśnia, że celem akcji jest zwiększenie poparcia społecznego dla związków partnerskich. - Chcemy pokazać pary jednopłciowe w sytuacjach codziennych, odkleić je od takiego myślenia, że osoby homoseksualne funkcjonują tylko w jednym wymiarze - seksualnym. One razem mieszkają, są dla siebie oparciem, cieszą się, przeżywają zazdrość, czyli mają bardzo podobne życie do par heteroseksualnych, ich miłość się nie różni - podkreśla Makuchowska. Dodaje, że mimo to pary jednopłciowe mają mniejsze prawa niż heteroseksualne, np. nie mogą zasięgać w szpitalu informacji o zdrowiu partnera, objąć go swoim ubezpieczeniem, a w razie jego śmierci muszą zapłacić podatek od spadku. Makuchowska ma nadzieję, że jeszcze w tej kadencji odbędzie się pierwsze czytanie złożonych w Sejmie projektów ustaw o związkach partnerskich autorstwa SLD i Twojego Ruchu. - Dla nas istotna jest także warstwa symboliczna; żeby uznać związki jedno- płciowe, wyjść z takiego myślenia, że żyjące w nich osoby muszą się ukrywać - mówi wiceprezeska KPH. Makuchowska nie ma jednak wielkich nadziei, że w tym konserwatywnym parlamencie uda się uchwalić odpowiednie regulacje. Składane wcześniej projekty posłowie odrzucali. Mimo że spoty jeszcze nie zostały wyemitowane, na prawicy już wywołują protesty. Posłanka PiS Krystyna Pawłowicz powiedziała portalowi Fronda.pl, że spot "narusza konstytucję, która w art. 18 definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny i nakłada na państwo obowiązek ochrony i promocji tej wspólnoty rodzicielstwa i macierzyństwa". - Polacy, którzy w większości są katolikami, są zmuszeni do finansowania propagandowych, ideologicznych filmików, które obrażają ich przekonania i system wartości. Z tego powinien być rozliczony zarząd telewizji publicznej i ci, którzy mają na to wpływ - mówi Pawłowicz. Dodaje, że "osobami, które mają zaburzony pociąg seksualny do osobników tej samej płci, powinien zainteresować się minister Bartosz Arłukowicz, a nie telewizja publiczna". Według posłanki PiS emisja spotu jest formą nacisku na posłów, by przepchnęli przez Sejm konwencję Rady Europy o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. - Środowiska lewackie nie są zadowolone z tego, że przyjęcie szkodliwej dla Polski konwencji trwa tyle czasu. Chcą więc zagrać na fundamentalnych uczuciach, jak współczucie, litość, pragnienie przez ludzi szczęścia - przekonuje Krystyna Pawłowicz. Rozmówcy w TVP przyznają, że spodziewają się, iż spot będzie oprotestowany. Jacek Rakowiecki podkreśla jednak, że zadaniem publicznej telewizji jest promowanie tolerancji. - Jako nadawca publiczny mamy ugruntowane przekonania, co służy lansowaniu społecznie pożytecznych postaw. Wśród nich jest szerzenie postaw otwartych i tolerancyjnych. Z równym spokojem przyjmujemy zarzuty rzekomej klerykalizacji, jak i rzekomego "lewactwa". Tak długo, jak telewizja jest karcona z obu stron społecznej i politycznej sceny, tak długo możemy być spokojni, że wypełniamy misję publiczną we właściwy sposób - podkreśla rzecznik TVP. Telewizja Polska pokaże spot promujący gejowskie związki partnerskie. Posłanka Krystyna Pawłowicz z PiS wzywa w portalu Fronda.pl do "rozliczenia zarządu" publicznej telewizji.

  • Panda to pobita kobieta

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza AGNIESZKA KUBLIK 21-10-2014

    - "Gniew" to manifest - mówi autor. Według danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości przemoc domowa w statystykach wygląda tak: * każdego roku przemocy fizycznej lub seksualnej doświadcza od 700 tys. do miliona Polek, * co dziesiąta kobieta w Polsce doświadczyła przestępstwa zgwałcenia lub usiłowania gwałtu, * każdego roku w Polsce zostaje zgwałconych 30 tys. kobiet, * w wyniku przemocy domowej co roku ginie w Polsce około 150 kobiet. Statystyka pokazuje jeszcze, że każdego tygodnia giną w Polsce trzy kobiety, które mogłyby żyć, gdyby otrzymały pomoc i wsparcie ze strony państwa. O tym jest "Gniew". U Miłoszewskiego pomocy od prokuratora Teodora Szackiego nie dostała pewna kobieta, bo nie potrafiła - jak pisze Miłoszewski - powiedzieć mu: "Drogi panie prokuratorze, mąż mi codziennie wkłada ch... do gardła tak głęboko, że muszę łykać własne rzygi. Czy myśli pan, że jest na to jakiś przepis?". Szacki to arcypolski, urodzony 11 listopada, spiżowy mizogin z minionej epoki, ale także utalentowany śledczy. O kobiecie mówi z pogardą "pseudopanda". Panda to kobieta z podbitym okiem. Tak pobite narzeczone, żony, kochanki czy konkubiny ochrzcili policjanci. Ta jest "pseudo", bo nie została pobita, tylko jest maltretowana psychicznie. - To bardzo ciekawe, ile seksistowskiej pogardy można zawrzeć w jednym słowie - mówi do Szackiego jego podwładny Edmund Falk. Inna kobieta opowiada prokuratorowi Szackiemu o nękaniu przez męża (mówi bez skrępowania, terapeutka kazała jej się zwierzać): "Był zawodowcem. Bolało jak cholera, ale nigdy na tyle, żeby trzeba było opatrywać rany albo składać kości. Rzadko się nawet zdarzało, żebym miała siniaki. Bicie po piętach na przykład. Płakałam z bólu przy chodzeniu przez tydzień, a nawet zaczerwienienia nie było. Pięścią w brzuch, zero śladów. Kawałkiem gumy pod kolanami, tak samo. A bolało, jakbym sobie więzadła zerwała na nartach. Nie uwierzylibyście też, ile cudów może zdziałać walenie po głowie przez poduszkę i w ogóle walenie przez poduszkę. Czasami tak mnie napier... że musiałam brać wolne, bo dołu od góry nie odróżniałam". W "Gniewie" przemoc domowa występuje w trzech odmianach: fizycznej, społecznej (kobieta zredukowana do tradycyjnej roli opiekunki domowego ogniska) i ekonomicznej (finansowe uzależnienie od oprawcy, życie na jego warunkach). Powieść jest skonstruowana jak polemika z przeciwnikami konwencji Rady Europy o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet. Z tą prawicowo-kościelną pseudonaukową narracją o tradycyjnej rodzinie, której fundamentem są wartości chrześcijańskie. Miłoszewski pokazuje tradycyjne rodziny - "zwyczajne, tak zwyczajne, że wręcz statystyczne". U niego nie wartości chrześcijańskie budują więzi rodzinne. W tradycyjnym domu Miłoszewskiego buduje je strach. W 2013 r. policja zidentyfikowała 87 tys. ofiar przemocy domowej i 61 tys. osób podejrzanych. Skazanych zostało 11 tys. 890 sprawców. I była to najniższa w historii liczba skazań. Sprawcy przemocy w 86 proc. przypadków dostają karę więzienia w zawieszeniu. Zaledwie 4 proc. skazanych musi opuścić mieszkanie zajmowane razem z ofiarą przemocy, czyli w 96 proc. domów z przemocą ofiary nadal mieszkają ze swoim budzącym strach oprawcą. A gdyby konwencja była ratyfikowana? Wymaga konkretnych rozwiązań, np. skutecznej izolacji sprawcy przemocy od osób pokrzywdzonych, rozbudowanej i skutecznej profilaktyki, schronisk i ośrodków specjalistycznych dla ofiar przemocy. Fikcja literacka żywi się prawdziwym życiem. Miłoszewski na końcu dziękuje wszystkim, którzy mu pomogli. Jako pierwszej Joannie Piotrowskiej z Feminoteki za "otwarcie oczu na powszechność problemu przemocy wobec kobiet i seksizmu w ogóle". Piotrowska pamięta rozmowę z autorem, interesowała go przemoc w rodzinach tradycyjnych z męskiej perspektywy, rozpytywał o konkretne przypadki. Miłoszewski niczym Henning Mankell pisze nie tyle kryminały, ile mocno zaangażowane społecznie manifesty. Czuje gniew z powodu braku sprawiedliwości, obojętności wobec słabszych, biednych czy w ogóle jakoś innych, gorszych. Przypatruje się społeczeństwu, by wskazywać zło. "Gniew" Zygmunta Miłoszewskiego - kolejna po "Uwikłaniu" i "Bezcennym" książka o zbrodni - nie jest kryminałem. To publicystyka kryminalno-społeczna. O koszmarze przemocy domowej.

  • Wybory w Opolu bez SLD

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza PIOTR GUZIK MARIUSZ LODZIŃSKI 21-10-2014

    Tomasz Garbowski, poseł SLD, należał do faworytów w wyborach prezydenckich. Cztery lata temu przegrał w drugiej turze ledwie o 600 głosów z Ryszardem Zembaczyńskim, ikoną opolskiej Platformy. Teraz miał te wybory wygrać. Zwłaszcza że Zembaczyński o czwartą kadencję walczyć nie będzie. By wystawić swojego kandydata, SLD musiało zarejestrować listy w co najmniej trzech (z pięciu) okręgach wyborczych. Do tego potrzebne jest 150 podpisów poparcia pod każdą z list. Miejska Komisja Wyborcza w Opolu dopatrzyła się jednak tylu nieprawidłowości przy podpisach, że wymagane minimum SLD zgromadziło tylko w jednym okręgu. Stwierdzono, że część podpisów została skserowana. Szef MKW zawiadomił prokuraturę. SLD odwołało się do opolskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego. To w niedzielne popołudnie poinformowało, że zatwierdza listy kandydatów tylko w jednym z czterech problemowych okręgów. W pozostałych trzech wykryto kolejne nieważne podpisy. - W mojej karierze nie widziałem jeszcze, by przy zbieraniu podpisów było tyle nieprawidłowości - mówił o listach SLD opolski komisarz wyborczy Jarosław Benedyk. Nie dość więc, że Sojusz ma już tylko iluzoryczne szanse na to, by mieć kandydata na prezydenta Opola, to niewiele lepiej prezentuje się perspektywa walki o mandaty do rady miasta. Szczególnie że wśród kandydatów, którzy prawdopodobnie nie wystartują, bo widnieją na niezatwierdzonej liście, jest między innymi sztangista Bartłomiej Bonk, brązowy medalista igrzysk w Londynie. Niedoszły - jak na razie - kandydat SLD na prezydenta przekonuje, że decyzja MKW to efekt spisku zawiązanego przeciwko niemu. Nie był jednak w stanie wyjaśnić, dlaczego na listach pojawiły się skserowane podpisy. - Nasze listy przez kilka dni niezabezpieczone krążyły wśród urzędników. Dokumenty złożyliśmy 7 października, a w sejfie po naszej interwencji schowano je dopiero trzy dni później - sugerował, choć o tym, że listy SLD zostały sfałszowane już po złożeniu, nie chciał powiedzieć wprost. Opolski komisarz wyborczy przyznał, że pretensje SLD dotyczące nieostemplowania przez miejską komisję list wyborczych tuż po ich złożeniu są słuszne. Ale zauważył, że nie może być mowy o tym, by bez wiedzy pełnomocnika komitetu ktoś wprowadzał na nich zmiany. Tomasz Garbowski zapowiedział na dziś odwołanie do Państwowej Komisji Wyborczej. Opole może być jedynym wojewódzkim miastem, w którym kandydat SLD nie będzie walczył o prezydenturę. Sojuszowi udało się zarejestrować listy tylko w dwóch z pięciu okręgów w Opolu. W pozostałych zabrakło podpisów poparcia.

  • Ukraina ma dosyć polskich narodowców z Falangi

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza ŁUKASZ WOŹNICKI 21-10-2014

    Falangiści poinformowali o zatrzymaniu w swoim serwisie internetowym. Ukraińska straż graniczna zatrzymała ich w środę i wbiła do paszportów zakaz wjazdu. Narodowcy relacjonują, że ich szefowi Bartoszowi Bekierowi zarzucono polityczne poparcie dla separatystów, a towarzyszącym mu tzw. dziennikarzom portalu - udział w konflikcie. Falanga to jedna z mniejszych grup narodowców w Polsce. W maju po raz pierwszy jej członkowie pojechali do Donbasu, gdzie są nazywani "polskimi Euroazjatami". Wystąpili na wiecu separatystów. Drzwi do gabinetów separatystycznych liderów stały przed nimi otworem. To efekt współpracy z rosyjskim nacjonalistycznym Euroazjatyckim Związkiem Młodzieży. 13 września opublikowali zdjęcie kilkunastu uzbrojonych i umundurowanych mężczyzn, którzy trzymają flagi separatystycznej tzw. Noworosji i serwisu Falangi. Nie ma dowodów, że falangiści walczą po stronie rebeliantów. Zapytany o to ich szef nie odpowiedział. Ale portal falangistów pisze o "walce z nazistami z Kijowa". Samemu Bartoszowi Bekierowi zdarza się występować w rosyjskich mediach. "Wczoraj banderowcy masakrowali Wołyń, dziś dokonują rzezi Donbasu. Nie pozwólmy, by jutro zgodnie sięgnęli po ziemię przemyską!" - pisali w jednym ze swoich tekstów. Od pół roku narodowcy z Falangi jeżdżą do Donbasu wspierać prorosyjskich rebeliantów. Ale już nie będą. Kijów właśnie objął ich trzyletnim zakazem wjazdu.

  • Podpisujesz, czy chcesz gazu?!

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza MONIKA ADAMOWSKA 21-10-2014

    - Jest mi za nich wstyd - mówi o kolegach ze Szczecinka rzecznik Krajowej Rady Komendantów Straży Miejskich i Gminnych. - Narozrabiali jak dziki w kartoflisku. Brutalna interwencja zdarzyła się dawno, bo 3 października. Ale dopiero teraz, gdy nagranie trafiło do internetu, władze miasteczka zwolniły dyscyplinarnie strażnika. Dwóch innych zostało urlopowanych. Komendant straży miejskiej oddał się "do dyspozycji burmistrza". - Jeszcze nie podjąłem decyzji w jego sprawie - mówi "Wyborczej" Jerzy Hardie-Douglas. Najwyraźniej nie ma ochoty zwalniać komendanta. - Straże miejskie mają złą opinię i nie są lubiane przez część mieszkańców. Zwłaszcza tych, którzy mają coś za uszami. Ale przyznam, że incydenty nie sprzyjają wizerunkowi. Strażnicy sami strzelają sobie w stopę. - To strzał między oczy - mówi Piotr Ichniowski, rzecznik KRKSMiG. Bije pan niewinnego człowieka! Bije pan niewinnego człowieka! Komendant ze Szczecinka Grzegorz Grondys opowiada, że jego ludzie zostali wezwani na pl. Wolności, bo grupa młodych mężczyzn zakłócała spokój i zaczepiała ludzi. W dalszej części wersje straży i zatrzymanego się różnią. 20-latek relacjonował szczecineckiemu portalowi Temat.net: Strażnicy podjechali, gdy siedziałem na ławce. Zażądali od nas dokumentów. Koledzy mieli, ja nie, ale podałem dane zgodnie z prawdą. Nie wiedzieć czemu zażądali, bym wsiadł do radiowozu. W czasie jazdy, niby na policję, trzykrotnie pytali mnie, czy podpiszę jakieś dokumenty. Za każdym razem odpowiadałem, że nie. Wówczas użyli wobec mnie miotacza gazu. Zostałem również pobity pałką i skopany. Na policję ostatecznie nie pojechaliśmy. Radiowóz zatrzymał się przy szpitalu, gdzie mnie z niego wyrzucono. Poszedłem do domu, na drugi dzień do lekarza, by zrobić obdukcję. Według dziennikarza szczecineckiego portalu, który dotarł do raportu z interwencji, mowa jest o agresywnym mężczyźnie, który ubliżał strażnikom, a podczas przewożenia radiowozem nie chciał podpisać potwierdzenia adresu i danych. Zamiast tego uderzał głową w ściany radiowozu. Został więc przewieziony do szpitala. - Komendant nie mógł wcześniej wyjaśnić tej sprawy, bo miał tylko raport od swoich ludzi - tłumaczy burmistrz Hardie-Douglas. - Dopiero potem dowiedział się, że do prokuratury wpłynęła jakaś skarga na strażników. Prosił o nagranie, ale odmówiono mu udostępnienia. 18 października film z zatrzymania trafił na YouTube?a. Do poniedziałku obejrzało go ponad 600 tys. internautów. Na nagraniu autorstwa któregoś z kolegów 20-latka widać, jak strażnicy zatrzymują chłopaka. Kumple zatrzymanego dopytują, za co. - Co wy odpier...? - krzyczy jeden z nich. Już w radiowozie strażnik mówi: - Jeszcze raz się pytam. Podpisujesz czy nie? - Nie - odpowiada 20-latek, który potajemnie cały czas nagrywa. - To jedziemy na komendę - mówi strażnik. Słychać odgłos psiknięcia. Chłopak kaszle. Później strażnik znów dopytuje, czy chłopak podpisze kwit. - Chcesz więcej gazu? - pyta. Chłopak płaczliwie: - Panie, ale o co chodzi? No przecież ja nic nie zrobiłem. Bije pan niewinnego człowieka! Ała! K...! Udusisz mnie pan! - Podpisz, k...! Podpisujesz czy gaz?! Się pytam, co wybierasz! Gorsi bracia policji Gorsi bracia policji Komendant Grondys: - Stosowanie przemocy jest niedopuszczalne. W radiowozie można najwyżej obezwładnić zatrzymanego: założyć mu kajdanki albo dać pas obezwładniający, kiedy jest agresywny. Jeśli strażnicy uznali, że zatrzymany wymaga badania w szpitalu, to powinni go tam zaprowadzić, a nie wysadzić pod szpitalem. O zachowaniu swoich ludzi: - Co mam powiedzieć? Jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. W poniedziałek od rana burza w magistracie w Szczecinku. Burmistrz i jego rzecznik wychodzą do dziennikarzy: - Sprawdziliśmy. Ten 20-latek był zatrzymywany 53 razy za różne wybryki chuligańskie, zakłócanie porządku, picie alkoholu w miejscach publicznych. Siedem wniosków poszło do sądu. Z tego, co mi mówili strażnicy, dotychczas żaden z panów wtedy legitymowanych nie miał zwyczaju mówić do strażników na "pan". To ich kurtuazyjne zachowanie może sugerować zaplanowaną prowokację. Ichniowski: - Co nie zmienia winy funkcjonariuszy ze Szczecinka. Nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji. Nie ma żadnego uzasadnienia dla słów powszechnie uznanych za obelżywe. Ta sprawa bardzo zaszkodzi całej formacji. I tak ciągle jesteśmy postrzegani jako gorsi bracia policji. Zlikwidować straż miejską Zlikwidować straż miejską Straż miejska nie ma w Polsce dobrej opinii. Została powołana do pilnowania porządku na chodnikach, placach i w parkach, a teraz - słusznie - kojarzy się głównie z fotoradarami, blokadami na koła i mandatami za przekraczanie prędkości. Trzy lata temu potwierdził to raport NIK. Po skontrolowaniu strażników Izba stwierdziła, że są gminy, w których 97 proc. mandatów dotyczy przewinień drogowych. "Straż miejska coraz bardziej przypomina policję drogową. Zamiast dbać o porządek na osiedlach, strażnicy zajmują się przede wszystkim ściganiem kierowców..." - skwitowano w komunikacie po tamtej kontroli. Niechęć widać zwłaszcza teraz, przed wyborami samorządowymi, gdy liczni kandydaci na prezydentów i burmistrzów obiecują likwidację lokalnych straży. Są miejscowości w kraju, gdzie już je zlikwidowano - Szczyrk, Żory, Pionki, Chrzanów, Stalowa Wola. W tym roku Andrzej Szlęzak, prezydent Stalowej, wyznał "Wyborczej", że zaoszczędził w ten sposób około miliona złotych: - Mamy dzięki tym pieniądzom lepiej wyposażoną policję - stwierdził. Z danych Krajowej Rady Komendantów wynika, że do czerwca 2014 r. straż zlikwidowało już 45 miast i gmin. I nic strasznego się w nich nie stało. - Ale potem 18 z tych miejscowości straż reaktywowało - mówi Ichniowski. Żeby było weselej: w Grajewie na pograniczu Warmii i Podlasia w 2013 r. reaktywowaną straż zlikwidowano po raz drugi. Na portalach społecznościowych przeciwnicy straży zakładają profile. Ten na Facebooku, "Zlikwidować straż miejską", polubiło już ponad 21 tys. osób. Administrator profilu: - Straż wypowiedziała nam wojnę. Najpierw partyzancką, po cichu rezygnując ze swoich obowiązków na rzecz wystawiania mandatów, a teraz wojnę totalną, w której wszystkie siły skierowane zostały na sponiewieranie obywatela! - Ała! Udusisz mnie pan! - Ch... mnie to obchodzi! Tej wymiany zdań między strażnikiem miejskim a zatrzymanym chłopakiem wysłuchało już ponad pół miliona Polaków.

  • Putin chciał rozbioru Ukrainy

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza MICHAŁ KOKOT, BARTOSZ T. WIELIŃSKI 21-10-2014

    "Jedne z pierwszych słów, które wypowiedział Putin, brzmiały: ?Ukraina jest sztucznym państwem, a Lwów to tak naprawdę polskie miasto. Dlaczego nie mielibyśmy tego wspólnie rozwiązać?. Donald Tusk na szczęście nie odpowiedział, wiedział, że był nagrywany" - tak Radosław Sikorski, były szef dyplomacji, obecnie marszałek Sejmu, relacjonuje pierwszą rozmowę polskiego premiera z rosyjskim prezydentem. Doszło do niej w lutym 2008 r., gdy Donald Tusk poleciał do Moskwy. Ta wizyta w Rosji miała symbolizować, że po zmianie władzy w Polsce stosunki z Rosją czeka odwilż. Słów Sikorskiego słuchał Ben Judah, były korespondent agencji Reuters w Moskwie, który pisze obecnie o tematyce wschodniej we wpływowym portalu Politico. Tekst o rosyjskiej propozycji opublikował w niedzielę. Jak mówił Sikorski, Polska miała jeszcze później dostawać wiele takich sygnałów. Rosjanie chcieli nawet, żebyśmy wysłali na Ukrainę wojsko. Rewelacji portalu nie udało się nam oficjalnie potwierdzić. Sikorski wczoraj wieczorem przyznał jedynie na Twitterze, że rozmawiał z portalem. "Rozmowa z Politico nie była autoryzowana i niektóre moje słowa zostały nadinterpretowane. Potwierdzam, że Polska nie bierze udziału w aneksjach" - napisał. Ben Judah zaraz odpowiedział na Twitterze, że nie rozumie, co Sikorski miał na myśli, mówiąc o "nadinterpretacji", oraz że w tekście cytuje to, co usłyszał od polskiego polityka. Nieoficjalnie wiadomo, że opowiadana przez Sikorskiego anegdota o rozmowie Tuska z Putinem od dawna krążyła w gmachu MSZ przy alei Szucha. W kwietniu 2008 r., krótko po wizycie Tuska w Moskwie, Putin został zaproszony na szczyt NATO w Bukareszcie. Powtórzył tam, że Ukraina to sztuczne państwo. "Na Krymie Rosjanie stanowią 90 proc. Kto może powiedzieć, że nie mamy tam swoich interesów? Całe południe Ukrainy to tylko Rosjanie" - dowodził, zaznaczając, że próby włączenia Ukrainy lub Gruzji w struktury NATO mogą postawić ten kraj "na skraju niebytu". Gruzji i Ukrainy, zgodnie z wolą Kremla, do Sojuszu nie zaproszono. A kilka miesięcy później Rosja sprowokowała wojnę w Gruzji. Prezydentem Rosji był wówczas (od maja 2008 r.) Dmitrij Miedwiediew, a Putin kierował państwem z tylnego fotela jako premier. Jak pisze Politico, do Warszawy wciąż płynęły sygnały, że propozycja podziału Ukrainy jest aktualna. W 2013 r. do stolicy Polski przyjechał rzecznik Władimira Żyrinowskiego, przywódcy nacjonalistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, z kolejną propozycja anektowania pięciu ukraińskich prowincji. "Powiedzieliśmy im bardzo jasno, że nie chcemy mieć z tym absolutnie nic wspólnego" - mówi Sikorski cytowany przez Politico. Taką propozycję, tym razem publicznie, w marcu powtórzył Polakom Żyrinowski. Moskwa bardzo liczyła na to, że w Polsce obudzą się zapędy rewizjonistyczne. Nadzieję w Rosjanach miała obudzić popularność wydanej w 2012 r. książki "Pakt Ribbentrop-Beck" prawicowego dziennikarza Piotra Zychowicza. Przedstawia on alternatywną wizję historii, w której Polska zawarła sojusz z Hitlerem, by podbić ZSRR. Słowa Żyrinowskiego wywołały jednak w Polsce powszechne oburzenie. Sikorski mówi w Politico, że intencje anektowania Krymu przez Rosjan stały się dla Polaków jasne już w 2011 i 2012 r. - wówczas na półwysep jeździł Putin na spotkania z gangami nacjonalistycznych motocyklistów. Warszawa otrzymywała też informacje, że od 2010 r. Krym jest pod szczególną obserwacją rosyjskiego wywiadu. Wcześniej informowali o tym Niemcy, którzy poważnie obawiali się, że Rosja dokona aneksji półwyspu zaraz po wojnie w Gruzji. W 2013 r. w MSZ ogłoszono alarm. "Dowiedzieliśmy się, że Rosja prowadzi obliczenia, które z terytoriów najbardziej opłacałoby się jej zagarnąć" - mówi w Politico Sikorski i wymienia Zaporoże, Dniepropetrowsk oraz Odessę. Jego zdaniem najmniej korzystne było dla Moskwy okupowanie Donbasu (ten region jest obecnie pod kontrolą rosyjskich separatystów). Rzeczywiście, prorosyjscy rebelianci próbowali zająć wymienione przez Sikorskiego miejsca, ale ponieśli całkowitą klęskę. Do zagarnięcia Krymu przez Rosję miało dojść za sprawą szantażu. Sikorski podejrzewa, że Putin wiedział, iż Wiktor Janukowycz kradnie miliony z państwowej kasy i co tydzień-dwa wywozi je w ciężarówkach. W listopadzie ubiegłego roku w Soczi rosyjski przywódca miał zagrozić ówczesnemu prezydentowi Ukrainy, że jeśli podpisze umowę stowarzyszeniową z UE, to ujawnione zostaną jego kradzieże, a Rosja zajmie Krym. I właśnie dlatego - zdaniem Sikorskiego - Janukowycz pękł i umowy z UE nie podpisał, co zapoczątkowało rewolucję, która go obaliła. A Rosja rozpoczęła operację wojskową na Krymie kilka miesięcy później, zaraz po zakończeniu olimpiady zimowej w Soczi. "Z psychologicznego punktu widzenia reżim [Putina] zmienił się po aneksji Krymu - analizuje Sikorski w Politico. - To był moment, który przekonał wszystkich w Rosji, którzy wątpili [w Putina]. Tak samo było w przypadku Napoleona pod Austerlitz i Hitlera po upadku Paryża. To ten moment, w którym ostatecznie wszystko zostaje skupione w rękach Władimira Putina". Amerykański portal, powołując się na byłego szefa polskiego MSZ, pisze, że rosyjska inwazja na Ukrainę była planowana od lat. Władimir Putin już w lutym 2008 r. proponował Donaldowi Tuskowi jej podział oraz przyłączenie Lwowa i pięciu prowincji do Polski.

  • Rosja twarda, Unia bezradna

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza TOMASZ BIELECKI (LUKSEMBURG) 21-10-2014

    Kraje Unii dokonają oficjalnej oceny wpływu sankcji gospodarczych wobec Rosji dopiero 28 października, ale po wczorajszym spotkaniu unijnych szefów dyplomacji w Luksemburgu jest jasne, że nie zanosi się na rychłe złagodzenie restrykcji. - Ministrowie mówili jednym głosem w sprawie utrzymania sankcji, a przeciw ich poluzowaniu - powiedział minister Grzegorz Schetyna. "Brak powodów" do łagodzenia sankcji publicznie zadeklarował szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier. - Nie ma żadnej poprawy. Nie było żadnego przełomu w spotkaniu Putina z Poroszenką w Mediolanie. Nie ma zatem powodów, by jakiekolwiek sankcje zawieszać - przekonywał szef litewskiego MSZ Linas Linkevicius, jeden z unijnych jastrzębi w sprawie Moskwy. Litwin podczas zamkniętego spotkania z innymi ministrami przedstawiał nawet argumenty, by sankcje zaostrzyć. Ale Unia nie ma na to ochoty. Obecne sankcje obejmują m.in. mocne ograniczenie dostępu kilku bardzo dużych rosyjskich banków państwowych oraz firm z sektora naftowego (m.in. Rosnieftu) do europejskich rynków finansowych. Wprawdzie włoski premier Matteo Renzi przekonywał niedawno w rozmowach z innymi premierami z Europy, że nakładanie czy utrzymywanie sankcji podczas rozejmu to dla niego dziwny pomysł, ale - obiecywał - Rzym nie będzie burzyć jedności europejskiej. I Włochy trzymają się teraz tej linii. A choć w Pradze, Bratysławie czy Budapeszcie słychać donośne głosy polityków przeciw restrykcjom, to na razie na forum Unii nikt nie podjął poważnej akcji na rzecz ich zniesienia. Obecne restrykcje obowiązują do lipca 2015 r. i do tego czasu wszelkie zmiany wymagałyby jednomyślnej zgody 28 krajów Unii. Wizyta Putina w zeszłym tygodniu w Mediolanie, gdzie rosyjski prezydent miał spotkania z Poroszenką oraz Merkel, a także wspólne rozmowy m.in. z przywódcami Ukrainy, Niemiec, Francji, Włoch i Wlk. Brytanii, wprawiła przywódców Unii w bardzo ponure nastroje. Po trwających około 2,5 godziny rozmowach Putina z Merkel okazało się, że Kreml nie jest teraz gotów do poważnej współpracy. Putin, wedle naszych nieoficjalnych informacji, w rozmowie z Merkel wciąż wracał do tematu lutowego "zamachu stanu" w Kijowie (czyli ucieczki prezydenta Janukowycza z Ukrainy do Rosji) oraz legalność marcowego "referendum" na Krymie, które stało się przykrywką dla aneksji tego półwyspu. - I zachodni, i rosyjscy ekonomiści dowodzą, że nasze restrykcje są coraz bardziej bolesne dla Rosji. Sęk w tym, że Putin na razie nie mięknie tak szybko, jak powinien wedle wskaźników gospodarczych - tłumaczył wczoraj jeden z wysokich unijnych dyplomatów. Natomiast Schetyna nawoływał do cierpliwego czekania na efekt sankcji. - Teraz ważnym zadaniem jest pomoc, w tym humanitarna, dla Ukrainy, gdyby Kijów musiał przetrwać zimę bez dostaw rosyjskiego gazu - powiedział. Przedstawiciele Kijowa, Moskwy i Komisji Europejskiej będą we wtorek w Brukseli negocjować w sprawie umowy gazowej między Rosją i Ukrainą. Ale choć - jak deklarował w poniedziałek Linkevicius - dochodzą pewne pozytywne sygnały, to rychłe porozumienie jest bardzo niepewne. Prezydent Poroszenko poprosił niedawno Brukselę o szybką pożyczkę o wartości około miliarda euro. Obecnie głównym zastrzeżeniem UE co do rozejmu na wschodniej Ukrainie jest sprawa pilnowania rosyjsko-ukraińskiej granicy na odcinku kontrolowanym przez rebeliantów. "Porozumienie mińskie" między Kijowem, Moskwą a rebeliantami z 5 września przewiduje monitorowanie tej granicy przez OBWE, co przy rzetelnym wdrożeniu planu w życie miałoby zapobiec niekontrolowanemu przerzutowi broni i najemników z Rosji do Doniecka. Niemcy i Paryż zamierzają dostarczyć OBWE drony do obserwowania granicy, a Putin zaproponował Merkel w Mediolanie dorzucenie także rosyjskich dronów dla misji OBWE. - To standard w przypadku Rosji: oferta przysłania dronów niby wyglądała konstruktywnie, ale szczegóły wszystko psują. Wygląda na to, że Rosjanie nie są gotowi, by się zgodzić, aby wszystkie informacje z dronów były gromadzone i oceniane wyłącznie przez OBWE, a nie Moskwę - tłumaczył jeden z zachodnich dyplomatów. A szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow zadeklarował wczoraj w Moskwie, że Kijów powinien dogadywać się co do kontroli nad przejściami granicznymi z "pospolitym ruszeniem", czyli rebeliantami. Unia Europejska nie złagodzi sankcji gospodarczych nałożonych na Rosję. Ale rośnie poczucie bezradności Europy wobec Putina - choć restrykcje coraz bardziej ciążą rosyjskiej gospodarce, to gospodarz Kremla nie spuszcza z tonu.

Polecane

  • Własny, przestronny, z ogródkiem

    Kupno domu kilku-, a zwłaszcza kilkudziesięcioletniego, niesie ze sobą spore ryzyko Jak i co sprawdzać kupując dom? Na co zwracać...

  • Sprawa z Poznania zwaliła mnie z nóg. Ale to incydent

    Rozmowa z Danutą Gadziomską * Karol Dolecki: Jak pani skomentuje to, co się stało w Poznaniu? Danuta Gadziomska: Bez wątpienia p...

  • Minus 79 sądów rejonowych

    Minister sprawiedliwości mimo protestów sędziów, PSL-u i opozycji podpisał rozporządzenie likwidujące 79 małych sądów rejonowych ...

  • Kradli pod nosem szefa

    Z kasy Biura Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach wyparowało co najmniej pół miliona złotych. Z tego powodu kierująca...

  • W SKRÓCIE

    Porodówka w remoncieOddział położniczy w szpitalu Biziela przechodzi gruntowny remont. - Wymieniana jest instalacja elektryczna,...

  • Bez muzycznych mielizn

    Po dwóch latach pojawi się na jedynym koncercie w gdyńskim Uchu wrocławska formacja Robotobibok, jeden z najważniejszych zespołów...

Polecane tematy

Inne artykuły

KRÓTKO // KSIĘŻYCOWE OBIEKTY / MALARZE I RYSOWNICY / NASZ MONODRAM / GWIAZDA NA WIDEO / NOCNY ILUZJON
Za ile prywatnie?
Przerzucana odpowiedzialność za SSS
Są pieniądze na modernizację przestrzeni muzeum. Będą podpisy w języku Braille?a i nowe ławki
Struna Strunie Nierówna
Łyżwiarka nominowana
Odsłonięta połowa / Ursus bez kryzysu / Prezent ślubny / Liga międzyokręgowa
Dziarska Staruszka
Trzecie miejsce młodych opolan
Ibisy mają już miejsce zalotów
Działaczka PiS ścigana za stare warszawskie długi
FOTOFELIETON
Skrzydła można sobie kupić
Korespondencja z teatrem
Wieżyczka na 18 metrów
PIOTR PIOTROWSKI Dla tych, których nie ma
W CZERWCU...
Wyskoki PSL. Tusk się irytuje
SPORTOWY CZWARTEK W TV
Na Piątkowie kuny przegryzają kable i izolację w autach
TV 4
[bez tytułu]
Hasło? "Gazeta". Odzew? Bilety
SIOSTRY ODWOŁAŁY SIĘ
Rzutem na taśmę
Jan Słomiński
I Bach, i Presley
Ostre granie
KRAJ W SKRÓCIE
Opóźnione oddłużenie
Szczęśliwi przeskoczyli
Przez tydzień będą grać o prymat w Europie
NEKROLOGI
Moja rodzina
Nasze zespoły już po sesji. Teraz czas na ligę
Przyjaciele z boiska
ZAPOWIEDZI. DZISIAJ, ZAPOWIEDZI. JUTRO
NFZ podwyższył refundację za okulary. Z 8 na 35 zł
Kadra pełna
KRONIKA POLICYJNA
Z GAZETĄ NA...
W SKRÓCIE
SERCE PALMY
Niższy FED
Widzew - Chicago
To się naprawdę opłaca!
Ekskluzywny koncept
Taniec życia
Królowa Artsiomenka
To moje podwórko
Wypędzeni źle się kojarzą
1974 r.
NOTOWANIA JEDNOLITE Z DWOMA FIXINGAMI 31.05
Pies z kotem leżą pokotem
Grzyb za kratką
Potrącił pieszego na pasach
Pięciusetobserwatorów
Adrenalina na 1200 m
Czas goni, czas się zgłaszać
Pierwsza Polka na Dhaulagiri