Internetowe Archiwum Gazety Wyborczej

Inne tagi

beata antypiuk

(znalezionych: 4221798 )

  • Liczy się pomysł

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPISY: ARCHIWUM 30-09-2014

    Roladki z udek kurczaka w sosie cebulowym Roladki z udek kurczaka w sosie cebulowym Danie główne * 4 udka kurczaka * sól * pieprz * 2 ząbki czosnku * olej * 1-2 łyżeczki mąki * cebula Udka myjemy, osuszamy papierowym ręcznikiem, ostrożnie zdejmujemy skórkę, usuwamy kości. Mięso z obu stron nacieramy przyprawami i czosnkiem przeciśniętym przez praskę, rolujemy, wkładamy z powrotem w skórki, obwiązujemy nicią bawełnianą, przyprawiamy i wstawiamy na 2 godziny do lodówki. Na patelni rozgrzewamy olej, obsmażamy roladki, dusimy do miękkości, podlewając gorącą wodą. Roladki zdejmujemy z patelni, usuwamy nici. Na tłuszczu ze smażenia szklimy cebulę, podlewamy gorącą wodą, zagęszczamy mąką rozprowadzoną w niewielkiej ilości zimnej wody, przelewamy przez sitko, przecierając cebulkę do garnka, wkładamy roladki i zagotowujemy. ! Tę potrawą można również podać z innymi sosami, np, serowym, grzybowym, a także pomidorowym Kapuśniak z pieczarkami Kapuśniak z pieczarkami Zupa * 500 g pieczarek * łyżka oleju * cebula * 3 ząbki czosnku * 4 łyżki słodkiej śmietanki 18% * 3 łyżki posiekanej natki pietruszki * 200 g kiszonej kapusty * 5 ziemniaków * kawałek selera * biała część pora * marchewka * 2 kostki wywaru warzywnego * pieprz * sól * szczypta tymianku Pieczarki obieramy, kroimy, smażymy na oleju. Dodajemy pokrojoną drobno cebulę i posiekany czosnek, smażymy, aż sos odparuje. Dodajemy 2 łyżki śmietanki, łyżkę natki i, mieszając, jeszcze chwilę smażymy. Kapustę podlewamy odrobiną wody, chwilę dusimy. Obrane ziemniaki kroimy w kostkę, selera w słupki, a marchewkę ścieramy na tarce o grubych oczkach; wszystko wrzucamy do garnka. Dodajemy drobno pokrojonego pora, wlewamy 8 szklanek wody i zagotowujemy. Wkładamy kostki rosołowe i pieczarki w śmietanie. Gotujemy na małym ogniu, aż warzywa będą miękkie. Dodajemy kapustę z rondla, pozostałą śmietanę, doprawiamy solą, pieprzem i tymiankiem. Zagotowujemy i posypujemy resztą natki pietruszki. Ruskie inaczej Ruskie inaczej Wege * 1 kg ziemniaków * 250 g twarogu * duża cebula * olej do smażenia * opakowanie kwadratowych suchych wafli * jajko * 1/2 szklanki bułki tartej * sól * pieprz Ziemniaki gotujemy z dodatkiem szczypty soli, odcedzamy i ubijamy tłuczkiem. Twaróg mielemy lub przeciskamy przez praskę. Cebulę drobno kroimy i szklimy na oleju, mieszamy z ziemniakami i twarogiem. Doprawiamy masę solą i pieprzem. Rozsmarowujemy na waflach, chwilę odczekujemy, po czym każdy wafel wraz z nadzieniem rolujemy. Powstałe roladki kroimy na grube plastry. Panierujemy kotleciki w rozkłóconym jajku i w bułce tartej, smażymy z obu stron na rozgrzanym oleju. Dobrze znany farsz do pierogów ruskich z białego sera, ziemniaków i smażonej cebuli można również użyć do naleśników, a także, jak w proponowanym przepisie, do przełożenia wafli. Ogórek z melonem Ogórek z melonem Sałatka * dojrzały melon * ogórek wężowy * opakowanie borówek amerykańskich * cytryna * 6 gałązek świeżej mięty * 250 ml jogurtu naturalnego * sól * szczypta cukru * pieprz * kilka gałązek świeżej kolendry do dekoracji Kroimy melon w kawałki, ścinamy skórkę, z miąższu wydrążamy kulki łyżeczką (lub kroimy w kostkę). Ogórek myjemy, ścinamy cienkie paski obieraczką do warzyw. Borówki płuczemy i osączamy na sicie. Cytrynę sparzamy, ścieramy skórkę, wyciskamy sok. Mieszamy razem melon, ogórek i borówki, skrapiamy sokiem z cytryny. Miętę płuczemy i osuszamy. Obrywamy listki i kroimy je w cienkie paski. Mieszamy jogurt z miętą i skórką z cytryny. Dodajemy sporą szczyptę soli, trochę cukru i pieprzu do smaku, Mieszamy i polewamy sosem ogórek z melonem. Ozdabiamy listkami kolendry. Sorbet melonowy Sorbet melonowy Deser * 2 dojrzałe melony miodowe * sok z cytryny * łyżka miodu * 10 łyżek cukru * 150 ml wody mineralnej * 150 ml campari lub wytrawnego porto * kilka listków melisy lub mięty Melony myjemy, obieramy, kroimy na nieduże kawałki, usuwając pestki i miksujemy. Pod koniec miksowania dodajemy świeżo wyciśnięty sok z cytryny. Do garnuszka wkładamy miód, dodajemy cukier i wodę mineralną, gotujemy 3 minuty na małym ogniu, po czym studzimy, starannie mieszamy z musem melonowym i wstawiamy na godzinę do lodówki. Schłodzoną masę przecieramy przez sitko, ponownie miksujemy, powoli dolewając alkohol. Następnie wstawiamy na 4 godziny do zamrażalnika. Co jakiś czas energicznie mieszamy rózgą lub widelcem. Gdy masa się zamarznie, siekamy ją drobno, przekładamy do oziębionych pucharków albo połówek wydrążonego melona. Dekorujemy melisą lub miętą. Udka w roladkach, ruskie w waflach, a ogórek pokrojony we wstążki. Czasem zmiana sposobu podania sprawia, że znana potrawa smakuje inaczej, często lepiej.

  • Warto spróbować

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPISY: ARCHIWUM 30-09-2014

    Ser jabłkowy Ser jabłkowy * 5 kg jabłek (obranych, bez gniazd nasiennych, pokrojonych w cząstki) * 1,5 kg cukru * 1/2 łyżeczki cynamonu lub kardamonu * ew. sok z cytryny, jeśli jabłka są mało kwaśne Jabłka mieszamy z cukrem i odstawiamy na 48 godzin, aby puściły sok. Sok wlewamy do rondla, gotujemy na małym ogniu, aż odparuje i nieco zgęstnieje. Dodajemy 3/4 jabłek, gotujemy na małym ogniu, często mieszając, około godziny, aż powstanie gęsta masa. Dodajemy resztę jabłek oraz cynamon, gotujemy dalej, aż i te jabłka się rozpadną. Napełniamy masą zmoczony w wodzie płócienny woreczek, szczelnie zawiązujemy, formując masę tak, aby uzyskała kształt sera klinka. Układamy na desce, przykrywamy drugą deską i obciążamy. Odstawiamy na 48 godzin. Po 2 dniach wyjmujemy jabłkowy "ser" z woreczka, owijamy w gazę, zawiązujemy i zawieszamy na parę dni w przewiewnym miejscu, aby obsechł. Odwijamy z gazy, kroimy w plastry, podajemy np. do wina lub kawy. ! Podobny przysmak z jabłek można przygotować również prostszą metodą: wystarczy wysuszyć w piekarniku cienko rozsmarowaną pulpę z owoców, doprawioną cukrem lub miodem i przyprawami. Creme brűlée z jabłkami Creme brűlée z jabłkami * 5 jabłek (najlepiej antonówek) * 200 ml białego słodkiego wina * świeży rozmaryn (mogą być również melisa, mięta lub tymianek) * 4 żółtka * 80 g cukru * 80 ml mleka * 250 ml śmietanki 36% * ziarenka wydrążone z laski wanilii * 2 łyżki brązowego cukru Jabłka myjemy, obieramy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w cienkie cząstki. Zanurzamy w marynacie z wina i ziół. Wkładamy na kilka godzin do lodówki. Ucieramy żółtka z cukrem. Zagotowujemy mleko ze śmietanką i wanilią, wlewamy do żółtek, mieszając. Zbieramy z wierzchu pianę, wlewamy masę do foremek i pieczemy około godziny w temperaturze 100°C - deser powinien mieć konsystencję galaretki. Studzimy i chłodzimy w lodówce. W tym czasie na rozgrzanej patelni rozpuszczamy cukier, uważając, by się nie przypalił. Gdy utworzy się karmel, dolewamy trochę winnej marynaty, mieszamy. Dodajemy resztę marynaty z jabłkami i redukujemy, aby powstał sos o gęstości miodu. Schłodzone porcje creme brűlée posypujemy cukrem i krótko zapiekamy pod rozgrzanym grillem piekarnika. Dekorujemy jabłkami w syropie. Galaretka jabłkowa z wanilią Galaretka jabłkowa z wanilią * 3 kg soczystych jabłek * ok. 2 kg cukru (zależy od ilości soku; patrz poniżej) * skórka z cytryny * 2 laski wanilii Umyte nieobrane jabłka kroimy dokładnie na kawałki. Nie usuwamy pestek. Wkładamy do garnka, wlewamy taką ilość wody, aby przykryła owoce, zagotowujemy, zmiejszamy ogień i gotujemy 45 minut. Zdejmujemy z ognia, przykrywamy, odstawiamy na noc. Nazajutrz osączamy jabłka, najlepiej na gazie lub lnianej ściereczce. Zostawiamy owoce na ściereczce na 4-5 godzin, obciążając je talerzem - ale nie wygniatając. Uzyskany sok jabłkowy wlewamy do rondla, wsypujemy taką samą objętość cukru. Powoli zagotowujemy, co jakiś czas usuwając tworzącą się pianę (inaczej galaretka nie będzie klarowna). Wrzucamy pięciocentymetrowy kawałek skórki z cytryny i laski wanilii. Gotujemy bez przykrycia, aż galaretka zgęstnieje. Jest gotowa, gdy kropla upuszczona na zimny talerzyk nie rozlewa się po nim, tylko od razu zastyga. Wtedy wyjmujemy laski wanilii i skórkę cytrynową. Gorącą galaretką napełniamy wyparzone słoiczki, krótko pasteryzujemy. Można jeść od razu po przygotowaniu, gdy tylko galaretka ostygnie. W poprzednim numerze proponowaliśmy dania powszechnie znane i lubiane. Dziś pora na kulinarne eksperymenty z jabłkami. Może i one staną się rodzinnym przysmakiem?

  • Kruche ciasto ze śliwkami i bezą

    [ TPC RP ] - Palce Lizać JUSTYNA OSIECKA-SUŁEK; BISTROMAMA.PL, PRZEPIS: ARCHIWUM 30-09-2014

    * 500 g śliwek węgierek * 400 g mąki * 200 g masła * łyżeczka proszku do pieczenia * 4 żółtka * 3/4 szklanki cukru Beza: * 4 białka * 160 g cukru pudru * szczypta soli Śliwki myjemy, kroimy na połówki i usuwamy pestki. Z pozostałych składników zagniatamy elastyczne ciasto. Dzielimy je na 2 części - mniejszą i większą. Mniejszą zawijamy w folię i wkładamy do zamrażarki (na 20-30 minut). Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Powoli dosypujemy cukier i nadal ubijamy, aż piana będzie lśniąca. W tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia układamy kolejno: rozwałkowaną większą część ciasta, połówki śliwek (skórką do dołu), pianę z białek, startą na tarce mniejszą część ciasta. Pieczemy w temperaturze 170°C przez 60-70 minut (w trakcie pieczenia można przykryć ciasto z wierzchu papierem do pieczenia). * 500 g śliwek węgierek * 400 g mąki * 200 g masła * łyżeczka proszku do pieczenia * 4 żółtka * 3/4 szklanki cukru Beza: * 4 białka * 160 g cukru pudru * szczypta soli Śliwki myjemy, kroimy na połówk

  • Chałka z sezamem

    [ TPC RP ] - Palce Lizać 30-09-2014

    * 30 g drożdży * 100 g cukru * 500 g mąki pszennej * 125 ml wody * ok. 100 g masła * 3 żółtka * jajko * szczyptę soli * torebka cukru waniliowego * białko do posmarowania * ew. łyżka ziaren sezamu 1. 2. 3. 4. Bułeczka drożdżowa, zwana też plecionką, struclą albo kukiełką, najlepiej smakuje z masłem i domowymi konfiturami. Choć można kupić gotową, warto spróbować zrobić ją samodzielnie.

  • Tylko z roślin

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPIS I STYLIZACJA: JOANNA SZACHOWSKA-TARKOWSKA 30-09-2014

    Zapiekanka dyniowa z kaszą jaglaną Zapiekanka dyniowa z kaszą jaglaną * 2 cebule * oliwa do smażenia * 2 łyżeczki ulubionej przyprawy * marchew * ok. 10 łyżek ugotowanej kaszy jaglanej * 15 pieczarek * 2 ząbki czosnku * sok z 1/2 cytryny Sos: * szklanka pestek słonecznika * 1/2 startej marchewki * szklanka wody * 1,5 szkl. dyni startej na tarce * 1, 2 ząbki utartego czosnku * sok z 1/2 cytryny * 3 szczypty soli * pieprz * kilka łyżek kaszy jaglanej * 1/3 szklanki zmielonych migdałów Cebulę kroimy w kostkę, szklimy na oliwie. Kiedy cebula zmięknie, dodajemy przyprawy, starte marchewkę i pieczarki. Smażymy razem ok. 10 minut, przed koniec smażenia dodajemy czosnek. Mieszamy od czasu do czasu. Jeśli warzywa będą przywierać do patelni, wlewamy dwie łyżki wody. Dodajemy sok z cytryny. Usmażone warzywa mieszamy z kaszą jaglaną. Składniki sosu miksujemy na gładką masę. Zaczynamy od pestek słonecznika, rozdrabniamy je na drobny pył. Dodajemy resztę składników, dolewając sukcesywnie wodę - sos powinien mieć konsystencję gęstego ciasta naleśnikowego. Gdyby był za gęsty, dolewamy wodę, za rzadki, dodajemy ugotowaną kaszę jaglaną, miksujemy. Doprawiamy solą i pieprzem. 3/4 sosu dodajemy do masy warzywno-jaglanej, mieszamy. Wkładamy do naczynia do zapiekania. Masę uklepujemy spodem łyżki. Wierzch polewamy pozostałym sosem, posypujemy zmielonymi migdałami. Pieczemy 30-40 minut 170°C. Joanna Szachowska-Tarkowska, entuzjastka kuchni roślinnej i bezglutenowej, właścicielka restauracji Veg Deli. Autorka bloga: imsoinlovegan.blog.pl Sezon dyniowy uważam za otwarty. Uwielbiam to warzywo - daje ogromne pole do popisów i eksperymentów kulinarnych. Dzisiejsza zapiekanka to jedno z moich flagowych dań o tej porze roku.

  • Wasabi nie tylko do sushi

    [ TPC RP ] - Palce Lizać TEKST: MAŁGORZATA WELMAN, PRZEPIS: ARCHIWUM 30-09-2014

    Prawdziwe wasabi, czyli utarty kawałek korzenia rośliny rosnącej w Japonii i Chinach, jest drogie i trudne do zdobycia poza Japonią. To, co możemy kupić w sklepach w tubkach lub w postaci proszku, to mieszanka chrzanu, gorczycy, zielonego barwnika i przypraw, która imituje prawdziwe wasabi. Przyprawa ma ostry, piekący smak i właściwości bakteriobójcze. Z tego powodu używa jej się do potraw przygotowanych z surową rybą, np. do sushi. Można nią również urozmaicać dania z owocami morza, a także inne potrawy z ryb. Tatar z tuńczyka i awokado Tatar z tuńczyka i awokado * 2 łyżki sosu sojowego * łyżka octu ryżowego * łyżka soku z cytryny * 1,5 łyżeczki wasabi * 3/4 łyżeczki oleju sezamowego * 250 g świeżego tuńczyka pokrojonego w kostkę y awokado pokrojone w kostkę * ogórek wężowy pokrojony w kostkę * cebula dymka posiekana * 1-2 łyżki uprażonego sezamu * posiekany szczypiorek Mieszamy sos sojowy, ocet, sok z cytryny, wasabi i olej sezamowy. Do powstałego sosu wkładamy tuńczyka, awokado, ogórka i dymkę, mieszamy. Tuż przed podaniem posypujemy tatara sezamem i szczypiorkiem. Prawdziwe wasabi, czyli utarty kawałek korzenia rośliny rosnącej w Japonii i Chinach, jest drogie i trudne do zdobycia poza Japonią. To, co możemy kupić w sklepach w tubkach lub w postaci proszku, to

  • Kapelusz i nóżka

    [ TPC RP ] - Palce Lizać PRZEPISY: ARCHIWUM 30-09-2014

    Polędwiczka z grzybami Polędwiczka z grzybami Czas: 30 minut * żytnia bagietka * 7 łyżek oleju * 200 g kapusty kiszonej * 150 g grzybów * cebula * sól * pieprz * suszony majeranek * 2 polędwiczki wieprzowe (ok. 1,2 kg) * 60 g kiełków słonecznika * łyżka obranych pestek słonecznika * 8 pomidorków koktajlowych Bułkę kroimy wzdłuż i rumienimy po przekrojonej stronie na 3 łyżkach oleju na patelni. Kapustę płuczemy w zimnej wodzie, odciskamy, szatkujemy. Grzyby czyścimy, myjemy, osuszamy na papierowym ręczniku, kroimy w grubą kostkę i smażymy na łyżce oleju. Doprawiamy solą i pieprzem. Cebulę obieramy, drobno kroimy, szklimy na oleju, dodajemy poszatkowaną kapustę. Dusimy na małym ogniu, a pod koniec duszenia dodajemy podsmażone grzyby i majeranek. Doprawiamy solą i pieprzem. Polędwiczki wieprzowe kroimy w plasterki, posypujemy solą i pieprzem, smażymy na oleju z każdej strony. Na płaskim talerzu układamy pieczywo, na nim kładziemy kapustę z grzybami, a następnie plastry usmażonej polędwiczki. Posypujemy kiełkami i pestkami słonecznika, dekorujemy cząstkami pomidorów. Tarta z grzybami Tarta z grzybami Czas: 65 minut Ciasto: * 200 g mąki * sól * 100 g zimnego masła * 2 jajka * 2 łyżki wody Farsz: * 200 g pokrojonych prawdziwków * 200 g kurek * 70 g masła * 2 szalotki * 2 żółtka * 100 ml gęstej kwaśnej śmietany * łyżka posiekanego szczypiorku * łyżka posiekanej natki pietruszki * sól * pieprz Przesiewamy mąkę ze szczyptą soli do miski, dodajemy masło. Siekamy, aż składniki będą miały konsystencję mokrego piasku. Dodajemy roztrzepane jajko wymieszane z wodą i wyrabiamy ciasto. Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki na 30 minut. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim formę. Na wierzchu kładziemy folię aluminiową, a na nią wysypujemy suchą fasolą. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180°C i pieczemy około 20 minut. Usuwamy fasolę i folię, smarujemy ciasto roztrzepanym jajkiem (zachowujemy resztę - użyjemy jej za chwilę do farszu) i ponownie wstawiamy je do piekarnika na około 5 minut. Grzyby czyścimy, myjemy, osuszamy, większe kroimy w kostkę. Na patelni roztapiamy masło, dodajemy grzyby i dusimy około 5 minut. Dodajemy posiekaną szalotkę i jeszcze chwilę dusimy. Kiedy płyn wyparuje, zdejmujemy z ognia i odstawiamy do wystygnięcia. Resztę jajka mieszamy z żółtkami, śmietaną, szczypiorkiem i pietruszką. Doprawiamy solą i pieprzem. Wystudzone grzyby rozkładamy na cieście i zalewamy masą jajeczną. Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C i pieczemy 20-25 minut, aż masa się zetnie. Tagliatelle z grzybami i pomidorami Tagliatelle z grzybami i pomidorami Czas: 20 minut * 600 g świeżych grzybów leśnych * cebula * 2-3 łyżki oliwy * 2-3 łyżki wytrawnego białego wina * 300 g makaronu wstążki (tagliatelle) * 1/2 pęczka natki pietruszki * 200 g pomidorów cherry * 2 łyżki startego parmezanu Grzyby czyścimy, myjemy, kroimy na grube kawałki. Cebulę kroimy w drobną kostkę i szklimy na oliwie. Dodajemy grzyby i dusimy 3-4 minuty. W trakcie duszenia wlewamy wino, dusimy nie dłużej niż 4 minuty. Na koniec dodajemy posiekaną natkę pietruszki oraz pokrojone na połówki pomidory. Całość mieszamy, doprawiamy solą i pieprzem. Makaron gotujemy al dente w osolonym wrzątku. Ugotowany dodajemy do grzybów z pomidorami i mieszamy. Przed podaniem posypujemy startym parmezanem. Gołąbki z grzybami Gołąbki z grzybami Czas: 50 minut * 800 g grzybów leśnych * 2 łyżki oleju * 2 cebule * 200 g ryżu ugotowanego na półtwardo * listki świeżego tymianku * sól * pieprz * 12 liści kapusty włoskiej * litr rosołu drobiowego * 4 łyżki śmietany 22% * 1/2 pęczka świeżej bazylii * łyżka zasmażki (1:1 masło i mąka) Grzyby myjemy, czyścimy, 3/4 kroimy w drobną kostkę, smażymy na rozgrzanej łyżce oleju razem z drobno pokrojoną cebulą, a następnie mieszamy z ugotowanym ryżem i świeżym tymiankiem. Doprawiamy solą i pieprzem. Farsz nakładamy na sparzone liście kapusty, zawijamy i układamy ciasno w rondlu. Zalewamy rosołem i dusimy na małym ogniu 20-30 minut. Pozostałe grzyby kroimy w kostkę i smażymy na oleju, wrzucamy do rondla z gołąbkami pod koniec duszenia. Gołąbki wyjmujemy, do wywaru wlewamy śmietanę i gotujemy około 7 minut. Wlewamy zasmażkę i dokładnie mieszamy, przyprawiamy solą i pieprzem, na koniec dodajemy posiekane liście bazylii. Grzyby duszone w śmietanie Grzyby duszone w śmietanie Czas: 20 minut * 1,2 kg grzybów * cebula * 2 ząbki czosnku * oliwa * 70 ml wiśniówki * 200 ml śmietany 18% * łyżeczka świeżego tymianku lub majeranku * sól * pieprz Grzyby czyścimy, myjemy, kroimy na grube kawałki. Cebulę kroimy w drobną kostkę, czosnek przeciskamy przez praskę i szklimy na oliwie. Dodajemy grzyby i dusimy 3-4 minuty. Dolewamy wiśniówkę. Smażymy 1-2 minuty, wlewamy śmietanę i dusimy na małym ogniu kolejne 2-3 minuty. Pod koniec duszenia wrzucamy listki świeżego tymianku lub majeranku oraz doprawiamy solą i pieprzem. Podajemy z plackami ziemniaczanymi lub chrupiącą bagietką. Grzyby to dodatek, który przydaje potrawom piątego smaku, zwanego umami. Sztucznie się go tworzy, używając glutaminianu sodu. Dziś proponujemy potrawy z piątym smakiem w roli głównej. Uzyskanym całkowicie naturalnie Małgorzata Welman, redaktorka naczelna Małgorzata Welman, redaktorka naczelna

  • Wszystko, co powinieneś wiedzieć o faktoringu

    [ TMB RP ] - Mój Biznes MACIEJ BEDNAREK 30-09-2014

    Otrzymywanie z opóźnieniem pieniędzy za towar lub usługę to zmora polskich przedsiębiorców. Połowa z nich uważa, że to częsty problem utrudniający prowadzenie biznesu - wynika z najnowszego raportu BIG InfoMonitora poświęconego bezpieczeństwu prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Najgorzej jest w usługach masowych i handlu internetowym. Tam zatory płatnicze są poważnym problemem aż dla blisko 80 proc. badanych firm. Jak firmy walczą o odzyskanie pieniędzy? Najczęściej dzwonią do dłużników (86 proc.), wysyłają listem wezwanie do zapłaty (81 proc.) lub bezpośrednio spotykają się z kontrahentem (71 proc.). Połowa przedsiębiorców kieruje sprawę do sądu (do akcji wkracza komornik), co trzecia wypowiada umowę lub korzysta z usług firmy windykacyjnej, a co piąta wpisuje dłużnika do bazy biura informacji gospodarczej. To ostatnie działanie ma go zmobilizować do uregulowania należności, ponieważ samo pojawienie się na liście dłużników może zniszczyć reputację firmy, przekreślając np. szanse na nowy kontrakt. Bankowy bat na zatory Bankowy bat na zatory Innym sposobem na nierzetelnych kontrahentów jest sprzedaż należności. Tak robi 7 proc. przedsiębiorców - wynika z badania InfoMonitora. Nie wiadomo, co dokładnie się za tym kryje. Być może chodzi po prostu o sprzedaż długu np. firmie windykacyjnej, ale również o faktoring - usługę finansową oferowaną przez faktorów, czyli banki lub wyspecjalizowane firmy. Faktoring łączy kilka usług. Jego fundamentem jest przejęcie długu przez faktora w formie cesji wierzytelności. Poza tym w ramach faktoringu firmy mogą monitorować płatności i korzystać z tzw. miękkiej windykacji. Jak działa faktoring? Załóżmy, że firma X produkuje zabawki. Jej odbiorcą są hurtownie i sklepy z takim asortymentem, wśród nich firma Y. Producent - firma X - do tej pory udzielał 30-dniowego kredytu kupieckiego, ale jego kontrahenci zaczęli ten termin przekraczać. Producent zabawek sam zaczął mieć problemy - nie wystarcza mu pieniędzy na bieżącą produkcję i przestaje płacić terminowo swoim dostawcom. Dlatego postanowił skorzystać z faktoringu. To usługa kosztowna, ale bardziej dotkliwy niż cena usługi jest dla firmy brak płynności. Co daje firmie X faktoring? Firma X wystawia fakturę firmie Y, ale przedstawia ją jednocześnie faktorowi, czyli bankowi lub innej wyspecjalizowanej firmie. Dzięki temu firma X pieniądze z banku dostanie niemal natychmiast (również dzięki temu, że dzisiaj proces jest zautomatyzowany). Kiedy zbliża się termin płatności, firma Y przelewa pieniądze nie firmie X, ale bankowi. To podstawowy schemat działania faktoringu, bo istnieje kilka jego wariantów. Na przykład faktoring z regresem, nazywany też niepełnym, polega na tym, że w sytuacji, gdy bank nie będzie mógł odzyskać pieniędzy od kontrahentów firmy X, bo np. zbankrutują, będzie miał prawo egzekwować je od firmy X. To dla firmy wariant bardziej ryzykowny, za to tańszy. Choć ryzyko i tak jest ograniczone. Przedsiębiorcy, którzy korzystają z faktoringu, przyznają, że gdy w rozliczeniach między kontrahentami pojawia się bank, ci solidniej regulują swoje zobowiązania. Faktoring może więc mobilizować do terminowego płacenia. W przypadku droższego faktoringu bez regresu (pełnego) bank w całości bierze na siebie ryzyko niewypłacalności kontrahentów. Po który wariant sięgają firmy? Eksperci mówią, że nie ma tu reguły. Jeżeli priorytetem jest płynność i cena, to lepszym rozwiązaniem jest faktoring niepełny. Jeżeli chodzi głównie o pozbycie się ryzyka, wtedy należy postawić na faktoring bez regresu. - Biorac pod uwagę statystyki rynku, największy udział ma dziś faktoring z regresem, a zaraz za nim produkty z przejęciem ryzyka - mówi Maciej Czyż, dyrektor biura faktoringu Banku BGŻ. Dodaje, że w Polsce faktoring to przede wszystkim źródło finansowania bieżącej działalności, a dopiero w dalszej kolejności usługi dodatkowe. - Stąd popularność tego najprostszego, a zarazem najtańszego produktu - mówi Czyż. Lek nie tylko na kryzys Lek nie tylko na kryzys Jeszcze kilkanaście lat temu faktoring uważany był za produkt na trudne czasy albo dla firm o słabej kondycji finansowej. To się zmienia. - Banki stopniowo przechodzą z finansowania otwartego w formie kredytu obrotowego na finansowanie powiązane z przepływami pieniężnymi, czyli faktoring - mówi ekspert Banku BGŻ. Dodaje, że liczba klientów korzystających z faktoringu stale rośnie, bez względu na stan gospodarki. - Są pewne branże, które zawsze ciągnęły faktoring: hutnicza, spożywcza czy odzieżowa. Generalnie tam, gdzie występują długie terminy płatności, ma zastosowanie faktoring - mówi Maciej Czyż. Zdaniem ekspertów faktoring jest na tyle elastyczną usługą, że wiele firm wręcz rezygnuje z kredytów. - Całe szczęście, już od dobrych kilku lat odkleja się od faktoringu etykieta usługi pokrewnej windykacji. Zaleta walki z opóźnieniami w płatnościach to tylko jedna z cech faktoringu. Jestem w tym biznesie od 14 lat i z bardzo dużą satysfakcją obserwuję, że coraz więcej klientów traktuje faktoring jako podstawowe źródło finansowania. Firmy rezygnują z kredytu - mówi Paweł Kacprzak, dyrektor ds. faktoringu w Raiffeisen Polbanku. Dlaczego? Jego zdaniem dostawcom usług nigdy nie było tak łatwo dać odbiorcy konkurencyjnych warunków płatności, a więc odroczonego nawet o 60-90 dni terminu płatności bez narażania swojej płynności. Ile kosztuje faktoring? Podobnie jak przy innych produktach dla firm cena jest ustalana indywidualnie. Może zależeć np. od liczby innych produktów finansowych, z których korzysta firma w danym banku, lub od tego, jakie jest ryzyko transakcji. Na cenę wpływa oczywiście też rodzaj faktoringu. Produkty z ubezpieczeniem, a więc np. faktoring pełny, są z reguły droższe. Faktoring prosto z biura Faktoring prosto z biura - Dekadę temu usługę oferowały głównie spółki faktoringowe. Dzisiaj zarówno bezpośrednio banki, jak i ich zależne spółki faktoringowe promują produkt, ponieważ pozwala on przez swoją konstrukcję zatrzymać klientów - mówi Maciej Czyż. Co jeszcze się zmieniło? Patrząc z perspektywy klienta, dziesięć lat temu trudniej było znaleźć ofertę dla małych i średnich firm, a oferta dla mikroprzedsiębiorców czy start-upów dopiero się rodziła. Wówczas konkurencja też była słabsza - ze względu na mniejszą aktywność banków, co ograniczało możliwości potencjalnego faktoringowego klienta. Od strony informatyzacji ostatnia dekada przeniosła rynek w inną rzeczywistość. Obecne systemy informatyczne stosowane przez faktorów to platformy dające klientom możliwość obsługi programu faktoringowego praktycznie bez konieczności bezpośredniego kontaktowania się z faktorem. Komunikacja w trybie online, raportowanie, a także automatyzacja po stronie klienta procesu składania faktur, ich wykupu oraz rozliczania spłat znacząco uprościły proces i produkt. - Jeszcze pięć lat temu na wypłatę środków za daną fakturę przez faktora czekało się dwa dni. Dziś u liderów rynku trwa to góra dwie godziny. Kiedyś, aby taką zapłatę otrzymać, należało do faktora dostarczyć kopie faktur czy dokumentów transportowych, co oczywiście było na co dzień uciążliwe. Dziś cała komunikacja odbywa się za pomocą aplikacji internetowych - mówi Paweł Kacprzak z Raiffeisen Polbanku. Produktem, który pojawił się masowo na rynku w ostatnich latach, był faktoring odwrotny, w ramach którego faktor spłaca zobowiązania za klienta, a klient korzysta z odroczonego przez faktora terminu spłaty. Zdaniem Macieja Czyża w najbliższych latach z faktoringu korzystać będzie coraz więcej firm. Dlaczego? - Sprzyjać temu będą fuzje banków, które ograniczą liczbę podmiotów oferujących kredyty. Kiedy zmniejszy się konkurencja na rynku kredytowym, kryteria kredytowe ulegną zaostrzeniu i firmy przyjdą do banków po faktoring. Czytaj też - s. 2 Słowniczek Słowniczek * Faktoring niepełny (z regresem lub niewłaściwy) - najtańsza i najpopularniejsza forma faktoringu. W przypadku bankructwa dłużnika faktor, czyli bank lub wyspecjalizowana firma faktoringowa, ma prawo domagać się zwrotu należności od swojego klienta. * Faktoring pełny (bez regresu, właściwy) - ta forma faktoringu w pełni zabezpiecza firmę. Ryzyko niewypłacalności kontrahenta bierze na siebie bank, ale jest droższa. * Faktoring mieszany - w tym wariancie ryzykiem niewypłacalności kontrahenta firma dzieli się z bankiem. Podział ryzyka określa się w umowie. * Faktoring zagraniczny - wykorzystywany, gdy kontrahentem polskiej firmy jest podmiot zagraniczny, ale podobnie jak w faktoringu krajowym może mieć formę faktoringu pełnego lub niepełnego. * Faktoring odwrócony - to forma finansowania dostawców. Firma - klient banku - która jest odbiorcą towarów, wskazuje swoich podwykonawców. Kiedy otrzyma faktury za wykonane usługi lub towary, przekazuje je faktorowi, a ten na ich podstawie wypłaca pieniądze dostawcom. W tym wariancie faktor spłaca zobowiązania za klienta, a klient korzysta z odroczonego przez faktora terminu spłaty. Wystawiasz fakturę za wykonane usługi lub sprzedane towary, a pieniądze niemal natychmiast wpadają na konto firmy. To nie cud, to faktoring.

  • Oni korzystają z faktoringu

    [ TMB RP ] - Mój Biznes MACIEJ BEDNAREK 30-09-2014

    Wrocławska Farmaceutyczna Spółdzielnia Pracy "Galena" produkuje m.in. leki, substancje farmaceutyczne, suplementy diety. Prowadzi też badania i analizy techniczne. Obecnie zatrudnia 224 pracowników. Działa głównie na rynku krajowym, z którego pochodzi blisko 95 proc. jej obrotów. Pozostałe 5 proc. to eksport, głównie do Wietnamu, Serbii i Niemiec. Firma przygotowuje się do wejścia na rynek czeski oraz na Białoruś, Ukrainę i do Kazachstanu. ---------- ROZMOWA ZE STANISŁAWĄ MADEJSKĄ główną księgową firmy Galena ---------- MACIEJ BEDNAREK: Problem zatorów płatniczych dotyka prawie wszystkie firmy i branże. Farmaceutyczna nie jest zapewne wyjątkiem? STANISŁAWA MADEJSKA: Rynek farmaceutyczny jest silnie kontrolowany przez państwo zarówno jeśli chodzi o łańcuch dystrybucji, jak i marże oraz ceny. Rynek hurtowni jest bardzo mocno skonsolidowany. Właściwie 100 proc. tego rynku to trzech, czterech największych dystrybutorów w Polsce. To spółki giełdowe. Z kolei rynek apteczny jest bardzo mocno rozdrobniony. W Polsce działa 14 tys. aptek, z czego większość to własność pojedynczych prywatnych właścicieli. Państwo określa wysokość marż hurtowych i cen detalicznych leków refundowanych. Bardzo silna konkurencja we wszystkich segmentach rynku farmaceutycznego powoduje, że marże na lekach OTC dostępnych bez recepty w 100 proc. odpłatnych nie są wysokie i nie mogą być swobodnie regulowane. To powoduje, że w branży występują duże zatory płatnicze, a co za tym idzie - długie terminy płatności. Rozdrobnienie rynku aptecznego i bardzo kiepska kondycja finansowa większości aptek powoduje, że średnia ściągalność należności przez hurtownie to co najmniej 60-90 dni i mniej więcej taki sam termin płatności hurtownie przerzucają i wymuszają na producentach. Producent, jeśli nie może przerzucić tych terminów płatności na swoich dostawców - tu średni termin rotacji zobowiązań wynosi 30-35 dni - zmuszony jest szukać wszelkich źródeł dodatkowego finansowania, żeby zapełnić lukę w płynności finansowej. Dlatego firma postanowiła skorzystać z faktoringu? - Tak. Z tej usługi korzystamy od 2009 roku. Szybko rozwijający się polski rynek farmaceutyczny i rosnąca konkurencja wymusiła na firmach wydłużanie terminów płatności. Galena też to odczuła. Żeby uniknąć problemów z zatorami płatniczymi, zaczęliśmy szukać na rynku finansowym odpowiedniego rozwiązania. Galena jest firmą utrzymującą stałą współpracę z odbiorcami, prowadzi sprzedaż z odroczoną płatnością nawet do 120 dni, jest firmą stale się rozwijającą i prowadzącą liczne inwestycje. Wszystko to wymagało dużego zapotrzebowania na elastyczne finansowanie. Z jakiego rodzaju faktoringu firma korzysta? - Początkowo był to faktoring niepełny, który finansował należności zaliczkowo w 85 proc. Dzisiaj korzystamy z faktoringu pełnego bez regresu, który finansuje 100 proc. należności od odbiorców. Przy faktoringu pełnym uzyskujemy natychmiastowe finansowanie, dzięki czemu możemy spłacać swoje zobowiązania, planować zarządzanie finansami, minimalizować ryzyko ściągnięcia należności czy zabezpieczyć realizowane inwestycje. Plusem tego rodzaju finansowania należności jest nie tylko jego stosunkowo łatwa dostępność. Na przykład faktoring pełny jest zobowiązaniem pozabilansowym i nie jest widoczny w bilansie, co polepsza wskaźniki finansowe, płynność finansową oraz wiarygodność, m.in. wobec banków. Pozwala szybko odzyskać gotówkę. Naszym odbiorcom możemy zaoferować lepsze warunki płatności, a to owocuje większym zaufaniem i wzrostem obrotów. Ale faktoring kosztuje... - Jest droższy od kredytu, ale za to łatwiej dostępny, choć trudno jednoznacznie porównać ten produkt z innymi rodzajami finansowania. W zależności od faktora, rodzaju faktoringu, oferowanych dodatkowych usług, rodzaju posiadanych należności i przeniesieniu ryzyka różnica w kosztach może być znacząca. Widać gołym okiem, że rynek faktoringowy w Polsce bardzo szybko rośnie, a więc instytucje świadczące te usługi oferują przedsiębiorcom coraz korzystniejsze warunki. Od pewnego czasu sami tego doświadczamy. Dostajemy bardzo dużo ofert z różnych firm. Przez kilka miesięcy analizowaliśmy proponowane warunki i sporo zaoszczędziliśmy, zmieniając faktora. Rosnąca konkurencja na rynku farmaceutycznym wymusiła na producentach wydłużenie terminów płatności. Odczuła to również wrocławska Galena, która zmuszona była udzielać kredytów kupieckich nawet na cztery miesiące. Lekiem okazał się faktoring.

  • JAK WYBRAĆ FAKTORA?

    [ TMB RP ] - Mój Biznes BED 30-09-2014

    Usługi faktoringowe oferuje kilkanaście banków lub wyspecjalizowanych firm. Na co zwracać uwagę przy wyborze oferty? Korzystając z faktoringu, firmy ponoszą trzy rodzaje kosztów. Pierwszy to prowizja przygotowawcza płatna raz w roku. Jej wysokość zależy od wartości przyznanego limitu faktoringowego i może się wahać od 0,2 do 1,5 proc. Drugi koszt to prowizja od wartości każdej faktury. Na wysokość tej opłaty ma wpływ okres płatności danej faktury. Przy terminach do 30 dni prowizja waha się od 0,2 do 0,5 proc., od 0,3 do 0,6 proc. dla faktur 60-dniowych i od 0,4 do 0,7 proc. dla 90-dniowych. Trzeci koszt to odsetki, które oblicza się według wzoru: wskaźnik WIBOR powiększony o marżę, która jest porównywalna z marżami kredytów obrotowych (zależy od wielkości firmy, jej kondycji finansowej i relacji z bankiem). Firma powinna zwrócić też uwagę na opłaty dodatkowe, np. za listowane i telefoniczne monitorowanie opóźniających się dłużników. U niektórych faktorów te czynności wliczone są w cenę, u innych można za to dodatkowo zapłacić. System informatyczny System informatyczny Warto zwrócić uwagę na system informatyczny faktora. Ze względu na setki czy też tysiące faktur, które przechodzą przez jego ręce, nie ma możliwości, żeby faktoring mógł być rozliczany ręcznie. Trzeba więc zapytać, czy obsługa faktoringowa, m.in. dostęp do danych, będzie możliwa przez internet. Jak natomiast sprawdzić, czy faktor jest przygotowany do elektronicznej obsługi faktoringu? Można np. poprosić o pokazanie przykładowych wzorów raportów. Nie tylko cena Nie tylko cena Podpisując umowę, firmy koncentrują się na tym, żeby wynegocjować jak najlepsze ceny i inne warunki współpracy. Trochę na uboczu pozostają sprawy, które w momencie rozpoczęcia współpracy wydają się mniej istotne, czyli na jakich warunkach firma będzie się z faktorem rozstawać. Dlatego warto zwrócić uwagę na warunki wypowiedzenia umowy oraz konsekwencje z tym związane. W ofertach funkcjonujących na rynku kwestia rozwiązania umowy jest traktowana bardzo różnie, a w niektórych przypadkach wypowiedzenie umowy może się wiązać ze sporymi kosztami dodatkowymi. Zakres oferty Zakres oferty Porównując oferty, warto też zwrócić uwagę na rodzaje faktoringu oferowane przez danego faktora. Dzisiaj jeden rodzaj, np. faktoring niepełny, może firmie wystarczyć, ale w przyszłości może się to zmienić. Na przykład firma wyjdzie na rynek zagraniczny i będzie potrzebować, by faktoringiem objęto również odbiorców zagranicznych. Usługi faktoringowe oferuje kilkanaście banków lub wyspecjalizowanych firm. Na co zwracać uwagę przy wyborze oferty? Korzystając z faktoringu, firmy ponoszą trzy rodzaje kosztów. Pierwszy to prowizja

  • W gnieździe i w otulaczu, czyli nietypowy sklep internetowy

    [ TMB RP ] - Mój Biznes ANETA AUGUSTYN 30-09-2014

    Ona wcześniej pracowała jako księgowa, on jest kierownikiem marketingu w firmie z branży meblowej. Przyznają, że mimo etatów od dłuższego czasu zastanawiali się także nad dodatkową działalnością. - Zależało nam na większej niezależności. Mamy to chyba w genach, bo nasi rodzice też prowadzą własne firmy - mówią 29-latkowie z Warszawy. Pomysł narodził się sam, dosłownie. W ubiegłym roku Katarzyna w siódmym miesiącu ciąży trafiła do szpitala. - To było tylko niewielkie plamienie, byłam przekonana, że skończy się krótką wizytą, może podaniem leków. Tymczasem zaczął się poród, którego nikt nie spodziewał się tak wcześnie - wspomina. W 32. tygodniu ciąży urodziła Natalkę, która ważyła 1520 gramów. - Mąż był w szoku, zwłaszcza gdy zobaczył córkę oplecioną rurkami, z wkłutymi igłami, z cewnikiem, sondą, kroplówką - opowiada. Natalka była w szpitalu przez miesiąc i już wtedy pojawiły się problemy. Pierwszy był smoczek: najmniejszy, jaki Michał znalazł w sklepie, zasłaniał pół twarzy córeczki. Kłopotem były pampersy: najmniejsze "zerówki" są wysokie na kilkanaście centymetrów, a dla ich córki były potrzebne kilkucentymetrowe. Gdy dziewczynkę przeniesiono z inkubatora do szpitalnego łóżeczka, tzw. cieplarki, i można już było ją ubrać, okazało się, że najmniejsze ubranka dostępne w sklepach będą dobre na Natalkę za pół roku. Inne były nieosiągalne. - Rodzice małych dzieci oferują w internecie używane ubranka, ale obawialiśmy się zakładać na córkę rzeczy po kimś. Wcześniaki mają tak obniżoną odporność, że dmuchaliśmy na zimne - opowiadają. - Inne mamy na oddziale radziły nam, żeby sprowadzać, tak jak one, ubranka z Anglii. Kiedy dziewczynka została już wypisana ze szpitala, w domu pojawiły się nowe obawy i potrzeby. Dokładna waga jest potrzebna, żeby sprawdzać, czy dziecko odpowiednio się rozwija. Pokojowy barometr sprawdza, czy w mieszkaniu nie jest za zimno i czy powietrze jest przynajmniej w 50 proc. nawilżone, żeby nie zwiększać ryzyka narażenia malucha na infekcje górnych dróg oddechowych. Kosmetyki muszą być dostosowane do wyjątkowo wrażliwej, "bezbronnej" skóry. Łazienkę trzeba zawsze nagrzewać przed kąpielą. Do odciągniętego kobiecego pokarmu dodaje się odżywki, aby wzbogacić go w witaminy oraz w żelazo ze względu na brak zapasów tego składnika w organizmie wcześniaka (terminowe dzieci gromadzą zapasy żelaza ok. ósmego miesiąca). - Trzeba trenować odruch ssania odpowiednimi butelkami bądź nawet smoczkami, aby wcześniak nabrał siły i nauczył się ssać naturalnie z piersi. Mamy wcześniaków bardzo dużo czasu poświęcają na odciąganie pokarmu, walcząc o laktację oraz cenny pokarm dla swoich dzieci. Przeszło cztery miesiące spędziłam na odciąganiu pokarmu ponad sześć razy dziennie - opowiada Katarzyna. Rampersy, czyli hit Rampersy, czyli hit - Właściwie już w szpitalu pojawiła się pierwsza myśl, żeby założyć własny sklep, który rozwiąże problemy innych rodziców w podobnej sytuacji - wspomina Katarzyna, która przebywa na urlopie wychowawczym, bo córka jest - dosłownie - za mała, żeby móc być w żłobku. - Do żłobka córki nie puściliśmy, ponieważ nad sprawnością wcześniaków trzeba szczególnie czuwać, więc wolałam osobiście zadbać o jej rozwój. Poza tym odporność wcześniaków jest mniejsza niż terminowych dzieci i baliśmy się ciągłych zwolnień w pracy. Wiśniewscy założyli stronę we wrześniu 2013 r. Ich sklep ma dokładnie rok, córka - półtora. Rozpoczęli od szukania przez internet polskich producentów ubranek. - To były gruntowne poszukiwania i okazało się, że właściwie niemal nikt w Polsce nie ma działu wcześniaczego - mówi Katarzyna. Udało jej się znaleźć firmę w Łodzi, która sprzedaje gotowe ubranka dla dzieci już od wzrostu 32 cm. Druga firma, z Bydgoszczy, szyjąca "zwykłe" dziecięce ubranka zgodziła się szyć dla Wiśniewskich. To oni ustalają wzory, tkaniny i kolory. - Naszym znakiem rozpoznawczym stały się wesołe, żywe barwy. Może podświadomie uciekamy od bieli, bo kojarzy nam się ze śmiercią. Właśnie w takim kolorze są pogrzebowe ubranka wcześniaków, wśród których śmiertelność jest przecież wysoka - mówi Katarzyna. - Kiedy uruchamialiśmy sklep, nie zdawaliśmy sobie sprawy, że również o takie ubrania będą pytać rodzice. Rozmawiam z nimi, przeżywam każdą ich historię jak własną. Przygotowaliśmy biały zestaw: kaftanik, śpiochy i czapeczka. W rozmiarze 32-38. - Cały czas wprowadzamy nowe rozwiązania. Stąd pomysł body rozpinanego po bokach, aby było łatwiej przeprowadzić przewody, dreny, czujniki, którymi często są "okablowane" wcześniaki - mówią. Wprowadzili klasyczne śpiochy, koszulki, body bez rękawów i nogawek. Hitem okazały się rampersy, czyli pajacyki z kapturkami, żeby było cieplej podczas snu, i bez stópek. Dzięki nim łatwiej jest założyć maluchom na stópki czujniki do mierzenia tętna. Właściciele oferują ubranka szyte z bawełny organicznej, czyli takiej, która jest uprawiana bez stosowania chemicznych środków owado- i chwastobójczych, farbowana tylko barwnikami roślinnymi. Wyjątkowo delikatne i antybakteryjne jest włókno bambusowe, z którego szyje się pieluchy "wielozadaniowe": można nimi wycierać delikatne ciało wcześniaków, zawinąć w nie dziecko, zasłonić przed światłem, wykorzystać jako kocyk, zasłonić się podczas karmienia piersią. - Pierwszy raz zetknęliśmy się z nimi jeszcze w szpitalu. Któregoś dnia z zaskoczeniem zobaczyłam własne dziecko bardzo mocno ściśnięte taką tkaniną, jakby w ciasnym kokonie. Pielęgniarka wytłumaczyła mi, że szczelnie owinięte wcześniaki czują się bezpiecznie, jak w łonie matki, stają się spokojniejsze - wyjaśnia Katarzyna. Osobnym działem są akcesoria przydatne w opiece nad najmniejszymi obywatelami. Gniazda w trzech różnych rozmiarach, czyli wypełnione styropianowymi kulkami miękkie rogale, dopasowują się do kształtu ciała dziecka, otulają je, pozwalają na ułożenie komfortowo i bezpiecznie. Na przykład na boku, tak aby po karmieniu dziecko nie zakrztusiło się nadmiarem pokarmu. Smoczki dla dzieci urodzonych nawet w 26. tygodniu ciąży imitują brodawkę kobiecej piersi, dzięki czemu wcześniak uczy się ssać. Specjalne butelki, z których po odwróceniu do góry dnem nie spływa ani kropla płynu, dopóki dziecko nie zassie, wzmacniają odruch ssania, słabszy u wcześniaków. Dziecko może jeść i oddychać we własnym rytmie, bez ryzyka zachłyśnięcia. - Nasza córka miała ten problem, więc jesteśmy wyczuleni na tym punkcie - mówią właściciele sklepu DlaWczesniaka.pl. Popularnością cieszą się pieluchy sprowadzane z USA, w trzech rozmiarach, począwszy od XS, czyli dla dzieci nawet o wadze zaledwie od 450 gramów. Poduszki w kształcie klina przydają się m.in. podczas przeziębień, ułatwiają dziecku oddychanie przy zatkanym nosie. Ciekawostką jest przytulanka z tkaniny na tyle absorpcyjnej, że łatwo nasiąka zapachem człowieka. - Zaleca się, żeby mama spała z nią przez kilka nocy, aż bawełna przejmie jej zapach. Potem wkłada się przytulankę do łóżeczka dziecka, które zwykle staje się spokojniejsze - tłumaczy Katarzyna. Wsparcia brak Wsparcia brak Brak ubranek i akcesoriów to tylko jeden z problemów rodzin z dziećmi urodzonymi przed terminem. Zdaniem prof. Barbary Królak-Olejnik, kierownika Kliniki Neonatologii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu, w Polsce przychodzi na świat 24 tys. wcześniaków, czyli noworodków urodzonych przed 37. tygodniem ciąży, które zwykle mają komplikacje zdrowotne, problemy z karmieniem, potrzebują intensywnej rehabilitacji. To 6 proc. wszystkich urodzeń - liczba trzykrotnie wyższa niż w Europie Zachodniej. W dodatku zwiększa się liczba dzieci z ekstremalnie małą masą ciała, ważących znacznie mniej niż kilogram i wymagających specjalistycznej opieki. Przyczyn wcześniactwa jest wiele, m.in. rozwój chorób cywilizacyjnych, stres, pracoholizm i to, że kobiety decydują się na ciążę zbyt późno. Z raportu opublikowanego na stronie fundacji Wcześniak Rodzice-Rodzicom wynika, że 80 proc. noworodków zmarłych w pierwszym miesiącu życia to wcześniaki. Prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego, dwa lata temu zainicjowała "Koalicję dla wcześniaka", która walczy m.in. o refundację szczepień skojarzonych dla wcześniaków (takich, które mają kilka szczepionek w jednym wkłuciu, co pozwala na rzadsze kłucie i ogranicza ból). Przyznaje, że w Polsce wciąż brakuje programu kompleksowego wsparcia, lepszej dostępności do nowoczesnej, wielospecjalistycznej opieki oraz programów dla rodziców, które pomogłyby im się odnaleźć w tej trudnej roli. Wcześniaki wymagają częstych kontroli u bardzo wielu specjalistów. Wizyty teoretycznie są za darmo, ale kolejki są tak długie, że rodzice wolą iść prywatnie, słono płacąc. W ubiegłym roku Koalicja przeprowadziła ankietę wśród 600 polskich rodziców wcześniaków. 80 proc. nie wiedziało, jak opiekować się dzieckiem. Aż 40 proc. matek odczuwa lęk, a prawie co trzecia czuje się bezradna. Niezbędnik w komplecie Niezbędnik w komplecie Właśnie dlatego u Wiśniewskich można zamówić bezpłatny egzemplarz "Niezbędnika rodzica wcześniaka", kompendium wiedzy dla rodziców dzieci urodzonych przed terminem, przygotowanego przez fundację Wcześniak Rodzice-Rodzicom. Założyli ją Magdalena i Tomasz Makarukowie, także rodzice wcześniaka, Joachima, który urodził się w 29. tygodniu ciąży. Fundacja tworzy jedyną bazę wcześniaków w Polsce, lobbuje za lepszą opieką neonatologiczną i za dłuższymi urlopami macierzyńskimi. Chce powołać Narodowe Centrum Wcześniaków, w którym dzieci przedwcześnie urodzone oraz ich rodzice otrzymaliby kilka razy w roku kompleksową pomoc lekarzy i psychologów. Pomaga rodzicom w nowej sytuacji, opisując historie innych rodzin oraz poprzez internetowe porady i realne spotkania. - Zdecydowaliśmy się na współpracę z fundacją i od września w Szpitalu św. Zofii w drugi czwartek miesiąca współorganizujemy spotkania dla rodziców wcześniaków - mówi Katarzyna. Jest to możliwość spotkań z lekarzami, terapeutami oraz osobami zawodowo zajmującymi się wcześniakami. W swoim sklepie uruchomili także wypożyczalnię sprzętu, gdzie można wypożyczyć wagę niemowlęcą i urządzenie do monitorowania oddechu. Umieszczone w łóżeczku piszczy, kiedy dziecko zatrzymuje oddech. Pozwala w porę wykryć bezdech, który jest częstym problemem u dzieci urodzonych przedwcześnie. - Staramy się pomóc, jak możemy, bo bycie rodzicem wcześniaka to wyzwanie - mówią Wiśniewscy. - W dniu narodzin Natalki nasze życie się przewartościowało. Zaczęła się walka o jej zdrowie i właściwy rozwój. Ciągle odwiedzamy różnych specjalistów. Sklepem zajmują się późnym wieczorem, gdy córka zaśnie. Wówczas odpisują, pakują paczki i przygotowują je do wysyłki. Ona dba o asortyment i kontakt z rodzicami oraz producentami; on zajmuje się stroną internetową. - Zdarzyły nam się telefony z Danii i Szwecji, gdzie Polacy na emigracji kupowali ubranka dla tamtejszych wcześniaków. Często przyjeżdżają do nas dziadkowie, rodzeństwo lub przyjaciele rodziców wcześniaka, żeby zrobić im prezent. Kupują u nich także rodzice dzieci urodzonych o czasie, ale o niskiej wadze, i rodzice wieloraczków, które zwykle rodzą się mniejsze. - Nie sądziliśmy, że na nasze produkty będzie takie zapotrzebowanie - opowiadają Wiśniewscy. - Mimo że prowadzimy sklep internetowy, to często się zdarza, że zapraszamy klientów do nas, do domu, żeby mogli obejrzeć ubrania i akcesoria. Często mamy zajęte opieką nad dzieckiem robią zakupy w sklepie internetowym, a ojcowie odbierają towar bezpośrednio od nas, aby zyskać na czasie. Myślimy już o sklepie stacjonarnym. Jak założyć taką firmę Jak założyć taką firmę * Ile trzeba zainwestować. Na początku kilkanaście tysięcy złotych na zakup towaru. Ograniczając koszty, pierwszą grafikę sklepu zrobiliśmy sami, wspomagając się bankami zdjęć. Do obsługi zamówień korzystamy z prywatnego komputera, jednak dodatkowo musieliśmy zakupić standardową drukarkę A4, kolejną do etykiet oraz specjalną do etykiet kurierskich. Wykupujemy linki sponsorowane w Google?u, dzięki którym po wpisaniu hasła "wcześniak" znajdujemy się na pierwszym miejscu. Koszty identyfikacji marki, czyli grafika, ulotki, wizytówki, plakaty i reklama, to kolejne kilka tysięcy. W sklep zostały zainwestowane wieloletnie oszczędności, jednak nie na wszystko wystarczyło, więc musieliśmy dodatkowo zaciągnąć kredyt w banku. * O czym warto pamiętać. Trzeba pamiętać, że wcześniaki mają wrażliwą skórę, więc ubranka powinny być wykonane z delikatnych materiałów z atestem, ważne jest też, aby były w różnoraki sposób rozpinane. * Jak się reklamować. Na początku postawiliśmy na reklamę w internecie, dziś mamy kilka dodatkowych w literaturze fachowej. Najbardziej skuteczną formą reklamy jest zadowolony klient polecający sklep innym rodzicom. Klientów mamy zarówno z małych, jak i dużych miast, mniej więcej po połowie. * Ile można zarobić. Sklep istnieje dopiero rok, więc zarobione pieniądze inwestujemy, poszerzając asortyment. Ubranka mniejsze niż dla lalki, przytulanka, która chłonie zapach matki, pieluchy w rozmiarze XS. - Na własnej skórze przekonaliśmy się, z jakimi problemami borykają się rodzice wcześniaków - mówią Katarzyna i Michał Wiśniewscy ze sklepu DlaWczesniaka.pl.

  • Biznes ostrożnie o exposé

    [ TMB RP ] - Mój Biznes ARTUR KIEŁBASIŃSKI, PAP 30-09-2014

    Przedstawiciele biznesu podkreślają, że mają nadzieję, iż Ewa Kopacz jasno zadeklaruje wsparcie dla polskich przedsiębiorstw i rozwoju rodzimego biznesu. W sierpniu, po wystąpieniu programowym ówczesnego premiera Donalda Tuska i jego ministrów, krytykowano rząd za zupełne pominięcie problemów przedsiębiorców. Główny ekonomista Business Centre Club (BCC) prof. Stanisław Gomułka podkreśla, że Kopacz powinna w swoim exposé przedstawić działania rządu do szybkiej realizacji, a także zapowiedzieć reformy na najbliższe kilka lat. Wśród propozycji do szybkiej realizacji powinny się znaleźć m.in. kwestie dotyczące skrócenia czasu oczekiwania na zwrot VAT do 30 dni dla wszystkich przedsiębiorstw. Od kilku lat takie postulaty zgłasza środowisko przedsiębiorców. Państwo nie chce jednak jego realizacji - zwrot VAT po 60 dniach oznacza bowiem kredytowanie przez podatników budżetu państwa. Propozycje skrócenia tego okresu pojawiały się wcześniej, m.in. w projektach ustaw deregulacyjnych powstających w resorcie gospodarki. Za każdym razem były jednak odrzucane przez Ministerstwo Finansów. Ponadto, zdaniem przedsiębiorców, premier Kopacz powinna zaproponować zlikwidowanie konieczności składek ZUS w sytuacji, gdy firma nie uzyskuje przychodów. Obowiązek zapłaty tych składek był w badaniu przeprowadzonym przez BCC jedną z najczęściej wskazywanych barier rozwojowych. Potrzebne jest też ograniczenie liczby kontroli w firmach do jednej w tym samym czasie, a także wprowadzenie limitu czasu trwania kontroli. W strategii długofalowej nowego rządu - w opinii Gomułki - powinno znaleźć się też stworzenie nowego kodeksu pracy odpowiadającego realiom XXI wieku. Jeremi Mordasewicz, ekspert Konfederacji Lewiatan, chciałby, aby rząd skupił się na wymuszeniu lepszego funkcjonowania instytucji ważnych dla biznesu. Można usprawnić pracę sądów, urzędów skarbowych, innych organów administracji. - To, aby spory w sądach trwały krócej, jest ważniejsze dla przedsiębiorców niż nowe ustawy - mówi Mordasewicz. Drugim najważniejszym zadaniem dla rządu jest jego zdaniem przygotowanie się do sprawnego wydawania środków europejskich. - Trzeba kontynuować program drogowy, przygotować grunt pod dalsze inwestycje kolejowe, tak aby szybko i sprawnie wydawać środki europejskie, bo to wiąże się z pracą dla polskich firm. Ale znowu - tu chodzi o dobre gospodarowanie, sprawne administrowanie, a nie tworzenie nowego prawa - mówi ekspert Konfederacji Lewiatan. - Niezmiernie istotną sprawą dla nowego gabinetu będzie przywrócenie funkcjonowania trójstronnego dialogu społecznego, zawieszonego od ponad roku z powodu rezygnacji związków zawodowych z udziału w Komisji Trójstronnej - ocenia Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. - Na stole czekają już propozycje organizacji pracodawców i związków, domagających się reakcji rządu. Dialog jest niezbędny do budowania przyszłości naszej gospodarki. Analityk Xelionu Piotr Kuczyński studzi zapał przedsiębiorców - Nie należy oczekiwać "cudów" w exposé - uważa. Według niego pierwszym zadaniem Kopacz będzie przeprowadzenie przez Sejm budżetu. Druga sprawa to rozwiązanie kwestii w branży górniczej. Skrócenie czasu oczekiwania na zwrot VAT do 30 dni, usprawnienie pracy sądów, reforma podatków - zapowiedzi takich rozwiązań w exposé premier Ewy Kopacz oczekuje biznes.

  • Podwyżka w czasach deflacji, czyli biznes wściekły na ZUS

    [ TMB RP ] - Mój Biznes ARTUR KIEŁBASIŃSKI, LESZEK KOSTRZEWSKI, PIOTR MIĄCZYŃSKI 30-09-2014

    Symulacje, ile wyniosą składki w 2015 r., powstały na podstawie zapisów zawartych w założeniach do budżetu państwa. Te same wskaźniki zaakceptował w minionym tygodniu rząd. Wniosek jest prosty: będzie poważny wzrost składek. Dlaczego? Prognozowane średnie wynagrodzenie na 2015 rok zostało przyjęte na poziomie 3966 zł, czyli jest znacznie wyższe niż w roku 2014 (na obecny rok rząd przyjął 3746 zł). To właśnie powoduje, że składki wyraźnie pójdą w górę. Posługując się dotychczasowymi algorytmami przy wyliczaniu składek, pełne składki ubezpieczeniowe za rok będą wynosić 817,40 zł. To wzrost o 45,34 zł, czyli o 5,9 proc. Przy inflacji bliskiej zera (w lipcu i sierpniu była nawet deflacja) tak wysoki wzrost składek powoduje niepokój przedsiębiorców. A dodajmy - ta składka nie obejmuje ubezpieczenia zdrowotnego. Jego wysokość poznamy dopiero w styczniu i z całą pewnością będzie wyższe. Dziś wynosi nieco ponad 270 zł miesięcznie. Dużo czy mało? Dużo czy mało? Fora internetowe, gdy ujawniono symulacje podwyżek, zawrzały oburzeniem. Czy te emocje nie są na wyrost? - Niestety, system jest taki, że z taką pełzającą podwyżką stawek trzeba się zawsze liczyć - mówi "Wyborczej" Zbigniew Canowiecki, lider Przedsiębiorców Pomorza. To organizacja zrzeszona w Pracodawcach RP. - Natomiast taka podwyżka ani nie zahamuje rozwoju przedsiębiorczości, ani nie zdusi polskich firm. Trzeba ją po prostu przyjąć ze spokojem. W podobnym duchu wypowiada się przedstawiciel BCC. - Obecny system opłacania składek do ZUS jest pewnym kompromisem, który trzeba szanować - ocenia Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC, wiceprzewodniczący Komisji Trójstronnej. - O ile można mówić o pewnych ulgach w składkach na początku prowadzenia działalności, o tyle nie można tych ulg stosować w nieskończoność - dodaje. Jego zdaniem podwyżki składek, mimo że znacznie wyższe niż inflacja, nie uderzą zbyt mocno w polskich przedsiębiorców, nawet w tych o niskich dochodach. - Poza tym pamiętajmy, że to są składki, które później do nas wracają, np. w postaci wyższej emerytury - podkreśla Żurek. Tyle że problem jest. Z najnowszego badania GfK Polonia na zlecenie BCC wynika, że aż 80 proc. przedsiębiorców jako szczególnie uciążliwy obowiązek wskazało opłacanie składek ZUS. Zwłaszcza że trzeba je płacić nawet wtedy, gdy firma ma straty. Jak obliczać składkę? Jak obliczać składkę? Cezary Kaźmierczak, szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, podkreśla, że mamy w Polsce do czynienia z absurdalnym systemem obliczania składki - jest ona liczona od 60 proc. średniego wynagrodzenia, które w Polsce wynosi prawie 4 tys. zł. - Ta metoda nie odzwierciedla prawdziwej sytuacji na rynku - przekonuje szef PZZ. - Średnie wynagrodzenie jest liczone od zarobków w firmach zatrudniających ponad dziesięć osób, czyli od firm, które dają pracę jednej czwartej zatrudnionych i wytwarzają 23 proc. PKB. Wchodzą w to kopalnie i różne inne sektory uprzywilejowane, które załatwiły sobie różne przywileje. Tymczasem w Polsce firmy zatrudniające do dziesięciu osób to 95 proc. wszystkich firm. One nie są brane w ogóle pod uwagę przy ustalaniu średniego wynagrodzenia, a tym samym podstawy wyliczenia składki. W ocenie przedsiębiorców inaczej liczone średnie wynagrodzenie - z uwzględnieniem najmniejszych firm - oddawałoby bardziej realistycznie poziom zarobków na rynku. Każdy tyle samo Każdy tyle samo Jest też inny problem. Stawki ubezpieczeniowe nie są zróżnicowane i zależne np. od dochodu. Tyle samo płaci właściciel wielkiej firmy zatrudniający dziesiątki osób (działający w ramach działalności gospodarczej, a nie zatrudniony na etacie w spółce), co rzemieślnik z trudem wiążący koniec z końcem. A skutek opłacania niskich stawek jest dla właścicieli firm niepokojący. Już dziś osoby prowadzące działalność gospodarczą mają najniższe emerytury ze wszystkich grup zawodowych, którym świadczenia wypłaca ZUS - średnio niewiele więcej niż 1600 zł brutto. Oczywiście jeśli przedsiębiorcy chcą, mogą oddawać więcej do ZUS, żeby w przyszłości mieć wyższą emeryturę. Znakomita większość z nich deklaruje jednak kwotę minimalną, by na bieżąco płacić możliwie najmniej. - Większe składki odprowadza tylko 2 proc. przedsiębiorców - mówi Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", który jest także członkiem rady nadzorczej ZUS. Różnica w traktowaniu przedsiębiorców i pracowników etatowych (którzy składkę mają uzależnioną od dochodów) nie podoba się związkom zawodowym. Chcą one ujednolicenia zasad. - Ten postulat zgłaszam od lat. Przedsiębiorcy, płacąc składkę od 60 proc. średniego wynagrodzenia, korzystają z praw nadanych im jeszcze w czasach PRL-u - mówił niedawno Jan Guz, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. - Wtedy przedsiębiorcami byli przede wszystkim rzemieślnicy, którym nie wiodło się tak dobrze jak obecnym właścicielom firm. Z drugiej strony byli górnicy i hutnicy, którym powodziło się dużo lepiej. Teraz proporcje się odwróciły i ulgi dla przedsiębiorców nie mają uzasadnienia - dodaje. Guz chciałby uzależnienie wysokości składki odprowadzanej do ZUS od dochodu. Mordasewicz pod jednym warunkiem jest w stanie zgodzić się na uzależnienie składek przedsiębiorców od dochodów. - Jak związkowcy zgodzą się na likwidację wcześniejszych emerytur górników, mundurowych, rolników i wprowadzimy jeden powszechny system, bez wyjątków, wtedy mogą się w nim znaleźć także przedsiębiorcy. Stop ZUS Stop ZUS Emocje związane z wysokimi stawkami ZUS wykorzystują pośrednicy finansowi. W ostatnich tygodniach nastąpiła prawdziwa lawina ofert związanych z "załatwianiem" ubezpieczenia w innych krajach Unii. Oferowane są ubezpieczenia emerytalno-zdrowotne w kwocie od 500 zł. Nie ma danych, które obrazowałyby skalę ucieczki za granicę za tańszym ubezpieczeniem, ale takie przypadki zdarzają się coraz częściej. - W związku z ucieczką niektórych przedsiębiorców z Polski zdecydowanie apelowałbym do rządzących, by jasno zdefiniowali, że takie osoby skazują się na funkcjonowanie w systemie emerytalnym i zdrowotnym w innym kraju - mówi Łukasz Wacławik, specjalista od ubezpieczeń społecznych. ILE PŁACIMY DO ZUS ILE PŁACIMY DO ZUS Wysokość składek ubezpieczeniowych dla pracownika na etacie to: * 19,52 proc. podstawy wymiaru na ubezpieczenie emerytalne, * 8 proc. podstawy wymiaru na ubezpieczenie rentowe, * 2,45 proc. podstawy wymiaru na ubezpieczenie chorobowe, * 9 proc. podstawy wymiaru na ubezpieczenie zdrowotne, *2,45 proc. podstawy wymiaru na Fundusz Pracy, * 0,10 proc. podstawy wymiaru - składka na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Składki pracowników na etacie (liczone procentowo) uzależnione są od dochodu - im większa pensja, tym więcej trzeba oddać ZUS. Inaczej jest z przedsiębiorcami, ponieważ ich składki nie zależą od zarobków. Przepisy przewidują, że przedsiębiorcy mogą płacić składkę do ZUS od 60 proc. średniego wynagrodzenia. Ile to jest konkretnie? Otóż "minimalna kwota, jaką w 2014 r. muszą zadeklarować do podstawy wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne osoby prowadzące pozarolniczą działalność gospodarczą, twórcy i artyści oraz osoby wykonujące wolny zawód w oparciu o przepisy o ryczałtach podatkowych (m.in. lekarze, technicy dentystyczni, felczerzy, położne, pielęgniarki, tłumacze, nauczyciele udzielający lekcji na godziny), to 2247,60 - to jest właśnie owe 60 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego. Obecnie (dane za ostatni kwartał 2014 r.) oznacza to: * 438,73 zł na ubezpieczenie emerytalne (w 2015 r. - 464,50 zł), * 179,81 zł na ubezpieczenie rentowe (w 2015 r. - 190,37 zł), * 55,07 zł na ubezpieczenie chorobowe (w 2015 r. - 58,30 zł), * 270,40 zł na ubezpieczenie zdrowotne (na 2015 r. poznamy ją w styczniu), * 55,07 zł na Fundusz Pracy (w 2015 r. - 58,30 zł), * 43,38 zł na wypadkowe (w 2015 r. - 45,93 zł). Łatwiej mają przedsiębiorcy rozpoczynający działalność. Przez dwa lata płacą niższe składki na ubezpieczenia społeczne - i to znacznie, bo nalicza się je od innej podstawy. W 2014 r. wynosi ona 504 zł i stanowi 30 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia. Przekłada się to na: * 98,38 zł składki na ubezpieczenie emerytalne, * 40,32 zł składki rentowej, * 12,35 zł składki chorobowej. W przyszłym roku minimalna pensja wzrośnie do 1750 zł, podstawa, od której będziemy wyliczać składki wyniesie więc 525 zł; a same składki - odpowiednio * 102,48 zł * 42,00 zł oraz * 12,86 zł. Większa składka niekoniecznie oznacza większą emeryturę Większa składka niekoniecznie oznacza większą emeryturę Łukasz Wacławik specjalista od ubezpieczeń społecznych z AGH w Krakowie, przygotował dla nas kilka symulacji emerytur przedsiębiorców Zakładamy, że mamy już całkowicie nowy system, czyli o naszej emeryturze decydują wyłącznie odłożone składki. Gdyby pani Anna, właścicielka sklepu internetowego, przez całe życie płaciła najmniejsze przewidziane prawem składki (od 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia) i przeszła na emeryturę w wieku 61 lat po przepracowaniu 30 lat, to jej emerytura wyniosłaby 634 zł. Oczywiście w praktyce świadczenie byłoby większe, bo do 845 zł minimalnej emerytury dopłaciłby budżet państwa. Jeżeli pani Anna popracowałaby o rok dłużej, to odłożone składki dałyby jej emeryturę w wysokości 682 zł. Czyli nadal musiałby jej dopłacać budżet. Dopiero po przekroczeniu 66 lat i 35 lat stażu pracy przedsiębiorca samodzielnie finansuje swoje świadczenie, które wyniesie ok. 898 zł. Jeżeli popracuje do 67. roku życia przez 36 lat, to świadczenie wyniesie ok. 961 zł. Zatem każdy kolejny rok pracy pani Anny będzie zwiększał jej emeryturę o blisko 6 proc. A teraz załóżmy, że przedsiębiorca pani Beata, właścicielka firmy ogrodniczej, podniesie sobie składkę do 75 proc. średniej krajowej (z wymaganych obecnie 60 proc.). Jej składka emerytalna wzrośnie o 109,68 zł, do 548,41 zł; rentowa będzie wynosić 224,76 zł, chorobowa (dobrowolna) i na Fundusz Pracy - po 68,64 zł, wypadkowa - 54,22 zł. Składka zdrowotna się nie zmieni - 254,55 zł. Zwiększając składkę emerytalną o 109,68 zł, przedsiębiorca musi więc podnieść pozostałe składki o 83,33 zł. Gdyby pani Beata, która płaciła wyższą składkę, przeszła na emeryturę w wieku 61 lat po przepracowaniu 30 lat, to jej emerytura wyniosłaby 797 zł. Do minimalnej emerytury dopłaciłby budżet państwa. Podwyższenie składki nie podwyższy więc automatycznie emerytury - zarówno przy mniejszych, jak i większych składkach do emerytury minimalnej będzie dopłacać państwo. Jeżeli pani Beata popracuje o rok dłużej, to odłożone składki pozwolą na wypłatę emerytury w wysokości 854 zł, czyli więcej niż minimalna emerytura. Jeżeli popracuje do 67. roku życia przez 36 lat, to świadczenie wyniesie około 1201 zł. Każdy kolejny rok pracy pani Beaty będzie zwiększał jej emeryturę o blisko 6 proc. (wyliczenia bez inflacji i wzrostu PKB; dotyczą sytuacji, gdy ktoś przez całą karierę był wyłącznie przedsiębiorcą). - Reasumując, przedsiębiorcom nie bardzo się opłaca odprowadzać wyższe składki ubezpieczeniowe. Stawki ZUS mają wzrosnąć w przyszłym roku o 5,9 proc. Zdaniem małego biznesu to za dużo. Zwłaszcza biorąc pod uwagę deflację, która panuje w Polsce.

  • Budujemy inteligentne drogi

    [ TMB RP ] - Mój Biznes DARIUSZ DOBOSZ 30-09-2014

    To dobra wiadomość dla użytkowników dróg. Wyobraźmy sobie ciężarówkę, która przemierza nasz kraj od granicy z Czechami aż po Szczecin, jadąc w równym tempie i zatrzymując się tylko na przymusowych postojach wynikających z czasu pracy kierowcy czy konieczności tankowania. Wyobraźmy sobie samochód dostawczy, którego kierowca otrzymuje ostrzeżenia o korkach i sprawnie omija drogowe zatory, skracając do minimum czas podróży. Transportowane towary trafiają do odbiorców szybko i na czas, auta spalają mniej paliwa, tabor samochodowy zużywa się dużo wolniej. Mrzonka? Niekoniecznie. W takiej "idealnej" jeździe pomóc mogą inteligentne systemy transportowe. Kompleksowe zarządzanie Kompleksowe zarządzanie Czym właściwie są takie systemy? Mówiąc w największym skrócie, sposobem na zarządzanie ruchem pojazdów na drogach, wykorzystującym technologie telekomunikacyjne, informatyczne i pomiarowe oraz rozmaite rozwiązania z zakresu automatyki. Takie kompleksowe zarządzanie poprawia bezpieczeństwo na drogach, chroni środowisko naturalne i zwiększa efektywność transportu, która przekłada się na lepszą kondycję finansową przedsiębiorców użytkujących samochody. Nazwa "Inteligen-tne Systemy Transportowe" (ITS - Intelligent Transport Systems) pojawiła się po raz pierwszy w 1994 r. Plan wdrażania systemów ITS w Europie został opublikowany przez Komisję Europejską w 2008 r. Dwa lata później wydano w tej sprawie dyrektywę Parlamentu Europejskiego. W ramach podstawowego planu działania Komisja Europejska określiła priorytety dla transportu drogowego, pozwalające przyspieszyć skoordynowane wdrażanie ITS w całej Unii Europejskiej. Chodzi o optymalne wykorzystanie danych dotyczących dróg, ruchu i podróży, ciągłość usług ITS przy zarządzaniu ruchem i transportem towarowym w europejskich korytarzach transportowych, bezpieczeństwo i ochronę w transporcie drogowym, zespolenie pojazdów z infrastrukturą transportową oraz europejską współpracę i koordynację przy tworzeniu systemów ITS. Według Komisji Europejskiej potrzebne jest podjęcie i wspólne rozwiązywanie niektórych kwestii na szczeblu unijnym, by uniknąć tworzenia zbyt wielu aplikacji i usług ITS. Koordynacja eCall Koordynacja eCall Z kolei dyrektywa Parlamentu Europejskiego koncentruje się na priorytetowych elementach Inteligentnych Systemów Transportowych. Nakłada na Komisję Europejską obowiązek opracowania specyfikacji lub wydania upoważnień dla urzędów normalizacyjnych. Zakres tych najważniejszych spraw to zapewnienie dostępnych na terenie całej UE usług w zakresie informacji o podróżach z wykorzystaniem różnych rodzajów transportu, usług informacyjnych w czasie rzeczywistym dotyczących ruchu, bezpiecznych i chronionych miejsc parkingowych dla ciężarówek i innych pojazdów użytkowych, a także możliwości ich rezerwacji (bardzo istotne dla firm). Dla Parlamentu Europejskiego ważne są również dane i procedury dotyczące dostarczania użytkownikom minimalnego zakresu powszechnych informacji o ruchu, związanych z bezpieczeństwem drogowym (w miarę możliwości bezpłatnie), oraz koordynacja usługi eCall na terenie całej Unii Europejskiej. Usługa eCall pozwala natychmiast powiadomić służby ratownicze o wypadku. Może być aktywowana manualnie, przy lżejszej kolizji, albo automatycznie, gdy skutki wypadku są poważniejsze. Komisja Europejska realizuje postanowienia dyrektywy w porozumieniu z komitetem do spraw ITS oraz Europejską Grupą Doradczą do spraw ITS. W pracach tych organizacji uczestniczą przedstawiciele Polski. Obniżamy stężenie Obniżamy stężenie W ramach ITS infrastruktura drogowa oraz pojazdy są ze sobą w pewien sposób "wiązane" poprzez elementy informatyki i telekomunikacji. Można dzięki temu sterować ruchem samochodów, zbierając dane o użytkownikach dróg i wysyłając im odpowiednie komunikaty. Zarówno w miastach, jak i na trasach szybkiego ruchu można sprawnie zareagować na zator powstający wskutek wypadku czy prac remontowych, kierując strumień pojazdów na odpowiednie objazdy. W warunkach miejskich przy odpowiednim sterowaniu ruchem można dodatkowo obniżyć stężenie szkodliwych substancji w centrach miast albo sprawdzać przestrzeganie przepisów drogowych. W system może być włączony na przykład elektroniczny pomiar prędkości. Jeszcze jedna funkcja ITS to możliwość eliminowania ruchu ciężkich samochodów dla ochrony niektórych odcinków dróg. Założenia dla Inteligentnych Systemów Transportowych przewidują zwiększenie przepustowości ulic w miastach o ponad 20 proc. i zmniejszenie liczby wypadków średnio o 60 proc., skrócenie czasu podróży i zużycia energii o 45-70 proc., redukcję emisji szkodliwych substancji do atmosfery o 40 proc. W grę wchodzi też redukcja kosztów utrzymania nawierzchni, co jest zbawienne dla finansów państwa i lokalnych samorządów, a także zmniejszenie wydatków na zarządzanie środkami transportu, na czym korzystają przede wszystkim przedsiębiorcy wysyłający swoje samochody na drogi. Wzrasta przy okazji komfort podróżowania dla kierowców aut użytkowych i prywatnych, a także dla uczestników transportu zbiorowego. Polska liderem Polska liderem W Europie działają już systemy ITS w transporcie kolejowym, lotniczym i morskim (odpowiednio: ERTMS, SESAR i VTS). Transport drogowy nie dorobił się jeszcze takiego kompleksowego rozwiązania, pojedyncze systemy ITS buduje się lokalnie, zazwyczaj w dużych miastach. Projektem o zasięgu międzynarodowym był program Connect, obejmujący Czechy, Niemcy, Włochy, Austrię, Węgry, Polskę, Słowację i Słowenię. Został zakończony w 2010 r., ale jego kontynuację stanowi projekt Easyway koncentrujący się na różnych regionach Unii Europejskiej i uwzględniający występujące między nimi różnice. Ma być gotowy do 2020 r. Największy europejski ITS powstaje jednak w Polsce. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przedstawiła szczegóły planów budowy Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem pod koniec 2013 r. Pierwsze przetargi na budowę infrastruktury zostaną ogłoszone już w 2015 r. Prace potrwają siedem lat, a koszt przedsięwzięcia to 700 mln zł. Do 2020 r. system ma działać na wszystkich autostradach i trasach ekspresowych, a także na niektórych odcinkach dróg krajowych. W zamyśle jego twórców Krajowy System Zarządzania Ruchem ma przed sobą trzy główne zadania. Musi zapewnić możliwie największą płynność ruchu, informować o liczbie i rotacji pojazdów w miejscach obsługi podróżnych (MOP) oraz wychwytywać pojazdy przeciążone. Dodatkowo przewidziany jest monitoring w systemie telewizji przemysłowej. System ma informować kierowców o sytuacji na drogach, a zarządcom dróg dać narzędzia pozwalające wpływać na zachowania kierowców w sytuacjach zbyt mocnego zagęszczenia ruchu albo w razie niebezpieczeństwa. Systemy lokalne Systemy lokalne W Polsce powstają również Inteligentne Systemy Transportowe na mniejszą skalę. Władze Gdańska, Sopotu i Gdyni już w 2002 r. zawarły porozumienie o wspólnym projekcie TRISTAR (Trójmiejski Inteligentny System Transportu Aglomeracyjnego). Obejmuje sterowanie transportem i ruchem drogowym nie tylko w trzech połączonych ze sobą miastach, ale również na obwodnicy. Jednym z działających już elementów systemu TRISTAR jest automatycznie sterowana sygnalizacja świetlna wykorzystująca pętle indukcyjne i kamery. Zintegrowany System Zarządzania Ruchem ma również Warszawa. Obejmuje swym zasięgiem ważniejsze ulice w centrum miasta i 37 skrzyżowań. Tutaj również pracują pętle indukcyjne, kamery, detektory liczące pojazdy. Kompleksowy projekt ITS jest wdrażany też w Poznaniu. Obejmie kilka dzielnic, około stu obiektów sygnalizacji świetlnej oraz 550 pojazdów transportu publicznego. Ma być gotowy w 2015 r. Specjalne systemy transportowe usprawniające ruch, poprawiające bezpieczeństwo i redukujące koszty przewozów wkraczają do Polski.

  • W ROSJI BITWA O OSCARA

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza WACŁAW RADZIWINOWICZ (GAZETA WYBORCZA, MOSKWA) 30-09-2014

    Kandydatem Rosji do tegorocznego Oscara stał się oceniany jako "antyrosyjski" i niedopuszczony na ekrany "Lewiatan" Andrieja Zwiagincewa. Konkurenci protestują, żądając nominowania "swojskiej" komedii "Gorzko!". Kandydaturę "Lewiatana", wokół którego, choć nikt go tu nie widział, toczy się w Rosji zacięty spór, wysunął w tajnym głosowaniu rosyjski komitet oscarowski złożony z dziesięciu twórców filmowych. Udało się to dzięki dziwnemu, może histerycznemu, a może bardzo szlachetnemu, postępkowi głównego konkurenta Zwiagincewa, reżysera Andrieja Konczałowskiego. Jego obraz "Białe noce listonosza Aleksieja Trapicyna" jest wysoko oceniany na świecie, a przy tym władza przyjmuje go przychylnie. Tak więc, wysyłając na konkurs ten właśnie film, jurorzy z komitetu nie straciliby twarzy przed kolegami filmowcami i jednocześnie nie naraziliby się naczalstwu. Konczałowski jednak w ostatniej chwili wycofał się z wyścigu. Tłumaczył, że tak wiele złego naopowiadał już o Hollywoodzie, że teraz nie przystoi mu ubiegać się o nagrodę amerykańskiej Akademii, której znaczenie jest zresztą według niego mocno przecenione. W istocie rzeczy jednak jego wybieg pozbawił członków rosyjskiego komitetu oscarowskiego wyboru. Postawić musieli na krytykowanego przez władze "półkownika". Film Zwiagincewa, nagrodzony na ostatnim festiwalu w Cannes za najlepszy scenariusz, na półce znalazł się oficjalnie przez to, że jego bohaterowie używają słów ordynarnych, choć w życiu codziennym powszechnie stosowanych. Swej dezaprobaty dla "Lewiatana" nie krył minister kultury Władimir Medinski, który ogłosił, że film mu się nie podobał. A to choćby dlatego, że w "nim wódkę piją nie jak Rosjanie", bo bez stosownego namaszczenia. W rzeczywistości na półkę obraz Zwiagincewa trafił także przez to, że opowiada o zwykłym człowieku z północy Rosji miażdżonym przez potwora Lewiatana, którym okazuje się jego własne państwo ucieleśniane przez brutalnego, chciwego biurokratę urzędującego pod portretem Władimira Putina. Jak piszą krytycy, film jest pełną refleksji satyrą na współczesną Rosję. Muszę się powołać na krytyków, bo sam "Lewiatana" nie widziałem. W kinach go nie wyświetlają, dysków z nim nie ma w sprzedaży. Ze wstydem przyznam się, że z ciekawości dałem się złamać i poprosiłem przyjaciela obdarzonego wszelkimi hakerskimi talentami, by ściągnął mi piracką wersję filmu. Biedaczysko stracił cały dzień i w końcu trafił na stronę, gdzie obiecali go dopuścić do "Lewiatana", jeśli poda numer swojej komórki. Wypełnił polecenie i... stracił wszystkie pieniądze, które miał na koncie telefonicznym. - Widzisz, u nas jednak umieją chronić prawa autorskie - powiedział mi, kapitulując. To rzeczywiście coś nowego. Przecież Rosjanie z dumą opowiadają sobie anegdotę o tym, jak o mało co nie doszło do odwołania prapremiery najnowszego filmu Stevena Spielberga z Bradem Pittem i Angeliną Jolie w rolach głównych, bo w przeddzień spłonęły wszystkie zazdrośnie strzeżone kopie. Sytuację uratował ambasador USA, który na targowisku na moskiewskiej Gorbuszce spokojnie kupił pirackie dyski z arcydziełem, którego w Ameryce jeszcze nie widzieli. Tym razem Ameryka arcydzieło reżysera z Rosji obejrzy wcześniej niż Rosjanie (w Polsce "Lewiatan" wejdzie do kin 14 listopada). Przy tym za granicą do kin trafia wersja oryginalna - z przekleństwami, a w Rosji film będzie pokazywany za jakiś czas w wersji ugrzecznionej. Co do oscarowych szans "Lewiatana", rzecz jeszcze nie jest przesądzona. Minister Medinski już opowiada, że może Konczałowski ma rację, w Rosji walce o Oscara przypisuje się zbyt duże znaczenie, a to przecież "tylko nagroda narodowa", czyli wewnętrzna sprawa Ameryki. Do boju ruszyli też konkurenci Zwiagincewa, producenci miłej i chętnie oglądanej w Rosji komedii "Gorzko!". Ten film opowiada o perypetiach młodej pary, która planuje "wesele marzeń" na wyspie na ciepłym morzu. Jednak apodyktyczny ojczym narzeczonej upiera się przy tradycyjnym weselisku w knajpie ze wszelkimi narodowymi obrzędami. W końcu nowoczesność udaje się połączyć z tradycją i jest kupa śmiechu. A "Lewiatan" nie może być rosyjskim kandydatem do Oscara za najlepszy tegoroczny film zagraniczny, bo zdaniem ludzi od "Gorzko!" nie spełnia wymagań regulaminowych. Reprezentantem kraju może być tylko film, który był już wyświetlany w ojczystych kinach, i to co najmniej przez tydzień. Ich "Gorzko!" szedł na ekranach w całym kraju długo, przyniósł rekordowe wpływy, zasłużył więc na nominację bardziej niż "Lewiatan", który wylegiwał się tylko na półce i nikt w kraju go nie widział. Jak konflikt rozstrzygnie ministerstwo kultury, nie wiadomo. Może jednak zerwie z fatalną tradycją, zgodnie z którą Rosja na konkurs oscarowski w ostatnich latach wysyłała nie znakomite ambitne filmy, takie jak choćby "Jelena" Zwiagincewa, lecz patriotyczne gnioty w rodzaju "Cytadeli" czy tandetnego "Stalingradu", i sromotnie przegrywała. Kandydatem Rosji do tegorocznego Oscara stał się oceniany jako "antyrosyjski" i niedopuszczony na ekrany "Lewiatan" Andrieja Zwiagincewa. Konkurenci protestują, żądając nominowania "swojskiej" komedi

  • Festiwal książkowych kaskaderów

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza DOROTA WODECKA 30-09-2014

    Na pohybel specom od literackiego marketingu, którzy twierdzą, że czytelnikom potrzeba poradników kulinarnych i wywiadów rzek z celebrytami, Wrocław od jutra na pięć dni znowu staje się międzynarodową stolicą opowiadania. Bo jeśli tysiąc osób przychodzi w jedno miejsce po to, by posłuchać opowieści, to trudno mówić o kryzysie gatunku, literatury, i zaniku potrzeby wspólnego doświadczania i przeżywania. Początkowo MFO miał być festiwalem w obronie ginącego gatunku, ale po kilku pierwszych edycjach i ubiegłorocznym Noblu dla Alice Munro okazało się, że ani to gatunek ginący, ani ograniczony do ulotnej lektury, po której może zostać co najwyżej niedosyt, że koniec nastąpił tak szybko. Opowiadanie postawione w centrum spotkania pisarzy z różnych krajów stało się bowiem we Wrocławiu pretekstem do poruszania istotnych tematów społecznych, estetycznych czy cywilizacyjnych. Twórcy dotychczasowych edycji brali na warsztat problem pauperyzacji artysty i komercjalizacji sztuki, uzależnienia od technologii, narodzin nowego internetowego człowieka i ponownego formatowania płci. Ich dyskusjom towarzyszyły coroczne antologie tekstów uznanych opowiadaczy i debiutantów. Tegoroczne nurty festiwalu - utopijny i transgresyjny - stawiają pytanie o rolę artysty w społeczeństwie, o to, czy pisarzy, którzy wskazują i testują nowe rozwiązania egzystencjalne, powinniśmy beztrosko odsuwać na margines. - Pisarz jako wizjoner i kaskader stał się obecnie dostarczycielem tekstu o mniejszym lub większym potencjale sprzedażowym - mówi Marcin Hamkało, od ośmiu lat twórca programu MFO. - Od dawna nie ma już autorytetu, wpływu na główny nurt rozmowy. Jeśli chce przekraczać jakiekolwiek granice, moralne, religijne, estetyczne, przestaje być towarem chodliwym, sam się zsyła do kasty wykluczonych. Idź, zobacz, wróć, napisz Idź, zobacz, wróć, napisz A przecież, jak zauważa Inga Iwasiów, pisarz ma wręcz zakaz opuszczania rejonów zakazanych. I obowiązek wypuszczania się tam, gdzie innym brakuje odwagi. - W pewnym sensie transgresją pisarza byłaby bezpieczna normalność. Banalnie rzec by można, że bywa nią poruszanie się między różnymi etapami naszego własnego życia, zwłaszcza wchodzenie w starość - kwituje pisarka. Dla Janusza Rudnickiego niebezpieczne rewiry to również chleb powszedni. - Czytelnik oczekuje, że pisarz w jego imieniu będzie przekraczał granice. Granice rozpaczy, poprawności politycznej, chaosu, komizmu, eksperymentów na własnym ciele i na własnej duszy. Wysyła go tam, mówi: idź, zobacz, jak tam jest, wróć i napisz to. I jeśli miałbym się czuć emigrantem, to tylko w tym znaczeniu transgresywnym - twierdzi Rudnicki. Wybudujmy morze w Czechach Wybudujmy morze w Czechach Spotkania z czytającymi swoje teksty pisarzami to zawsze główne wydarzenia MFO. Literacka krótka forma sprawdzona w bezpośrednim kontakcie autora z publicznością, ustawiona w niebanalnej oprawie scenograficznej okazała się na tyle atrakcyjna, że z kameralnych przestrzeni festiwal musiał się przenieść do sal arthouse?owego kina Nowe Horyzonty. W tym roku, nie licząc opowiadaczy z Polski (m.in. Eustachy Rylski, Andrzej Stasiuk, Janusz Rudnicki, Wioletta Grzegorzewska, Grażyna Plebanek, Marek Bieńczyk, Inga Iwasiów, Ziemowit Szczerek, Piotr Paziński, Krzysztof Varga), swoje teksty wybrane i przetłumaczone przez organizatorów imprezy przeczytają autorzy z Korei, Norwegii, Irlandii, Liechtensteinu, Hiszpanii, Islandii. Prawdopodobnie najbardziej transgresywna okaże się Dorota Masłowska, która uczyniła z przekraczania form znak firmowy. Laureatka Nike, pisarka i dramaturżka, jednego dnia przeczyta swoje bajki, a drugiego zaśpiewa, że społeczeństwo jest niemiłe. Jej ostatni projekt medialny "Mister D" to praktyczne spełnienie marzeń niemal każdego pisarza, który tak naprawdę zawsze chciał zostać gwiazdą rocka, tylko nie do końca mu się udało. Masłowskiej się nie tylko udało, ale pokazała, że realizacja takich, wydawałoby się, utopijnych planów może przynieść sporo radości widzom i czytelnikom. Podobnie z utopijnym na pierwszy rzut oka planem wybudowania morza w Czechach, o którym na MFO opowie grupa entuzjastów. Twarze Brody Twarze Brody Wrocławski festiwal na tym się jednak nie kończy - wyjdą podczas niego dwie antologie, rozstrzygnięte zostaną konkursy na opowiadanie i na tłumaczenie, menedżerowie kultury z kilku krajów wymienią się publicznie doświadczeniami, w ulicznej galerii zawiśnie wystawa pisarskich portretów Tomasza Brody. Rozbudowany program filmowy otworzą nieznane w Polsce filmy wyreżyserowane przez Sławomira Mrożka. Będzie też można zobaczyć adaptacje prozy Dostojewskiego, Nabokova, Buzzatiego czy Nałkowskiej. Przegląd filmowy w ramach MFO z roku na rok rośnie w siłę. Opowiadania szukają swojego głosu na pograniczu stylów, gatunków i mediów. Więcej na www.opowiadanie.org Jutro we Wrocławiu startuje Międzynarodowy Festiwal Opowiadania.

  • It's very difficult todo esto

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza BARTOSZ T. WIELIŃSKI, AGNIESZKA MITRASZEWSKA, AMI 30-09-2014

    Bogaci Brytyjczycy długo nie potrafili rozwiązać tej zagadki. Ci, którzy kupili wille w Portugalii i każdego lata spędzali tam wakacje, nie mieli większych problemów, by się dogadać po angielsku z miejscowymi. A dla tych, którzy domy kupili w sąsiedniej Hiszpanii, rozmowa z hiszpańskimi sklepikarzami była horrorem. Po angielsku nie gadali oni ni w ząb. Często Brytyjczycy szybciej uczyli się podstaw hiszpańskiego niż Hiszpanie, którzy zarabiali na nich pieniądze angielskiego. Ale przecież Hiszpanie i Portugalczycy to jak kuzyni, mówią podobnymi językami. Czemu więc w jednym kraju po angielsku łatwo się dogadać, a w drugim nie? Odpowiedź jest dość prosta. Winne są szkoły i dubbing. W Portugalii amerykańskie filmy ogląda się z napisami. W Hiszpanii pod hollywoodzkie gwiazdy głos podkładają hiszpańscy aktorzy. Brzmi to beznadziejnie, szczególnie gdy na hiszpański przekłada się słynne filmowe teksty typu " Druga rzecz to sposób, w jaki Hiszpanie uczą się angielskiego. W publicznych szkołach brakuje wykwalifikowanych nauczycieli, a dzieci uczy się przede wszystkim gramatyki i czytania. Tymczasem mali Portugalczycy uczą się angielskiego od pierwszej klasy. Mają dobrych nauczycieli, którzy im nie odpuszczają. Efekt: praktycznie każdy młody Portugalczyk dobrze mówi po angielsku. W Hiszpanii to samo o swoich umiejętnościach może powiedzieć tylko jedna osoba na dziesięć. Co ciekawe, nie ma wśród nich hiszpańskiego premiera Mariano Rajoya. Gdy w 2011 r. wygrał wybory, mówił, że jego angielski jeszcze nie pozwala na to, by porozmawiać z Obamą, ale będzie lepiej. Większych postępów jednak nie zrobił. Ostatnio kamery nagrały, jak wyznał brytyjskiemu premierowi Davidowi Cameronowi: " Ale Hiszpanie to niejedyny naród, który z angielskim jest na bakier. W 2009 r. paryska prasa grzmiała, że znajomość angielskiego stoi we Francji na poziomie krajów bałkańskich. Takie porównanie dla Francuza to policzek. We Francji równie ciężko się dogadać po angielsku jak w Hiszpanii. Utarło się mówić, że Francuzi, dumny naród, nie zniżają się do rozmawiania z cudzoziemcami po angielsku. Ale francuska megalomania to tylko wymówka. Tak jak w przypadku sąsiedniej Hiszpanii, winna jest szkoła. - Świat poszedł do przodu, jest globalizacja, ale w szkole języków uczą po staremu. Zmuszają, by wypowiedź najpierw ułożyć w głowie, pamiętając o zasadach gramatyki, a dopiero potem otworzyć usta - skarżył się francuskim dziennikarzom jeden z paryskich studentów. - Kształcimy najgorszych nauczycieli angielskiego na świecie - dokładał tygodnik "Le Point", opisując, jak to dzieci w szkołach uczą się języka, wkuwając na pamięć angielskie sentencje. Dramat polega na tym, że we Francji egzamin na nauczyciela języka angielskiego w dużym stopniu zdaje się po francusku. Native speaker nie ma na takim teście żadnych szans, a ludzie, którzy go zdają, nie potrafią uczyć. Na to wszystko nakłada się ortodoksja Académie Française, która broniąc ojczystego języka, tropi wszystkie anglicyzmy i inne zanieczyszczenia. To właśnie przez tę instytucję we francuskim nie ma słowa "komputer". Jest "ordinateur". W 2009 r. ówczesny prezydent Nicolas Sarkozy ogłosił "plan awaryjny", domagając się, by absolwenci liceów byli dwu-, a nawet trójjęzyczni. Dwa lata później postanowił, że angielskiego trzeba uczyć już dzieci w przedszkolach. Językowi puryści porównali ten krok do wkroczenia do Paryża Wehrmachtu. Ale efektów wciąż nie widać. Z badań wielkiej szkoły językowej Education First wynika, że najlepiej z angielskim radzą sobie małe kraje, gdzie mówi się w niepopularnych na świecie językach, a gospodarka jest nastawiona na eksport. Nic dziwnego, że w rankingach znajomości angielskiego od lat prowadzą Skandynawowie i Holendrzy. Tam w filmach nie ma ani dubbingu, ani lektora, a w szkole angielskiego uczą fachowcy. Dla Duńczyków świetna znajomość angielskiego zaczyna być problemem. Eksperci przestrzegają bowiem, że o wiele trudniejszy od angielskiego duński może zacząć zanikać. Czy wiesz, że Czy wiesz, że Niebłahym czynnikiem kształtującym angielszczyznę jest duża (choć nie tak duża jak w niemieckim) swoboda w tworzeniu wyrazów złożonych. Paul Krugman, nie tylko teoretyk (laureat Nagrody Nobla), ale i wybitny popularyzator ekonomii (stały felietonista "New York Times?a") ustawicznie posiłkuje się neologizmami, w tym bardzo często wyrazami złożonymi, aby przystępnie i zwięźle prezentować kwestie doktryny i praktyki gospodarczej. Przedstawiając dwa główne poglądy na rolę państwa w gospodarce w czasie kryzysu, zwolenników jednego określa słowem "too-muchers" drugiego "not-enoughers" (felieton z 15 sierpnia br.). "Zadużowcy" (too-muchers) są zdania, że należy zaciskać pasa i ograniczać gospodarczą aktywność państwa. "Niedościowcy" (not-enoughers) reprezentują przeciwne stanowisko. Uważają, że nadmierne oszczędności prowadzą do zduszenia popytu i pogłębienia recesji. Państwo robi za mało i musi bardziej zaangażować się w stymulowanie koniunktury. Między nami zwierzętami Między nami zwierzętami It?s a different kettle of fish, Fajrant! Fajrant! Robi się późno, wszyscy mają ochotę pójść do domu, ale nikt nie ma śmiałości tego zaproponować. Można wtedy wyjść po angielsku - take a French leave. Albo po angielsku rzucić propozycję: Let?s call it quits! Wszyscy na pewno odetchną z ulgą, bo po pierwsze można wreszcie wyjść, a po drugie, ktoś inny to zaproponował. Inna opcja: Let?s call it a day - ma łagodniejszy wydźwięk, bo sugeruje, że jeszcze możemy wrócić do tematu, kończymy tylko na dziś. Szef powie do pracownika: You can knock off now if you want, albo: You can leave off early today.Niestety, może też powiedzieć: Don?t let up until you finish this. Najbardziej obrazowe i dlatego łatwe do zapamiętania jest: It?s time to down tools (dosłownie: czas odłożyć narzędzia). ---------- take a French leave - wyjść po angielsku let?s call it quits - skończmy już let?s call it a day - na dziś kończymy to knock off/to leave off - przerwać (nie tylko pracę) to let up - przestać (coś robić) it?s time to down tools - czas kończyć robotę. Germaine Greer Lashes Out at the Royals Germaine Greer Lashes Out at the Royals Journalist and feminist Germaine Greer gave an interview to ?The girl is too thin. Meanwhile, she is vomiting her guts up and shouldn?t have been made to go through all this again so soon. I would hope after this one she says, ---------- lash out - zaatakować outraged - oburzona guts - kiszki she shouldn?t have been made to go through all this - nie powinna być zmuszana, by przez to wszystko znów przechodzić. Małe słówka, które dużo znaczą Małe słówka, które dużo znaczą catch on (przyjąć się, upowszechnić się) The new colour has caught on and I see it everywhere now. Nobody believed that his idea would catch on, but it is very popular. The rumour caught on easily and everybody believed it. catch on to (załapać, zrozumieć) I needed many hours to catch on to the rules of poker. After he listened to them he caught on to their accent. She is catching on to that new dance style very quickly. catch up (dogonić, dołączyć do kogoś później, dorównać do jakiegoś poziomu) Don?t wait, I?ll catch up with you in half an hour. She was ill for five days and needs to catch up at school now. Come talk to us and catch up on the newest gossip. Jak powiedzieć Jak powiedzieć Nie wyciągaj pochopnych wniosków. ---------- [Odpowiedź: Don?t jump to conclusions] To be continued tomorrow Źródło: Anna Treger, Angielski. Repetytorium. Gramatyka z ćwiczeniami, Warszawa 2014, Alisa Mitchel-Masiejczyk, Angielski. Phrasal Verbs. Ćwiczenia, Warszawa 2013, Wydawnictwo Lingo, Agnieszka Mitraszewska Z angielskim najlepiej radzą sobie małe kraje, gdzie mówi się w niepopularnych na świecie językach, a gospodarka jest nastawiona na eksport. Nic dziwnego, że w rankingach znajomości angielskiego od lat prowadzą Skandynawowie i Holendrzy.

  • Wszyscy jesteśmy cyborgami

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza TOMASZ ULANOWSKI 30-09-2014

    Po raz pierwszy zorientowałem się, że coś ze mną nie tak w 2009 r. Byłem wtedy z kolegą w kinie i dla zabawy pożyczyłem od niego okulary. - Pieprzone 3D! - krzyknąłem zdumiony. Mój świat nabrał nagle kolorów i niesłychanej ostrości. Okazało się, że w wieku średnim stałem się krótkowidzem i potrzebuję okularów. Jeśli słuszna jest definicja cyborga, którą podaje Wikipedia - "organizm, którego procesy życiowe realizowane są lub wspomagane przez urządzenia techniczne" - to nie trzeba być Terminatorem, żeby zostać uznanym za cyborga. I stałem się nim dużo wcześniej, niż założyłem okulary. Jeśli prowadzicie samochód, motocykl czy choćby rower, to na pewno czuliście, że stanowicie jeden organizm z maszyną. Czuliście? Ja zawsze to czuję. To zresztą wspaniałe - móc więcej, niż dała nam Matka Natura. Dla większości z nas okulary czy auto nie są jednak atrybutami cyborga. Cyborg powinien mieć... coś więcej. Rozrusznik serca? Bioniczną protezę amputowanej kończyny? Wydaje się, że nawet to nie wystarczy. Usłyszeć kolory Usłyszeć kolory Za pierwszego prawdziwego cyborga na świecie uważa się Neil Harbisson. - W szkole uczyli nas, że trawa jest zielona, a pomarańcze są pomarańczowe - opowiadał 1,5 roku temu "Wyborczej". - Wkuwałem te słowa na pamięć jak obcy język. Kiedy pytali mnie: "Jakiego to jest koloru?", strzelałem. I często mi się udawało. Żeby wiedzieć, co piję, musiałem powąchać szklankę. Harbisson od dziecka cierpi na achromatopsję - niezdolność widzenia koloru, która dotyka jedną osobę na 33 tys. A ponieważ nasze rozumienie świata opiera się na kolorach, Harbisson miał od dziecka pod górkę. Aż kilkanaście lat temu na studiach poznał Adama Montandona, pasjonata cybernetyki. Dzięki niemu z człowieka z poważnym problemem stał się kimś wyjątkowym. Montandon stworzył nakładany na głowę czujnik, który dzięki współpracy z przenośnym komputerem i słuchawką tłumaczy kolory na... dźwięki (które też są falami, tyle że akustycznymi rozchodzącymi się w powietrzu czy wodzie). Teraz dzięki swojemu elektronicznemu oku Harbisson słyszy kolory. - Na początku (...) słyszałem f i wiedziałem, że to czerwony, cis - że patrzę na coś niebieskiego - opowiadał "Wyborczej". - Potem między moim mózgiem a softwarem nastąpił "klik". Zamiast mozolnie tłumaczyć dźwięki na kolory, zacząłem je czuć. Pojawiły się emocje. Mieć dodatkowy zmysł. Albo kończyny Mieć dodatkowy zmysł. Albo kończyny O wiele dalej w udoskonalaniu tego, co dostał od genów i środowiska, poszedł prof. Kevin Warwick, cybernetyk z Uniwersytetu w Reading w Wielkiej Brytanii. On też uważa się za pierwszego cyborga na świecie, choć był nim tylko przez chwilę, i opowiada o tym z lekkim przymrużeniem oka. - To straszne, ale chirurdzy usunęli mi w końcu chip z przedramienia, gdzie za pomocą 100 elektrod był podłączony do mojego układu nerwowego - śmiał się cztery lata temu w rozmowie z "Wyborczą". - Zostały blizny i kilka platynowych drucików pod skórą, które co jakiś czas wyłażą na wierzch i muszę je wpychać z powrotem. I jak było? - Fantastycznie, to świetne uczucie móc więcej niż inni. (...) Podczas jednego z eksperymentów połączyliśmy mój układ nerwowy z układem mojej żony. Choć jej nie widziałem, czułem, jak machała ręką. Dosłownie - nie odczuwałem bólu czy czegoś takiego. WIEDZIAŁEM, że poruszyła dłonią. Prof. Warwick podłączył sobie też do układu nerwowego trzecie, mechaniczne ramię i nauczył się nim poruszać. Najbardziej niesamowity był jednak jego eksperyment z szóstym zmysłem. Był nim sonar, który pozwalał uczonemu oceniać odległość do ludzi i przedmiotów. Słyszał pan sygnał dźwiękowy jak podczas parkowania samochodu wyposażonego w czujnik odległości? - pytaliśmy go. - Nie używałem ani słuchu, ani wzroku, nie czułem bólu. Proszę zapomnieć o pięciu zmysłach, które każdy zdrowy człowiek posiada. Mogłem chodzić z zawiązanymi oczyma, w stoperach. Po prostu CZUŁEM odległość i to dość dokładnie. Bo kiedy zbliżałem się do jakiegoś przedmiotu, rosła częstotliwość impulsów elektrycznych przekazywanych przez implant do mojego układu nerwowego. Mój mózg zyskał DODATKOWY, szósty zmysł. Prof. Warwick uważa, że da się nauczyć mózg rozpoznawania nowych bodźców każdego rodzaju. Dzięki temu moglibyśmy widzieć świat w promieniach rentgenowskich, ultrafiolecie czy w podczerwieni. Być może sprawdzi to, kiedy wreszcie wszczepi sobie implant komputerowy bezpośrednio do mózgu. To dość niebezpieczna operacja, więc naukowiec żartuje, że poczeka z nią, aż skończy 60 lat. Być w stu miejscach naraz Być w stu miejscach naraz Amerykańska badaczka Amber Case, która sama mówi o sobie, że jest "antropolożką cyborgów", uważa, że dziś właściwie wszyscy jesteśmy cyborgami. I nie chodzi jej o to, że fizyczną jedność z jakimiś urządzeniami, ale o jedność... mentalną. To w komputerach przetrzymujemy w końcu większość naszej pamięci. To dzięki nim dostajemy drugie życie, które toczymy w internecie, w różnych portalach społecznościowych. - Dzieciaki dojrzewają dziś dwukrotnie - mówiła w czasie wykładu na konferencji TED. - Muszą się wykreować zarówno w realnym, jak i w wirtualnym świecie. Case uważa, że mimo wszystkich niebezpieczeństw tego procesu - zajmowania się wieloma rzeczami naraz, braku koncentracji i czasu na spokojne przemyślenia - jest on w sumie pozytywny. Bo pozwala nam na podróże w... czasoprzestrzeni. - Taką możliwość dają nam komórki - przekonywała. Dzięki nim możemy być jednocześnie w wielu miejscach i czasach na świecie. Coś w tym jest. Odczułem to sam w trakcie kilkumiesięcznej podróży po USA, którą odbyłem jesienią 2009 r. Czytałem sobie wtedy "Podróże z Charleyem". John Steinbeck opisuje w tej książce swoją włóczęgę po USA sprzed przeszło pół wieku. Narzeka, że świat się zmienia, a wędrówka to już nie to samo co kiedyś. Bo kiedyś ludzie znikali na rok-dwa, albo i dłużej, i nie wiadomo było, czy w ogóle wrócą. A on jedzie sobie przez Stany i w każdej chwili może skorzystać z budki telefonicznej, żeby zadzwonić do żony. Mój Boże, a ja się czułem, jakbym był w stu miejscach jednocześnie. Podróżowałem po Ameryce, mailowałem z rodziną i znajomymi, gadałem z nimi na Facebooku, pokazywałem zdjęcia, martwiłem się kłopotami rodzinnymi, wysyłałem teksty do redakcji, umawiałem się na wywiady z naukowcami. Rzeczywiście czułem się jak w tunelu pędzącym na skróty przez czasoprzestrzeń. Raz tylko pomyliłem czas. Umówiłem się na spotkanie, ale wjeżdżając w nową strefę czasową, zapomniałem przestawić zegarek i przyjechałem o godzinę za wcześnie. "Wyborcza" zaprasza "Wyborcza" zaprasza Neil Harbisson, pierwszy na świecie człowiek cyborg, będzie gościem ósmej edycji Art & Fashion Forum. Zainicjowane przez Grażynę Kulczyk i organizowane w poznańskim Starym Browarze forum jest platformą edukacji, seminariów, warsztatów oraz spotkań z najbardziej wpływowymi ludźmi ze świata mody. Motywem przewodnim ósmej edycji AFF jest "Chic Geek", czyli połączenie mody i nowych technologii. Na AFF sfotografujesz się w trójwymiarze, spotkasz młodych polskich projektantów i zaprzyjaźnisz się z robotami w Innovation Lab Singularity University NASA. Możesz także kibicować najlepszym start-upom podczas międzynarodowego finału Global Fashion Battle. To tylko część z otwartych i bezpłatnych wydarzeń, które czekają na czytelników "Wyborczej" od 10 do 19 października w Starym Browarze. www.starybrowar5050.com/AFF Tak twierdzi Amber Case, antropolożka, jak sama mówi, cyborgów. Ale, wbrew pozorom, dzięki temu staliśmy się bardziej ludzcy.

  • Lek na raka piersi. Nie dla Polek

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza WOJCIECH MOSKAL MADRYT 30-09-2014

    Doktor Swain jest główną autorką programu CLEOPATRA, którego celem jest zbadanie bezpieczeństwa i skuteczności leczenia przerzutowego raka piersi za pomocą dwóch środków - trastuzumabu i pertuzumabu - połączonych z klasyczną chemioterapią. Podczas sesji plenarnej odbywającego się w Madrycie dorocznego zjazdu Europejskiego Towarzystwa Onkologii Medycznej (zgromadził on prawie 20 tys. ekspertów z całego świata) przedstawiono wyniki kolejnej odsłony programu. Jak już wspomniano, przeznaczony jest on dla kobiet z zaawansowanym - dającym już przerzuty - rakiem piersi. Konkretnie chodzi tu o pacjentki z tzw. guzem HER2 dodatnim, a więc charakteryzującym się nadmierną ekspresją receptorów HER2. Ich odkrycie całkowicie zmieniło oblicze walki z rakiem piersi. Co dwa leki, to nie jeden Co dwa leki, to nie jeden Receptory HER2 mamy wszyscy; zarówno na komórkach zdrowych, jak i chorych, z tym że na tych drugich jest ich o wiele więcej. Uważa się, że 20-30 proc. wszystkich kobiet cierpiących z powodu raka piersi ma nadmiar tych receptorów. Choroba przebiega wtedy ciężej i agresywniej. Komórki z nadmiarem receptorów HER2 dzielą się bowiem bardzo szybko, dużo łatwiej dają przerzuty i są bardziej oporne na leczenie. Pierwszym lekiem wymierzonym w komórki, które mają za dużo receptorów HER2, był trastuzumab, czyli słynna herceptyna. Wprowadzenie jej do użytku było przełomem. Jakiś czas później narodziła się idea, by leczenie trastuzumabem jeszcze udoskonalić. Takie były właśnie początki programu CLEOPATRA, w którego trakcie postanowiono przetestować lek o nazwie pertuzumab. Podobnie jak trastuzumab jest on zaliczany do tzw. przeciwciał monoklonalnych. Leki te blokują dwa różne miejsca na receptorze HER2, m.in. osłabiając w ten sposób zdolność złośliwych komórek do namnażania się. Co więcej, oba środki sprawiają, że nasz układ odpornościowy zaczyna o wiele lepiej rozpoznawać komórki rakowe i tym samym o wiele łatwiej je niszczyć. Pomysłodawcy CLEOPATRY doszli do wniosku, że oba środki będą działać synergistycznie, czyli razem będą o wiele silniejsze niż każdy z nich z osobna. Jak się okazało, nie mylili się. Ale jeszcze lepiej - trzy Ale jeszcze lepiej - trzy - W badaniu udział wzięło 808 pacjentek z HER2 dodatnim rakiem piersi, dającym już przerzuty do odległych części ciała. Wszystkie otrzymały klasyczną chemioterapię (docetaksel) i trastuzumab. Część z nich zażywała również pertuzumab, a część placebo (nieaktywną biologicznie substancję). Okazało się, że średnia przeżycia w grupie leczonej właściwym lekiem wyniosła 56,5 miesiąca, czyli była o prawie 16 miesięcy większa niż w grupie dostającej placebo. W historii badań nad przerzutowym rakiem piersi to wynik absolutnie bez precedensu - mówiła w Madrycie dr Sandra Swain pracująca na co dzień w Medstar Washington Hospital Center w stanie Waszyngton (USA). Zdaniem Javiera Cortesa, dyrektora Programu Walki z Rakiem Piersi w Instytucie Onkologii Vall D?Hebron w Barcelonie (i zarazem drugiego autora obecnej pracy), stosowanie połączonych obu leków musi stać się powszechnym standardem. - Nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla podawania trastuzumabu bez pertuzumabu - mówił Cortes. No cóż, usprawiedliwienie takie znalazły polskie władze; jak zawsze finansowe. Lek, sprzedawany pod handlową nazwą Perjeta, został zarejestrowany w Unii Europejskiej w maju 2013 r. (a więc na podstawie jeszcze wcześniejszych wyników badań). Od tego czasu refunduje go już 14 krajów UE, w tym Czechy i Słowacja. Pomimo pozytywnej opinii Agencji Oceny Technologii Medycznej w czerwcu tego roku polskie Ministerstwo Zdrowia odmówiło jednak finansowania leczenia Perjetą ze środków publicznych. Producent złożył odwołanie; ustawowy czas jego rozpatrzenia to 180 dni. Dla "Wyborczej" Dla "Wyborczej" prof. Tadeusz Pieńkowski kierownik Oddziału Onkologii w Europejskim Centrum Zdrowia w Otwocku To praca o ogromnym znaczeniu. Mamy do czynienia z sytuacją, gdy chore na zaawansowany nowotwór mają średnią przeżycia sięgającą prawie pięciu lat. Zgadzam się też z dr Swain, że wydłużenie czasu przeżycia w porównaniu z grupą kontrolną aż o 16 miesięcy to we współczesnej onkologii coś absolutnie niesamowitego. Trzeba powiedzieć wprost, że zaprezentowana metoda leczenia za pomocą trastuzumabu, pertuzumabu i docetakselu to dziś już w wielu krajach standard, a nie jakaś opcja czy medyczny eksperyment. To najlepsze leczenie, jakie możemy zaoferować naszym pacjentkom chorującym na uogólnionego raka piersi z nadmierną ekspresją receptora HER2. Trudno chyba o lepszą wiadomość dla nich - mogą żyć pięć lat, a nawet dłużej, bo przecież większość z nich wciąż żyje. Musimy też podkreślić, że choć oba leki działają synergistycznie ze standardową chemioterapią, czyli nasilają jej działanie, nie powoduje to zwiększenia toksyczności całej terapii. Czyli może być ona naprawdę bardzo bezpiecznie stosowana. Fakt, że w Polsce leczenie to nie jest refundowane, odbywa się z ewidentną szkodą dla chorych. To po prostu przekłada się na zgony, które będą każdego roku, jeżeli pertuzumab pozostanie poza zasięgiem pacjentek. Jeżeli my jako lekarze posiadamy swoje moralne obligacje i etyczne zasady, to jesteśmy zobowiązani leczyć naszych chorych najlepiej, jak umiemy, zgodnie z faktyczną wiedzą. W takich sytuacjach jak ta trzeba zadać pytanie: czy urzędnicy państwowi są wolni od takich zobowiązań? Myślę, że po zaprezentowanych tu, w Madrycie, wynikach trudno im będzie znaleźć jakiekolwiek argumenty za tym, by po raz drugi odrzucić wniosek o refundację. Powtarzam, to się przekłada na życie konkretnych osób. A bez refundowania ta terapia nie istnieje. Pertuzumab jest w stanie dodatkowo wydłużyć życie o wiele miesięcy. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego w przypadku raka piersi z przerzutami - mówiła dr Sandra Swain podczas największego europejskiego zjazdu onkologów.

  • Emerytura zagraniczna

    [ DGW RP ] - Gazeta Wyborcza LESZEK KOSTRZEWSKI 30-09-2014

    ZUS ogłosił właśnie najnowsze dane (za I kwartał 2014 r.) dotyczące tego, ile wypłaca międzynarodowych emerytur. I tak łącznie jest ich 104,1 tys. Średnia emerytura to ok. 1300 zł. Z tego 65,5 tys. emerytur dostają osoby zamieszkałe w Polsce (które wróciły po emigracji zarobkowej). 41,5 tys. emerytur ZUS co miesiąc wysyła Polakom zamieszkałym za granicą. Najczęściej Zakład przelewa emerytury do Niemiec (14,4 tys.), Francji (4 tys.), Czech (5 tys.), Szwecji (2,3 tys.) i Austrii (2,1 tys.). Emerytury wypłacane w kraju za pracę za granicą są wyższe (średnio 1500 zł) niż te transferowane za granicę (ok. 1 tys. zł). KTÓRE KRAJE? KTÓRE KRAJE? Aby dostawać zagraniczną emeryturę, należy osiągnąć wiek emerytalny obowiązujący w danym państwie. Formalności nie trzeba załatwiać osobiście. Wystarczy, że zgłosimy się do ZUS w Polsce. Możemy tak zrobić, tylko jeśli pracowaliśmy w: * państwach członkowskich Unii Europejskiej, Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii, * państwach, z którymi Polskę łączy umowa międzynarodowa o zabezpieczeniu społecznym, jak np. USA, Kanada czy Australia. Na nasz wniosek Zakład skompletuje dokumentację dla zagranicznej instytucji z ww. państw (odpowiedników naszego ZUS) i prześle do odpowiedniego kraju. Tam rozpoczyna się procedura ustalenia uprawnień do danego świadczenia. Dotyczy to zarówno pracowników, jak i osób prowadzących firmy. DWIE EMERYTURY DWIE EMERYTURY Zazwyczaj wygląda to tak, że gdy osoba zainteresowana osiąga polski ustawowy wiek emerytalny, składa do ZUS wniosek o polską i zagraniczną emeryturę. Przykład. 65,5-letni pan Paweł pracował 35 lat w Polsce i 5 lat w Hiszpanii. Jakiś czas temu wystąpił do ZUS o emeryturę. Pan Paweł skończył ustawowy wiek przewidziany w Polsce do uzyskania emerytury, ma odpowiedni staż pracy, tak więc emeryturę polską dostał bez problemu. Jednocześnie ZUS powiadomił hiszpańską instytucję ubezpieczeniową o wniosku pana Pawła. Hiszpanie rozpoczęli postępowanie w sprawie wypłaty emerytury za lata przepracowane w Hiszpanii. Aby zostać emerytem w Hiszpanii, trzeba mieć minimum 15 lat stażu pracy i skończyć 65 lat. Tyle że pan Paweł przepracował tam tylko 5 lat. Czy nie ma szans na hiszpańską emeryturę? Nic podobnego. W przypadku osób z mniejszym stażem niż wymagany hiszpański odpowiednik ZUS (podobnie jest w innych państwach UE) wszczyna tzw. procedurę sumowania okresów ubezpieczenia. Hiszpanie uwzględnią panu Janowi okresy pracy w Polsce (35 lat) i dodadzą je do lat pracy w Hiszpanii (5 lat). Tak zsumowany łączny staż wynosi 40 lat. Jednym słowem pan Paweł dostanie hiszpańską emeryturę. Jej wysokość będzie natomiast proporcjonalna do okresów, które wypracował w Hiszpanii. Hiszpania wyliczy teoretyczną emeryturę dla mężczyzny z 40-letnim stażem w tym kraju. Załóżmy, że wyniesie ona 1000 euro. Panu Pawłowi należy się tylko jej część - dokładnie 5/40 - czyli 125 euro. Łącznie pan Paweł będzie dostawał dwie emerytury - polską i hiszpańską. A MOŻE NAWET TRZY A MOŻE NAWET TRZY A jeżeli ktoś pracował w kilku krajach UE? Czy z każdego dostanie emeryturę? Tak. Może się więc zdarzyć, że ktoś będzie pobierał trzy, a nawet cztery emerytury. Każde z tych świadczeń będzie wypłacane przez inną instytucję ubezpieczeniową. Jeśli jednak w prawodawstwie któregoś z krajów wiek emerytalny jest wyższy niż w pozostałych, emerytura z tego państwa będzie wypłacana dopiero po osiągnięciu wymaganego wieku. Czy to, że mieszkaliśmy w jakimś kraju UE, nawet tam nie pracując, może mieć znaczenie dla naszych uprawnień emerytalnych? Zazwyczaj nie, bo większość państw UE przyznaje emerytury ze względu na ubezpieczenie lub pracę w danym państwie (np. Niemcy, Hiszpania). Ale są też nieliczne kraje, głównie skandynawskie, takie jak Dania, Szwecja czy Finlandia, w których czas zamieszkiwania ma znaczenie dla uzyskania uprawnień emerytalnych. Jeśli więc przebywaliśmy przez parę lat w tych krajach, możemy liczyć na emeryturę. Nawet jeśli w tym czasie nie pracowaliśmy. NALEŻY SIĘ MINIMALNA NALEŻY SIĘ MINIMALNA Odpowiedni staż pracy, zarówno w Polsce, jak i innych państwach członkowskich Unii, nie jest często potrzebny, aby uzyskać prawo do emerytury. Staż pracy za granicą może się jednak przydać, gdy łącznie z dwóch filarów emerytalnych nie uzyskamy emerytury minimalnej. Przykład. Pani Anna ma 60,5 roku. Jej emerytura z OFE i ZUS wynosi tylko 500 zł. Jest niższa od minimalnej polskiej emerytury (ok. 844 zł). Wszystko dlatego, że pani Anna ma w Polsce bardzo krótki staż pracy - zaledwie 10 lat. Ale pracowała również 15 lat na Litwie. Łącznie przepracowała więc 25 lat. Przepisy mówią, że jeżeli suma z OFE i ZUS jest niższa od najniższego świadczenia, to osoba, która osiągnęła wiek emerytalny i posiada minimalny staż pracy wymagany do otrzymania minimalnej emerytury (21/25 lat kobieta/mężczyzna, od 2022 r. będzie to 25 lat dla obu płci), może liczyć na podwyższenie emerytury do kwoty minimalnego świadczenia. Pani Anna dostanie więc emeryturę minimalną. Świadczenie do minimalnej wysokości podnosi kraj, w którym emeryt mieszka. Nie wszędzie jednak obowiązuje emerytura minimalna. WYPŁATY W POLSCE WYPŁATY W POLSCE Jeśli zagraniczny odpowiednik ZUS przyzna nam emeryturę, to właśnie z tą instytucją musimy ustalić, w jakiej formie będzie ona wypłacana. Zwykle wypłata dokonywana jest na rachunek bankowy. Trzeba pamiętać, że jeśli mieszkamy w Polsce, to bank, w którym prowadzimy rachunek, pełni funkcję płatnika podatku i składki zdrowotnej na ubezpieczenie zdrowotne w NFZ. Oznacza to, że nasze świadczenie może zostać uszczuplone o potrąconą przez bank zaliczkę na podatek dochodowy w Polsce lub składkę zdrowotną na NFZ. Zależy to jednak od konkretnego przypadku, bowiem banki stosują także umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, a te mogą przewidywać, że podatek został już potrącony zagranicą. PIENIĄDZE Z KANADY PIENIĄDZE Z KANADY Najnowsze zmiany zakładają, że rodacy mieszkający w Polsce, którzy uzyskali kanadyjską emeryturę będą mogli otrzymywać ją w Polsce bezpośrednio na swoje konto bankowe. Do tej pory kanadyjska instytucja ubezpieczeniowa wypłacała emerytury za pomocą specjalnego czeku, którego realizacja w Polsce "narażała emeryta na znaczne koszty". Teraz będzie łatwiej i bezkosztowo. Pieniądze będą trafiać też na konta kombatantów. Zakłada to nowelizacja ustawy kombatanckiej. Nowe przepisy pozwolą przekazywać specjalne świadczenia-dodatki kombatantom mieszkającym za granicą bezpośrednio na ich rachunki bankowe. Dotychczas musieli oni albo zakładać rachunki w Polsce, albo korzystać z pośrednictwa pełnomocnika. Za granicą żyje ok. 7 tys. kombatantów i ofiar represji. JAKIE DOKUMENTY JAKIE DOKUMENTY Wniosek do ZUS o przyznanie emerytury przez osobę zamieszkałą w Polsce, która pracowała także za granicą (w UE), należy złożyć na formularzu ZUS Rp-1E, czyli "Wniosek o emeryturę". Do wniosku trzeba dołączyć: * formularz unijny E 207, czyli "Informacje dotyczące przebiegu ubezpieczenia osoby ubezpieczonej", wskazując okresy ubezpieczenia, zatrudnienia czy zamieszkania we wszystkich państwach Unii oraz w Norwegii, Islandii, Liechtensteinie i Szwajcarii, * dokumenty i oświadczenia uzasadniające przyznanie polskich świadczeń i obliczenie ich wysokości, * dokumenty potwierdzające okresy ubezpieczenia za granicą. Osoba ubiegająca się o emeryturę, która posiada okresy ubezpieczenia w państwach, z którymi Polskę łączy umowa międzynarodowa o zabezpieczeniu społecznym (np. w USA), wypełnia te same formularze i przedkłada analogiczne dokumenty, jednak zamiast formularza E 207 wypełnia druk ZUS Rp-6, wykazując okresy składkowe i nieskładkowe w Polsce oraz okresy aktywności za granicą. Uwaga! Formularze dostępne są we wszystkich oddziałach ZUS. Można je także pobrać ze strony ZUS (http://www.zus.pl/ w zakładce Formularze UE). SYSTEMY EMERYTALNE W INNYCH PAŃSTWACH SYSTEMY EMERYTALNE W INNYCH PAŃSTWACH WIELKA BRYTANIA Podstawowa emerytura państwowa jest emeryturą wypłacaną przez rząd. Można o nią wystąpić po osiągnięciu wieku emerytalnego - 65 lat dla mężczyzn urodzonych przed 5 kwietnia 1959 r. i 60 lat dla kobiet urodzonych przed 5 kwietnia 1950 r. Ustawowy wiek emerytalny dla kobiet urodzonych 6 kwietnia 1955 r. lub później, ale przed 6 kwietnia 1959 r., wynosi 65 lat. Między 2024 a 2046 r. ustawowy wiek emerytalny będzie stopniowo podnoszony z 65 do 68 lat, zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Aby otrzymać pełną emeryturę, trzeba mieć 30 lat pracy. FRANCJA Na wypłatę pełnej emerytury we Francji mogą liczyć osoby, które osiągną wiek emerytalny, wynoszący obecnie 65 lat. W latach 2016-22 będzie on stopniowo podwyższany do 67 lat. Od 2018 r. pełną wcześniejszą emeryturę otrzymają wyłącznie pracownicy w wieku co najmniej 62 lat, którzy przepracowali nie mniej niż 41,5 roku. Rząd planuje, aby w latach 2020-35 minimalny staż pracy uprawniający do wcześniejszej emerytury w pełnej wysokości wydłużyć do 43 lat. NORWEGIA Emerytura składa się z emerytury podstawowej i emerytury uzupełniającej uzależnionej od wynagrodzenia. Aby dostać emeryturę podstawową, trzeba udowodnić trzy lata ubezpieczenia między 16. a 66. rokiem życia. IRLANDIA Emerytura państwowa może być wypłacana osobom w wieku 65-66 lat, które mają wymagane okresy ubezpieczeniowe. Składki należało opłacać przed 55. rokiem życia - trzeba udowodnić co najmniej 260 składek w odpowiedniej wysokości. Uwaga! W Irlandii wiek emerytalny będzie stopniowo wydłużany do 68 lat dla kobiet i mężczyzn. NIEMCY Aby dostać emeryturę, do niedawna trzeba było skończyć 65 lat i udowodnić minimalny okres ubezpieczenia (zazwyczaj pięcioletni). Przewidziano stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego w latach 2012-29 do 67 lat, począwszy od osób urodzonych w 1947 r. Ubezpieczeni będą mogli w dalszym ciągu przechodzić na emeryturę w 65. roku życia bez zmniejszenia wysokości emerytury w przypadku wpłacania przez 45 lat obowiązkowych składek z tytułu zatrudnienia i opieki oraz okresów wychowywania dzieci w wieku do 10 lat. W lipcu 2014 r. znów doszło do zmian przepisów. Bundestag zdecydował, że osoby, które mają 45-letni staż składkowy będą mogły przejść na pełną emeryturę już w wieku 63 lat. A jeżeli ktoś będzie miał niższy staż? Będzie musiał pracować do 65, a docelowo do 67 lat. Do 45-letniego stażu będą zaliczane okresy bezrobocia, z wyjątkiem dwóch ostatnich lat przed ukończeniem 63 lat. USA W Stanach Zjednoczonych osoba pracująca i płacąca składki dostaje tzw. punkty kredytowe na konto emerytalne. Dopóki nie zdobędzie się wymaganej liczby punktów kredytowych, nie można otrzymywać żadnych świadczeń. Instytucja amerykańska dla celów przyznania prawa do emerytury amerykańskiej zsumuje również okresy ubezpieczenia (składkowe i nieskładkowe) z Polski, potwierdzone przez ZUS. Osoba, która ma np. dziewięć lat punktów kredytowych w USA i 10-letni staż ubezpieczeniowy w Polsce, może po osiągnięciu wieku emerytalnego obowiązującego w Stanach uzyskać emeryturę amerykańską. Będzie ona wyliczona proporcjonalnie do stażu amerykańskiego. Najwcześniejszy wiek przechodzenia na emeryturę w USA to 62 lata. Osoby, które pracowały za granicą, mogą otrzymywać, oprócz polskiej, także drugą emeryturę. ZUS już wypłaca ponad 100 tys. międzynarodowych emerytur.

Polecane

  • Własny, przestronny, z ogródkiem

    Kupno domu kilku-, a zwłaszcza kilkudziesięcioletniego, niesie ze sobą spore ryzyko Jak i co sprawdzać kupując dom? Na co zwracać...

  • Sprawa z Poznania zwaliła mnie z nóg. Ale to incydent

    Rozmowa z Danutą Gadziomską * Karol Dolecki: Jak pani skomentuje to, co się stało w Poznaniu? Danuta Gadziomska: Bez wątpienia p...

  • Minus 79 sądów rejonowych

    Minister sprawiedliwości mimo protestów sędziów, PSL-u i opozycji podpisał rozporządzenie likwidujące 79 małych sądów rejonowych ...

  • Kradli pod nosem szefa

    Z kasy Biura Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach wyparowało co najmniej pół miliona złotych. Z tego powodu kierująca...

  • W SKRÓCIE

    Porodówka w remoncieOddział położniczy w szpitalu Biziela przechodzi gruntowny remont. - Wymieniana jest instalacja elektryczna,...

  • Bez muzycznych mielizn

    Po dwóch latach pojawi się na jedynym koncercie w gdyńskim Uchu wrocławska formacja Robotobibok, jeden z najważniejszych zespołów...

Polecane tematy

Inne artykuły

Niespodzianki mile widziane
Co Dalej, ósma Klaso?
Tak znaczy nie
Wieści z miasta
Garbus wraca do Europy
Korsa rze na Bałtyku
Groźba eksmisji
PRZED NIMI HEKATOMBA?
Weź znicz i biegnij do Pekinu
Dewaluacja w PZPN
ZAPROSZENIA
Ratunek prezesa
Koła, trójkąty, kwadraty
KRÓTKO
Maszyny mądre jak ludzie
Pracownik o. Rydzyka ma go nadzorować
PIŁKA NOŻNA / Dołek w Olimpii?
Dzwonili Do Pań
Może i ty potrzebujesz testu na HIV
Pokochali nas jak Irlandię
Kontrola wskazuje na alians
Policja mniej celna?
ZAPOWIEDZI. JUTRO
Czy Starr nadużył władzy?
WYBIERZ SPORT
Kochamy bluesa
Ceny ziemi idą w górę
STOŁECZNA OPINIA PUBLICZNA - 0 22 555 47 50
Zarząd żegna się z Zawiszą
PALUCH JEST TYLKO JEDEN
Nie Jest Dobrze
Zwierzak tygodnia
RYNEK PIENIĘŻNY 15.08
Koniowi nic się nie stało
Byle nie brakło "Żurawia", Piekutowski: To nie liga
KIELECKA OPINIA PUBLICZNA
Manifest dobrej architektury
Wernisaż tłumaczeń i promocja
Łatwiej wpłacić, niż odzyskać
Przepis jest, ale można go nie przestrzegać
WIELKOPOLSKI KIOSK Z GAZETAMI / Przegląd Koniński / Tygodnik Śremski / ABC / Echo Turku
Alicja Mojko igra teraz z burzą
Góra urodziła mysz
Julia Urszula Ledóchowska
W SKRÓCIE
"Kolejorz" prowadził w Gdańsku, ale punkty stracił w trzy minuty!
Kowboje
W Plusie grają za grosze
Ciszej nad tą konstytucją!
Wściekłe jastrzębie
ZAPROSZENIA. DZIŚ ZAPROSZENIA. JUTRO
Stary Rynek 11
Kanar egzekutor
Strzelał, bo drażnili psa
Znów wąsko
ZAPROSZENIA. DZIŚ
KRÓTKO
NA KIELECKICH ULICACH
Brylant
Olechowski odchodzi Olszewski zostaje