Internetowe Archiwum Gazety Wyborczej

Inne tagi

beata antypiuk

(znalezionych: 4233227 )

  • Prasy nożne, masażery i orbitreki

    [ DLO SZ ] - Strony Lokalne Szczecin 29-10-2014

    Kolejne siłownie pod chmurką w Szczecinie już są gotowe. Prawie 50 urządzeń znalazło się w plenerowych siłowniach, które powstały w szczecińskich parkach i na terenach rekreacyjnych. Przyrządy do ćwiczeń, z których można korzystać nieodpłatnie o każdej porze dnia, przez cały rok - to atrakcja przede wszystkim dla aktywnych seniorów. Poszczególne "stacje" są proste w obsłudze i nie wymagają ponadprzeciętnej sprawności fizycznej. Gdzie powstały i ile kosztują? Więcej na szczecin.gazeta.pl Kolejne siłownie pod chmurką w Szczecinie już są gotowe. Prawie 50 urządzeń znalazło się w plenerowych siłowniach, które powstały w szczecińskich parkach i na terenach rekreacyjnych. Przyrządy do ćwi

  • Kino na Temat

    [ DLO RZ ] - Strony Lokalne Rzeszów RED 29-10-2014

    Tym razem tematem spotkania będą "Wybitne jednostki i ich wpływ na nasze otoczenie", a filmem do dyskusji będą "Bogowie" w reż. Łukasza Palkowskiego. Gościem specjalnym będzie dr Jerzy Kuźniar, specjalista kardiolog ze Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie. "Kino na Temat" to cykl przygotowany przez sieć kin Helios i "Gazetę Wyborczą". Jest skierowany do uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych. Seans odbędzie się w czwartek o 10 w Heliosie przy al. Powstańców Warszawy. Tym razem tematem spotkania będą "Wybitne jednostki i ich wpływ na nasze otoczenie", a filmem do dyskusji będą "Bogowie" w reż. Łukasza Palkowskiego. Gościem specjalnym będzie dr Jerzy Kuźniar, specj

  • Teatr im nie po drodze

    [ DLO PL ] - Strony Lokalne Płock MILENA ORŁOWSKA 29-10-2014

    - Weźmy np. grupy, które wykupiły bilety na przedpołudniowe spektakle w ciągu najbliższych dni - zestawienia sprawdza dla nas Jolanta Milewska z Biura Obsługi Widza Teatru Dramatycznego. - Mamy uczniów z Łowicza, Kutna, Mochowa, Ciechanowa, nawet Makowa Mazowieckiego. Z Płocka? Żadnej. W teatrze opowiadają, że coś niedobrego zaczęło się dziać dwa-trzy lata temu. Płockie szkoły przestały chodzić do płockiego teatru. - Są wyjątki, pojawia się u nas np. Jagiellonka, zaglądają Siedemdziesiątka i Ekonomik, Gimnazjum nr 5 i 8... Ale to wyjątki potwierdzające regułę - załamują ręce w Dramatycznym. - Małachowianka np. nie była w teatrze od lat. Szkoła z takimi tradycjami, szczycąca się humanistycznym duchem! Milewska dodaje: - Jakim cudem młodzież ma pokochać "dorosły" teatr, skoro nawet do niego nie zagląda? Nie mówiąc już o tym, że to nasza, płocka scena, z którą mieszkańcy naszego miasta powinni być szczególnie związani. Tymczasem na "Hamleta" mamy chętne grupy uczniów z Warszawy. A z Płocka - niestety nie. Szkoły teatralne absencję tłumaczą obowiązkiem realizowania tzw. podstawy programowej. Chodzi o to, że nauczyciele w trzyletnim cyklu w gimnazjach czy liceach muszą "wyrobić" określoną liczbę godzin. Wszystko jest ściśle wyliczone i "wolnych" godzin lekcyjnych, które można by przeznaczyć np. na wizytę w teatrze, zostaje niewiele. Na straży podstawy stoi kuratorium, które jeśli odkryje, że uczniowie mieli za mało godzin biologii czy matematyki, bierze na dywanik dyrektora placówki. - Składaliśmy wizyty szkołom. Ale wszędzie słyszeliśmy, że podstawa programowa nie pozwala - opowiada Milewska. - Tylko jak tłumaczyć to, że niektórym szkołom jednak udaje się do nas zajrzeć? Dlaczego np. nauczyciele nie zorganizują dodatkowych zajęć, na których uczniowie mogliby odpracować brakujące godziny? - My akurat zapełniamy widownię teatru - zastrzega Ireneusz Szychowski, dyrektor Zespołu Szkół Ekonomiczno-Kupieckich w Płocku. - Ale faktycznie, wymaga to od nas niezłej gimnastyki. Te pięć-sześć godzin rocznie na wyjścia udaje się nam wygospodarować. Ale niestety, nie więcej. Kuratorium ma w tym temacie ściśle określone poglądy. - My także chodzimy. Przynajmniej się staramy. Chociaż... w tym roku jeszcze się nam nie udało - przyznaje dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych nr 1 Bogusław Sukiennik. - Faktycznie, to trudny temat, bo podstawa programowa w ogóle nie przewiduje wyjść na zewnątrz. Odpracowywać? No cóż, u nas np. 70 proc. młodzieży dojeżdża na zajęcia spoza Płocka, więc z pewnością byłoby to trudne. Mirosław Piątek, dyrektor chwalonej w teatrze Jagiellonki, mówi, że każde wyjście z młodzieżą poza szkołę to właściwie działanie "na granicy ryzyka". - Wygospodarowanie czasu na dodatkowe zajęcia to straszna bolączka - dodaje. - Tym bardziej że trzeba liczyć się także z sytuacjami losowymi, typu choroba nauczyciela czy jego dziecka. O zastępstwo trudno, godziny wypadają i do dyspozycji mamy ich jeszcze mniej. Rozwiązaniem byłaby np. baza nauczycieli przedmiotowych, np. tych, którzy przeszli już na emeryturę i których można by poprosić o pomoc w razie potrzeby. Niestety, taka baza to wciąż tylko marzenie... Dyrektor Piątek deklaruje jednak: - Teatr jest jednak dla nas bardzo ważny. Będziemy do niego chodzić, nawet kosztem innych wyjść czy wycieczek. Inny pogląd na tę sprawę ma Renata Kutyło-Utzig, dyrektor tak tęsknie wyglądanej w teatrze Małachowianki. - Nasza młodzież chodzi do teatru, nawet bardzo często. Tylko że nie przedpołudniami - wyjaśnia. - Spektakle przedpołudniowe to nie jest teatr magii. Prawdziwą teatralną atmosferę poczuć można dopiero na spektaklu popołudniowym. Prócz wizyt w teatrze płockim mamy także dwa razy w roku wycieczki na spektakle do Warszawy. Ostatnio oglądaliśmy balet "Romeo i Julia" w Teatrze Narodowym. W Mazowieckim Kuratorium Oświaty twierdzą za to, że szkoły nie skarżą się na sztywne ramy podstawy programowej. I że większego problemu nie ma. - Ponieważ owa podstawa rozpisana jest właśnie w taki sposób, by dawać dyrekcji pewien zapas. Zamiast 32 lub 33 tygodni w roku szkolnym podstawa obejmuje 30 tygodni - tłumaczy Katarzyna Góralska, mazowiecki wicekurator oświaty. - Zapas przeznaczony jest właśnie na teatr, muzea, wycieczki. Cała reszta to już kwestia dobrej organizacji, tego, czy np. dyrekcja jest w stanie zapewnić zastępstwa za chorujących nauczycieli, czy te nieodbyte godziny się nie nawarstwiają. Podstawówki jeszcze się pokazują, ale jeśli chodzi o gimnazja i szkoły ponadgimnazjalne - jest fatalnie. Teatr bije na alarm, że płocka młodzież nie ma kontaktu z kulturą wyższą

  • Kolejny młody nie chce uniwersytetu

    [ DLO PL ] - Strony Lokalne Płock OPR. AD 29-10-2014

    Trwa plebiscyt "Wybierz z Wyborczą. Co trzeba zrobić w Płocku!". Dziś o typy propozycji, które należy zrealizować w pierwszej kolejności, i te, z których można zrezygnować, pytamy Dawida Penkalę, byłego już młodzieżowego radnego Płocka. Typy Dawida Penkali - Uważam, że należy zrobić porządek z dzikimi i szpecącymi reklamami. Jestem też za przebudową nabrzeża wiślanego. To jeden z największych atutów Płocka. Kolejny punkt na "tak" - odnowić rudery w centrum. Co z tego, że będziemy mieli piękną skarpę i starówkę, skoro dwie ulice dalej cały urok zepsują zaniedbane budynki? Należy też przyciągnąć inwestorów, by zmniejszyć bezrobocie. To klucz do szczęścia mieszkańców, tylko czy da się rozwiązać problem na szczeblu lokalnym? Trzeba też zwiększyć liczbę toalet publicznych. Na razie zrezygnowałbym z linii tramwajowej. Miasto nie jest aż tak duże, by różnica między podróżą autobusem a tramwajem była znacząca. Odłożyłbym też budowę nowego stadionu Wisły. Obecny wystarcza, biorąc pod uwagę poziom gry i frekwencję. "Nie" mówię też na razie uniwersytetowi. Ten pomysł świetnie wygląda w programie wyborczym, jednak sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, a powoływanie uniwersytetu o - jak sądzę - niskim poziomie kształcenia mija się z celem. Trwa plebiscyt "Wybierz z Wyborczą. Co trzeba zrobić w Płocku!". Dziś o typy propozycji, które należy zrealizować w pierwszej kolejności, i te, z których można zrezygnować, pytamy Dawida Penkalę, był

  • Bo parafie rodzą się w bólach

    [ DLO RZ ] - Strony Lokalne Rzeszów KATARZYNA REIZER 29-10-2014

    Ks. Mokrzyckiego proboszczem parafii mianował biskup rzeszowski Jan Wątroba. Podczas ostatniej niedzielnej mszy w parafii św. Jacka - dominikanów w Rzeszowie wierni dowiedzieli się, że zmianie ulegają granice ich parafii oraz parafii św. Judy Tadeusza. W dekrecie biskupa Wątroby czytamy m.in., że mieszkańcy ulicy Wetlińskiej, Leśnej oraz Zawiszy Czarnego (numery nieparzyste od 33 oraz parzyste od 40 do końca) przyłączone zostają do parafii św. Józefa w Rzeszowie-Zwięczycy. Z kolei mieszkańcy ulicy Architektów, 9. Dywizji Piechoty, Podkarpackiej (numery parzyste od 8a do 26 oraz nieparzyste od 15 do 63a), Zawiszy Czarnego, Podgórskiej, Połonińskiej, Bieszczadzkiej, Rymanowskiej, Matuszczaka należą teraz do nowo utworzonej parafii pw. bł. ks. Jerzego Popiełuszki. "Pierwszym proboszczem mianowany został ks. Robert Mokrzycki" - obwieścił bp Wątroba. - Parafia będzie się znajdować równolegle do ul. Podkarpackiej po jej zachodniej stronie. W tej chwili ks. Mokrzycki prowadzi rozmowy dotyczące pozyskania działki, na którą zostanie przeniesiona drewniana kaplica z kościoła św. Jadwigi z al. Rejtana - wyjaśnia ks. Tomasz Nowak, rzecznik diecezji rzeszowskiej. Postać ks. Roberta Mokrzyckiego jeszcze niedawno była na czołówkach serwisów informacyjnych. Jest jedną z pięciu osób podejrzanych w głośnym śledztwie warszawskiej prokuratury dotyczącym powoływania się na wpływy w Ministerstwie Rozwoju i Infrastruktury. U księdza, jeszcze do niedawna proboszcza katedry polowej Wojska Polskiego w Warszawie, agenci CBA znaleźli w lipcu sztabkę złota o wartości około 130 tys. zł. Prokuratura twierdzi, że duchowny dostał ją od dwóch biznesmenów z Leżajska za załatwienie sprawy w "instytucjach państwowych". Ks. Mokrzycki jest podejrzany o płatną protekcję. Po kapłańskiej karierze w ordynariacie polowym, z którym formalnie rozstał się 31 sierpnia, wrócił na Podkarpacie, bo należy do diecezji rzeszowskiej. Kuria przez kilka tygodni zastanawiała się, jakie znaleźć zajęcie ks. Mokrzyckiemu. I znalazła. Będzie proboszczem parafii na os. Zawiszy. Nie wszystkim jednak ten pomysł się spodobał. Na Facebooku kościoła św. Jacka pojawiły się pierwsze negatywne komentarze. Nie brakuje w nich odniesień do afery, w którą zamieszany jest ks. Mokrzycki. "Czy nie nadszedł już czas, że to wspólnota powinna decydować, a nie dekret biskupa - czy chce za własne pieniądze budować nową świątynię i plebanię oraz utrzymywać narzuconych arbitralną decyzją biskupa kapłanów?" - czytamy w jednym z komentarzy na Facebooku rzeszowskich dominikanów. Niektórzy wierni zapowiadają, że i tak nie zmienią kościoła. Co na to kuria? Ks. Tomasz Nowak mówi, że powrót do diecezji rzeszowskiej ks. Mokrzyckiego był "pewnym wyzwaniem" dla bp. Jana Wątroby, ale zdecydował się na taki krok z powodu utworzenia nowej parafii. - Nie będzie miał prostego zadania, gdyż tworzenie parafii od podstaw jest bardzo trudne. Nowe parafie bardzo często rodzą się w bólach. Ludzie są przywiązani do swojej wspólnoty, kościoła, a tu nagle powstaje nowa parafia. Wtedy często pojawiają się pretensje i żal. Są to trudne sytuacje i wielu osobom nie jest łatwo zaakceptować takie zmiany - mówi ks. Nowak. Kłopoty ks. Mokrzyckiego z prokuraturą kurii są bardzo dobrze znane. - Sprawa jest w toku i warto poczekać na jej rozstrzygnięcie. Nie wiem, na ile finał, czy to pozytywny, czy negatywny, wpłynie na pracę proboszcza. Może się okazać, że na decyzję sądu trzeba będzie długo czekać - twierdzi rzecznik kurii. - A jeśli ks. Mokrzycki okaże się winny? - pytamy. - Wszystko jest możliwe. Wtedy biskup ordynariusz na nowo spojrzy na ks. Mokrzyckiego. Na razie jest to domniemanie niewinności i na podstawie tego zaufania biskup powierzył mu rolę proboszcza - odpowiada ks. Tomasz Nowak. Ks. Robert Mokrzycki, jeden z "bohaterów" głośnej afery korupcyjnej, został proboszczem nowo powstałej parafii na os. Zawiszy w Rzeszowie. Część wiernych jest oburzona, kuria odpowiada, że nie ma jeszcze wyroku sądu.

  • Most imienia Mazowieckiego przepadł

    [ DLO RZ ] - Strony Lokalne Rzeszów ARTUR GERNAND 29-10-2014

    Chodzi o most, który ma mieć blisko 500 m długości i będzie najdłuższym w Rzeszowie. Jest częścią większego zadania - budowy połączenia ulic Rzecha i Lubelskiej. - Inwestycja pochłonie ponad 180 mln zł. Będzie gotowa w przyszłym roku. Chciałbym, aby po jej zakończeniu mostowi uroczyście zostało nadane imię premiera Tadeusza Mazowieckiego - mówił we wtorek rano Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa. Z propozycją uczczenia w Rzeszowie premiera Mazowieckiego wyszedł prezydent Bronisław Komorowski podczas niedzielnej wizyty w Rzeszowie. Prezydent Ferenc od razu zaproponował, by imię pierwszego solidarnościowego premiera nosił budowany obecnie most na Wisłoku. Projektu uchwały w tej sprawie nie było w porządku obrad wtorkowej sesji. Został zgłoszony przed sesją przez Ferenca. Podczas pierwszego głosowania radni nie zgodzili się jednak na wprowadzenie punktu do porządku obrad. 11 rajców było za (Sojusz Lewicy Demokratycznej, Rozwój Rzeszowa i Platforma Obywatelska), pozostali byli na "nie" albo wstrzymali się od głosu. Do wprowadzenia potrzebnych było 13 głosów. Głosowanie zostało jednak powtórzone, ponieważ urządzenia głosujące nie zadziałały właściwie. - Mój głos nie został policzony - zgłosił Witold Walawender, radny Rozwoju Rzeszowa. Andrzej Dec, przewodniczący rady, zarządził powtórkę głosowania. Powtórka nie przyniosła spodziewanego przez prezydenta Ferenca rezultatu. Za wprowadzeniem projektu było tylko 12 radnych. Wtedy na sali pojawił się spóźniony Waldemar Wywrocki z Rozwoju Rzeszowa. Przeprosił za spóźnienie. - Zatrzymały mnie sprawy służbowe - tłumaczył się Wywrocki. Kluby SLD i Rozwój Rzeszowa postanowiły jeszcze raz spróbować wprowadzić projekt dotyczący Mazowieckiego. Andrzej Dec zgodził się na to z pewnymi oporami. - Jest taka możliwość, by w trakcie obrad wprowadzić dodatkowy punkt do porządku, ale jeśli to zrobimy, stworzymy niebezpieczny precedens - powiedział Dec. Ostatecznie zgodził się na przeprowadzenie głosowania. I to głos Deca okazał się decydujący. W dwóch pierwszych głosowaniach był za wprowadzeniem punktu dotyczącego mostu do porządku obrad. Za trzecim razem wstrzymał się od głosu. Znów za było 12 radnych i projekt uchwały nie został wprowadzony do porządku obrad. Przeciw była większość radnych PiS oraz Jacek Kiczek (bez przynależności klubowej), od głosu wstrzymali się wspomniany już Dec, Waldemar Szumny i Jadwiga Stręk z PiS oraz Marta Niewczas, radna niezależna. - Nie chodziło nam o głosowanie przeciw premierowi Mazowieckiemu, tylko o sposób załatwiania całej tej sprawy, przepychanie na siłę tego projektu - mówili radni PiS. - To chichot historii. Tadeusz Mazowiecki był symbolem demokratyzacji państwa, a w Rzeszowie chce się go upamiętnić, łamiąc zasady demokracji. Prezydent Ferenc po raz kolejny pokazał, że rada miasta nie jest mu do niczego potrzebna. Wolałby chyba, aby została zastąpiona przez grupę klakierów - komentował Jerzy Cypryś, przewodniczący klubu PiS. Kiczek swoje głosowanie przeciw upamiętnieniu Mazowieckiego tłumaczył m.in. tym, że prowadził on politykę grubej kreski. - Postać premiera Mazowieckiego nie jest jednoznaczna. Jego zasługą jest to, że był pierwszym premierem po 1989 r. Ale też w swojej biografii ma niezbyt piękne epizody, jak np. szkalowanie w latach 50. żołnierzy AK. Odsyłam tutaj do książki Sławomira Cenckiewicza - mówił Kiczek. Przedstawiciele ratusza zapowiedzieli, że projekt uchwały dotyczący upamiętnienia Tadeusza Mazowieckiego znajdzie się w porządku obrad kolejnej sesji, która odbędzie się w listopadzie. Grupa rzeszowskich radnych reprezentujących głównie Prawo i Sprawiedliwość nie zgodziła się, by w Rzeszowie upamiętniono premiera Tadeusza Mazowieckiego. - Bardziej chodzi nam o sposób wprowadzania tego pomysłu w życie niż o postać premiera - tłumaczyli radni prawicy.

  • Pierwszy taki dom w Rzeszowie

    [ DLO RZ ] - Strony Lokalne Rzeszów JUSTYNA ZIELIŃSKA 29-10-2014

    Pomysłodawcy prywatnego domu spokojnej starości rok temu przeczytali artykuł na temat zachodnich firm, m.in. z Niemiec i Szwajcarii, które w najbliższych latach planują w Polsce wybudować około 300 takich placówek. - Pomyśleliśmy, że to ostatni dzwonek, by wyprzedzić zachodnich inwestorów i samemu spróbować coś takiego stworzyć. Udało się. Na dniach otwieramy - zapowiada Maciej Słabosz, jeden z inicjatorów przedsięwzięcia. Pomysłodawcy Villi Seniora podkreślają, że podobnych inicjatyw w najbliższych latach będzie więcej, bo społeczeństwo się starzeje. - Już dwie edycje Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy grają także dla seniorów. Trzeba zwracać uwagę na ich problemy - twierdzą inicjatorzy Villi Seniora. To, co wyróżnia ten prywatny dom opieki wśród innych, to lokalizacja - w willi jednorodzinnej z ogrodem. - Nie jesteśmy pierwsi na Podkarpaciu. Ale pierwsi, którzy tutaj chcą stworzyć kameralny, wręcz rodzinny dom, a nie kolejny internat. Widzieliśmy takie np. pod Krakowem czy pod Warszawą. W naszej placówce zamieszka maksymalnie 16 seniorów. Do dyspozycji będą mieć m.in. ogród z oczkiem wodnym, ścieżki spacerowe - opowiada o koncepcji miejsca właściciel. Villa Seniora położona jest w zacisznej części Rzeszowa, na początku Budziwoja, przy ul. Jana Pawła II 133. Budynek otoczony jest dużym pięknym ogrodem z wieloma drzewami, krzewami i oczkami wodnymi. Centralna część budynku to przestronny salon z kominkiem oraz kuchnia, które dostępne są dla pensjonariuszy przez całą dobę. Pokoje mieszkalne są na parterze. Przyszli mieszkańcy mają mieć zapewnioną troskliwą opiekę odpowiednio dobranego personelu, rodzinną atmosferę i sympatyczne towarzystwo nowych znajomych w podobnym wieku i o podobnym stanie zdrowia. - Nawet w gronie naszych bliskich i znajomych są osoby, które chorują i mieszkają same. A proszę mi wierzyć, że o wiele lepiej znosi się chorobę wśród ludzi. Dlatego trend powinien być taki, że osoby starsze za emeryturę powinny być w stanie opłacić sobie pobyt w takim domu - komentuje Słabosz. Poza specjalistyczną opieką lekarską (pielęgniarki, lekarze, neurolodzy) w Villi Seniora będzie zatrudniona terapeutka, która poprowadzi różnego rodzaju warsztaty i spotkania, począwszy od szydełkowania, przez czytanie, rozmowy, na oglądaniu filmów skończywszy. - Chodzi o to, by seniorzy nie myśleli tyle o chorobach i przypadłościach wieku starczego. Ważna jest zatem odpowiednia organizacja czasu, tak by sobie nie zaprzątali za bardzo tym głowy - podkreślają właściciele Villi. Będą mogły tu zamieszkać nie tylko osoby starsze, ale też niepełnosprawne, chorujące na alzheimera czy też parkinsona. Miesięczny pobyt w Villi Seniora będzie kosztował 2,9 tys. zł. Możliwe są też krótsze pobyty, np. na godziny lub tygodniowe. Właściciele zapowiadają, że gdy tylko w tym domu będą mieli komplet mieszkańców, zaczną rozglądać się za kolejnym budynkiem, w którym mogliby urządzić filię Villi Seniora. Na Podkarpaciu działają jeszcze trzy prywatne domy opieki: Rodzinny Dom Seniora w Kiełkowie (powiat mielecki), Dom Spokojnej Starości "Leśniówka" w Turzy koło Sokołowa Małopolskiego oraz Dom Spokojnej Starości "Złote Liście" w Zarzeczu koło Rzeszowa. Funkcjonuje też 25 państwowych domów opieki, w których mogą zamieszkać seniorzy. Obecnie jest w nich jedynie około 150 wolnych miejsc. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to pierwsi mieszkańcy Villi Seniora zamieszkają w niej już 10 listopada. Konieczne są wcześniej zgody urzędników.

  • Radni za parkingiem podziemnym i pawilonem Różanka

    [ DLO RZ ] - Strony Lokalne Rzeszów ARTUR GERNAND 29-10-2014

    Planem objęty jest teren o powierzchni 20 arów. Zgodnie z zapisami opracowanego przez Biuro Rozwoju Miasta planu będzie mógł tam zostać wybudowany parking podziemny. - W planie nie precyzujemy, ile podziemnych kondygnacji parkingu miałoby tam zostać wybudowanych. Będzie to zależało od inwestora - mówi Anna Raińczuk, dyrektor biura rozwoju. Na terenie objętym planem może powstać budynek, który wysokością nawiązywać będzie do sąsiedniej zabudowy. Plan zagospodarowania został przez radnych przyjęty jednomyślnie. Radna Jolanta Kaźmierczak (PO) dopytywała m.in. o to, ile miejsc postojowych będzie mogło powstać na placu. - Przynajmniej 60 - informowali rzeszowscy urzędnicy. Teren objęty planem jest własnością jednego z właścicieli Grand Hotelu, który swoje zamierzenia przedstawił dwa lata temu. W planach ma m.in. budowę pawilonu Różanka według projektu stworzonego w rzeszowskiej pracowni MWM oraz podziemnego parkingu. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy inwestycje mogłyby się rozpocząć. Inwestycja będzie mogła powstać na placu w rejonie Grand Hotelu i Pasażu Rzeszów. Rzeszowscy radni jednomyślnie przyjęli plan zagospodarowania dla terenu w centrum miasta.

  • Pomogą chorym na białaczkę

    [ DLO TO ] - Strony Lokalne Toruń SYLWIA TARGASZEWSKA 29-10-2014

    Pacjenci z nowotworem krwi, którzy trafiają na oddział hematologii w szpitalu miejskim przy ul. Batorego, na przeszczepy muszą teraz jeździć do Łodzi lub Warszawy. Obciążeniem dla chorych są nie tylko podróże na operację i badania, ale też długie czekanie w kolejce. Sytuację pacjentów zmieni powstanie Banku Komórek Macierzystych, który jest potrzebny do przeszczepu szpiku kostnego. Będzie on się mieścił w dawnej przyszpitalnej aptece. Budynek czeka najpierw gruntowny remont. - Tam trzeba zmienić dosłownie wszystko - mówi dr Małgorzata Całbecka, ordynator oddziału hematologii. - Koszty budowy będą bardzo duże, później zajmiemy się wyposażeniem. Jak będzie wyglądał bank? Najpierw na oddziale hematologii specjaliści pobiorą komórki od pacjentów. W samym banku pojawi się aparatura do tego, aby ten materiał odpowiednio przygotować. Komórki trafią do specjalnego pomieszczenia, gdzie będą leżeć w temperaturze minimum -190 stopni Celsjusza. - To niezbędne, aby komórki zachowały pełną żywotność przez wiele miesięcy, a nawet lat - wyjaśnia dr Całbecka. Komórki będą wyjmowane wtedy, kiedy pacjent zostanie po chemioterapii przygotowany do ich przeszczepienia. Aby doszło do operacji, choroba musi być w stadium remisji, czyli uśpienia. W banku będą odbywać się tylko prace laboratoryjne i przechowywanie komórek. Do samej operacji dojdzie na oddziale hematologii. Zakończenie prac i wyposażenie odbędzie się pod koniec przyszłorocznych wakacji. Potem szpital potrzebuje jeszcze kilku miesięcy, aby przygotować procedury związane z mrożeniem komórek. Wtedy trzeba tylko czekać na akredytację od resortu zdrowia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, do pierwszego przeszczepu w Toruniu dojdzie na początku 2016 roku. - Szacujemy, że w pierwszym roku działalności banku autoprzeszczep przeprowadzimy u ok. 30 osób - dodaje dr Całbecka. Autoprzeszczep to przeszczepianie komórek, które wcześniej zostały pobrane od chorego. Szpital ma nadzieję, że z biegiem czasu zacznie też wykonywać przeszczepy od dawcy. Obecnie na autoprzeszczep placówka kieruje rocznie ok. 20 pacjentów, a na ten od dawcy ok. 10. W wyposażeniu banku pomogli też torunianie, biorąc udział w marszu "Neuca dla zdrowia". Za każdy kilometr, którzy przeszedł jeden uczestnik, spółka przekazywała 2 zł Fundacji na rzecz Hematologii. Podczas dwóch pierwszych edycji udało się zebrać 200 tys. zł. Za zgromadzone pieniądze fundacja kupiła zamrażarkę do komórek. W tym roku na konto trafiło 150 tys. zł. Modernizacja i wyposażenie budynku to koszt prawie 2,9 mln zł, z czego 1,5 mln zł lecznica otrzymała z Regionalnego Programu Operacyjnego. Dofinansowanie w takiej samej wysokości dostał szpital w Rypinie. Tam wyremontowane i przebudowane zostaną dwa oddziały: chirurgii i ginekologii. Modernizację przejdzie także izba przyjęć, a przy placówce powstanie zadaszony podjazd dla karetek. Przy toruńskim szpitalu miejskim, w miejscu po starej aptece, powstanie Bank Komórek Macierzystych. Pierwszy przeszczep szpiku w naszym mieście lekarze przeprowadzą na początku 2016 roku

  • Zobaczymy obrazy Boba Dylana

    [ DLO TO ] - Strony Lokalne Toruń GRZEGORZ GIEDRYS 29-10-2014

    Wernisaż odbędzie się w poniedziałek 17 listopada w siedzibie Fundacji Tumult na Rynku Nowomiejskim. Wystawa zaprezentuje zaledwie fragment bogatej i różnorodnej twórczości plastycznej Boba Dylana. Artysta starannie dobiera miejsca ekspozycji. Traktuje swoje obrazy i instalacje bardzo osobiście, przez co stają się jeszcze bardziej unikatowe. Bob Dylan to jedna z największych postaci w historii muzyki rozrywkowej. Zasłynął w pierwszej połowie lat 60. jako wykonawca mocno osadzony w nurcie muzyki folk. Z czasem ewoluował w stronę innych gatunków - m.in. bluesa. Jest kimś znacznie więcej niż znanym piosenkarzem i autorem - to filozof i literat. Liczne uczelnie na całym świecie obdarzały go tytułem doktora honoris causa (Uniwersytet Princeton już w 1970 r.). Półwiecze spędzone na szczytach muzyki rozrywkowej przyniosło Dylanowi m.in. siedem nagród Grammy, statuetkę Oscara za piosenkę "Things Have Changed" z filmu "Wonder Boys", a także nagrodę Pulitzera. Wydał ponad 50 płyt. Dwie z nich - "Highway 61 Revisited" i "Blonde on Blonde" - znajdują się w pierwszej dziesiątce najlepszych albumów muzycznych wszech czasów magazynu "Rolling Stone". Pod tym względem Dylan ustępuje tylko The Beatles, którzy w pierwszej dziesiątce mają aż cztery płyty. Artysta ma dziś 73 lata. Wystawę zorganizowała toruńska Fundacja Tumult w ramach festiwalu Camerimage - we współpracy z Galerią Miejską bwa w Bydgoszczy, Galerią Halcyon w Londynie, Urzędem Marszałkowskim i Urzędem Miasta Torunia. Bydgoszczanie w czasie imprezy zobaczą zaś prace Ryszarda Horowitza, którego uznaje się za ojca fotografii reklamowej. Obrazy i grafiki Dylana będzie można oglądać w Toruniu do 14 grudnia. 15 listopada w Bydgoszczy rozpocznie się festiwal filmowy Camerimage. Towarzyszyć mu będzie wystawa obrazów i grafik słynnego Boba Dylana - zobaczymy ją w Toruniu.

  • Toruńskie firmy mają przyszłość

    [ DLO TO ] - Strony Lokalne Toruń TOMASZ CIECHOŃSKI 29-10-2014

    Torqway to pojazd napędzany siłą mięśni ramion. Użytkownik porusza dźwigniami, których ruch wahadłowy jest zamieniany na jednokierunkowy ruch obrotowy osi koła. Wynalazek opracował toruński konstruktor Andrzej Sobolewski. Wraz z żoną Beatą Paszke-Sobolewską i krakowskim Jagiellońskim Centrum Innowacji powołali spółkę Torqway. Pojazd zrobił już furorę na targach wynalazków i w mediach. Niebawem pojawi się na turystycznych ulicach oraz w ośrodkach rehabilitacyjnych. - Mam nadzieję, że do końca października będziemy mogli zamówić formy do produkcji, a pierwszym kwartale przyszłego roku rozpocząć produkcję seryjną - mówi Beata Paszke-Sobolewska. - Mamy prawie pozyskane środki finansowe, rozmawiamy z bankiem, którego kierownictwo jest otwarte na współpracę i innowacje. W poniedziałek w Toruniu firma odebrała nagrodę "Lidera Innowacji" w kategorii przedsiębiorstw mikro. Konkurs organizowany przez Toruńską Agencję Rozwoju Regionalnego co roku zyskuje na prestiżu. Dokonania firm ocenia kapituła złożona w głównej mierze z ludzi nauki. W tym roku o laury rywalizowało 40 przedsiębiorstw. W każdej z trzech kategorii zwyciężyły firmy z Torunia. "Liderem Innowacji" w gronie firm małych został Zakład Energoelektroniki Twerd. Opracował przemiennik częstotliwości, który może być wykorzystywany w technice napędowej dla przemysłu wydobywczego. - Największe zastosowanie będzie miał chyba w kombajnach węglowych - opowiada właściciel zakładu Michał Twerd. Przez lata pracował w Apatorze, potem założył własną firmę. Jego zakład zatrudnia 25 osób, z czego 15 to inżynierowie. Ma międzynarodowe aspiracje. Chce wprowadzać energię odnawialną na Filipinach, działa też m.in. na rynku rosyjskim. - Mam swoją politykę, jeśli chodzi o Wschód. Jakiekolwiek sankcje będę omijał, nawet przez Chiny - zapowiada właściciel. W kategorii firm średnich główną nagrodę zdobyła firma Plast-farb. Jej specjalizacją są opakowania biodegradowalne z kompostowalnego surowca, które ulegają naturalnemu rozkładowi dużo szybciej, niż te z tworzyw sztucznych. Kupują je kontrahenci z Europy Zachodniej i Skandynawii. - Nasza firma produkuje biodegradowalne torby reklamowe i opakowania higieniczne. W tej chwili przygotowujemy się do wprowadzenia do produkcji biodegradowalnych kopert kurierskich i worków na odpady - mówi prezes Plast-farbu Ewa Grudowska. Pojazd napędzany siłą mięśni, przemiennik częstotliwości wykorzystywany w maszynach górniczych, biodegradowalne torby - to produkty firm z Torunia, które zwyciężyły w konkursie "Liderzy Innowacji Pomorza i Kujaw".

  • Dobry jazz i muzyka filmowa

    [ DLO TO ] - Strony Lokalne Toruń 29-10-2014

    Na scenie Teatru Muzycznego przy ul. Żeglarskiej 8 wystąpi Trio Kuby Stankiewicza. W programie koncertu znajdą się utwory Victora Younga, jednego z najwybitniejszych twórców amerykańskiej muzyki filmowej, kompozytora partytur do takich dzieł jak "Jeździec znikąd", "Pisane na wietrze" i "Podróże Guliwera". Kuba Stankiewicz to jeden z czołowych polskich pianistów jazzowych. Początek godz. 19. Bilety: 40 zł. Na scenie Teatru Muzycznego przy ul. Żeglarskiej 8 wystąpi Trio Kuby Stankiewicza. W programie koncertu znajdą się utwory Victora Younga, jednego z najwybitniejszych twórców amerykańskiej muzyki film

  • NIE ZWIĘKSZAJMY BUDŻETU PARTYCYPACYJNEGO

    [ DLO TO ] - Strony Lokalne Toruń PAWEŁ GNIOTA 29-10-2014

    Zmniejszając liczbę uczniów w klasach, zapewnimy im lepszy kontakt z nauczycielem. Jeśli tego nie zrobimy, będziemy zmuszeni zamykać szkoły, a takie działanie wiąże się z sprzeciwem społecznym. Mogliśmy się o tym przekonać w lutym, gdy likwidowano ostatnie gimnazjum na Bydgoskim Przedmieściu. Należy dofinansować zajęcia pozalekcyjne. Pasja zabija nudę. A brak możliwości interesującego spędzenia czasu wolnego sprawia, iż młodzi ludzie sięgają po alkohol i inne używki. Zmniejszy to również poziom przestępczości. Toruń jest położony tuż przy autostradzie, jednak musi wybudować węzeł autostradowy, aby w pełni korzystać z tego atutu. Węzeł w Czerniewicach wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Rowerem można się poruszać znacznie szybciej niż komunikacją miejską lub samochodem. Rower miejski jest świetnym pomysłem, o ile jego stacje pojawią się w całym mieście. Trudno oczekiwać, aby efektywnie z niego korzystali mieszkańcy Chełmińskiego, skoro na ich osiedlu nie ma odpowiedniej infrastruktury. Tramwaj z reguły nie stoi w korku. Do tego jest cichy i ekologiczny. Nowa perspektywa finansowa preferuje transport szynowy, dlatego rozbudowa sieci tramwajowej może okazać się stosunkowo tania. Jednym z najpilniejszych problemów następnej kadencji jest przebudowa pl. Rapackiego. To wpłynie na wygląd całego otoczenia. Budowa tunelu spowoduje przeniesienie ruchu kołowego z ul. Bydgoskiej, Mickiewicza i Słowackiego na ul. Moniuszki. Już dziś odbywają się tam dantejskie sceny. Podobna sytuacja czeka nas na Starówce. Należy pamiętać, że to droga inwestycja. Psie kupy na chodnikach to problem mieszkańców. Miasto już próbowało to rozwiązać, rozdając darmowe woreczki. Bez rezultatu. Wszystkie wysiłki pójdą na marne, jeżeli sami właściciele nie zrozumieją, że są odpowiedzialni za naszą wspólną przestrzeń. Lotnisko w Bydgoszczy to spory potencjał dla całego województwa, również Torunia. Linie lotnicze są wciąż rozwijającą się gałęzią transportu. Ukierunkowana reklama może być bardzo skuteczna. Należy ją dobrze wyprofilować, a nie likwidować. Na końcu stwierdzam, iż nie należy zwiększać kwoty budżetu partycypacyjnego. Przynajmniej na razie. To znakomity pomysł, jednak w pierwszej kolejności należy ulepszyć funkcjonowanie tego programu. Wydatkowanie coraz większych pieniędzy na projekty w formie ławek lub krzeseł dla szkół mija się z celem. Należy w pierwszej kolejności zaangażować w większym stopniu rady okręgów jako formę dyskusji nad wydawaniem pieniędzy. Wybierz z Wyborczą Wybierz z Wyborczą Trwa akcja Wyborczej "Co trzeba zrobić w Toruniu". Chodzi w niej o wskazanie nowym władzom Torunia tego, co jest dla nas najważniejsze, i tego, z czego realizacją można poczekać. Lista 20 propozycji dla samorządowców została przygotowana przez naszych czytelników i redakcję. Głosować można na kuponach drukowanych w "Wyborczej" i przez internet. Aby głos był ważny, w formularzu trzeba wskazać pięć zadań na "tak", czyli do zrobienia już teraz, i pięć pomysłów na "nie", czyli mogących poczekać. Osoby, które oddadzą swój głos przez internet, mogą dostać 50 proc. zniżki na prenumeratę cyfrową "Gazety Wyborczej". AUTOR BLOGA ZNANYBLOG.PL. Nie sztuką jest wybudować drogę. Prawdziwego gospodarza poznaje się po tym, jak zarządza ludźmi. Toruń musi inwestować w edukację

  • Kandydat i jego przyszłość

    [ DLO BS ] - Strony Lokalne Bydgoszcz WOJCIECH BIELAWA 29-10-2014

    Mężczyzna ubrany w błękitną koszulę, z nonszalancko przerzuconą przez ramię marynarką. Obok hasło: "Mariusz Nowowiejski, kandydat na prezydenta Bydgoszczy. Codziennie dla Was!". Taki wielkoformatowy billboard wisi na kamienicy przy ul. Toruńskiej. Podobnych, dużych plakatów tego kandydata jest w mieście jeszcze kilka. Z kandydatem na najważniejszy urząd w mieście nie jest łatwo się skontaktować. - Trudno mi powiedzieć, kiedy będziecie mogli panowie porozmawiać. Najlepiej byłoby, gdyby przesłał pan pytania mailem, wtedy szef będzie mógł przygotować się do rozmowy. Na pewno znajdziemy jakiś termin - mówi Agnieszka Podleśna z biura Komitetu Wyborczego Wyborców "Przyszłość" Mariusz Nowowiejski. - Pan Mariusz nie ma telefonu komórkowego? Startuje w wyborach na prezydenta, powinien być otwarty na kontakty z prasą i mieszkańcami - argumentuję. - Dziś nie ma go na miejscu. Jest zajęty, ma jeszcze swoje szkolne sprawy. Podam panu maila - obstaje przy swoim Podleśna. "Szkolne sprawy" to oczko w głowie Nowowiejskiego. Od 2000 r. jest właścicielem Zespołu Prywatnych Szkół "Przyszłość". Tak samo nazwał swój komitet wyborczy. Na stronie internetowej kandydata czytamy m.in. "Przez te 14 lat jego szkoły opuściło ponad 15 tysięcy absolwentów". Dowiadujemy się z niej, że ma 39 lat, urodził się w Bydgoszczy i ukończył studia historyczne w Akademii Bydgoskiej. "Jestem szczęśliwym mężem i ojcem dwóch synów. W wolnych chwilach, których niestety mam niewiele, lubię czytać książki, szczególnie te nawiązujące do historii Polski. Taniec towarzyski to moja pasja od wielu lat" - przedstawia się dalej. Nie ma zaplecza politycznego, jest debiutantem. Z list komitetu "Przyszłość" do bydgoskiej rady miasta startuje zaledwie 17 kandydatów, w tym cztery osoby z klanu Nowowiejskich: oprócz Mariusza startują jeszcze Dariusz, Julianna i Anna. Niepełne listy komitet zarejestrował jedynie w połowie bydgoskich okręgów. Dla porównania wiodące partie zgłosiły po 62. Od tygodnia Nowowiejski jest na Facebooku. Tam oraz na swojej stronie internetowej zamieścił 10-punkowy program wyborczy. Jego lektura zajmuje trzy minuty, nie doszukamy się w nim niczego odkrywczego: "dostosuję sieć szkół do liczby uczniów i oczekiwań rynku pracy, będę mocniej niż dotychczas wspierał bydgoski sport, opracuję i wdrożę program obniżenia poziomu zadłużenia Bydgoszczy" - obiecuje Nowowiejski. Do wczoraj nie dowiedzieliśmy się, czy biznesmen zaplanował na czas kampanii spotkanie z mieszkańcami czy konferencję prasową. Milczał sztab wyborczy oraz sam kandydat. W co gra Nowowiejski? - Nie spotkałem się jeszcze z tak prowadzoną kampanią. Być może w ten sposób kandydat chce zwrócić uwagę i reklamować swoją prywatną szkołę. Kampania wyborcza daje ku temu możliwości - mówi Jarosław Nadolski, specjalista od marketingu politycznego, właściciel agencji public relations ICD. Dodaje, że możliwe są także inne scenariusze. - Być może pan Nowowiejski tylko pracuje na nazwisko, ponieważ chce kandydować w wyborach do Sejmu, a tej kampanii nie traktuje tak bardzo poważnie - mówi. - Możliwe jest także, że cała kampania to projekt socjologiczny, w którym badacze chcą sprawdzić, ile głosów może otrzymać nieznany kandydat, który ogranicza się do rozwieszania plakatów. To jednak wszystko hipotezy. Jednak najlepiej zapytać samego kandydata - zastrzega. Wczoraj nie udało nam się skontaktować z Mariuszem Nowowiejskim. Do zamknięcia "Gazety" nie odpowiedział także na nasze pytania zadane mailem. Mariusz Nowowiejski to jedyny kandydat na prezydenta Bydgoszczy, który w kampanii wyborczej nie powiedział dotąd ani słowa. Mimo to nie próżnuje. Wywiesił billboardy na mieście, na listę wyborczą wciągnął rodzinę. I wygląda też na to, że skutecznie promuje własną działalność biznesową

  • W kinie Helios dyskusja z lekarzami o "Bogach"

    [ DLO BS ] - Strony Lokalne Bydgoszcz JOANNA LACH 29-10-2014

    Film "Bogowie" Łukasza Palkowskiego opowiada o początkach kariery słynnego kardiochirurga Zbigniewa Religi (w tej roli Tomasz Kot), który w 1985 r. przeprowadził pierwszy udany zabieg przeszczepienia serca w Polsce. "Bogowie" portretują wybitnego człowieka, który odważył się zmienić obowiązujące zasady - wyjmując z ludzkiego ciała serce. Religa przełamał moralne, kulturowe i religijne tabu. Kilka dekad temu transplantacja serca była według powszechnej opinii działaniem wbrew naturze. W dyskusji o roli wybitnej jednostki w rozwoju medycyny, problemach, z jakimi boryka się współczesna transplantologia, weźmie młodzież i zaproszeni goście - m.in. kierownik Kliniki Transplantologii i Chirurgii ogólnej w szpitalu Jurasza prof. Zbigniew Włodarczyk, dr Ahmed Sinjab Thabit - specjalista chirurgii ogólnej i transplantacyjnej ze szpitala w Wyrzysku i dr Aleksandra Woderska, koordynator ds. transplantologii. Kino na Temat z seansem "Bogów" rozpocznie się w czwartek o godz. 9. W ramach nowego cyklu "Kino na Temat Junior" Helios zaprasza najmłodszych na seans filmu "Pudłaki". Bilety kosztują 11 zł. Zgłoszenia są przyjmowane pod nr. tel. 722 382 316. Film "Bogowie" będzie można zobaczyć jutro w Heliosie w ramach cyklu Kino na Temat. Po seansie dyskusja z udziałem ekspertów.

  • Wernisaż w Płockiej Galerii Sztuki

    [ DLO PL ] - Strony Lokalne Płock 29-10-2014

    W środę o godz. 18 zostanie otwarta wystawa malarstwa, rysunku i grafiki Marii Wojnarowskiej - pochodzącej z Tarnowa absolwentki warszawskiej ASP. Debiutowała w 1969 r., później prowadziła ośrodek kultury w Łącku i uczyła w I Prywatnym Liceum Plastycznym w Płocku. Jej wystawę zatytułowano "Obrazy i rysunki", obejmuje ona setkę pejzaży, obrazów martwej natury, portretów koni. Wstęp wolny. W środę o godz. 18 zostanie otwarta wystawa malarstwa, rysunku i grafiki Marii Wojnarowskiej - pochodzącej z Tarnowa absolwentki warszawskiej ASP. Debiutowała w 1969 r., później prowadziła ośrodek ku

  • Kartki dla Mateuszka

    [ DLO PL ] - Strony Lokalne Płock EWELINA STEFAŃSKA 29-10-2014

    U chłopca dwa lata temu została zdiagnozowana nieuleczalna choroba Recklinghausena. Do tej pory jest on pod opieką Kliniki Onkologii przy Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Choroba objawia się zmianami skórnymi i kostnymi, a także guzkami wewnątrz czaszki. - Na skórze Mateuszka robią się plamki i krosty. Kiedy wyskakują na zewnątrz, nie jest jeszcze tak źle. Ale kiedy tworzą się od wewnątrz, jest już nieciekawie - opowiada Tomasz Ścibór, ojciec chłopca. Dodaje, że średnio co dwa miesiące maluch chodzi na badania, a co sześć miesięcy musi przechodzić rezonans magnetyczny. - Na nerwach wzrokowych Mateuszka pojawiły się też glejaki. Ponad rok temu przechodził chemioterapię, więc teraz rozwój glejaków na szczęście się zatrzymał - wyjaśnia pan Tomasz. Rodzina należy do Fundacji Nasze Dzieci, która pomaga maluchom chorym na nowotwór i stara się spełniać ich drobne marzenia. Wolontariusze wspólnie z rodzicami Mateuszka postanowili zorganizować dla niego urodzinową akcję. Chodzi o to, by jak najwięcej osób do 14 listopada wysłało chłopcu kolorowe, urodzinowe kartki z życzeniami. - Wolontariusze często robią takie akcje. Nasz synek bardzo lubi kolorowanki i różne obrazki, więc takie życzenia na pewno go ucieszą - przyznaje pan Tomasz. O synu mówi, że to wesołe i towarzyskie dziecko. Uwielbia układać puzzle z postaciami z bajek, a także malować i rysować kredkami, farbami i mazakami. - Czasem pomaga mamie w kuchni przy krojeniu warzyw. Lubi też oglądać kreskówki, a najbardziej Toma i Jerrego oraz Smerfy - opowiada ojciec chłopca. - I Spongeboba! - wtrąca głośno Mateusz. Chłopiec chodzi do przedszkola nr 33 przy ul. Padlewskiego. - Staramy się robić wszystko, by miał normalne dzieciństwo - przyznają jego rodzice. Kartka urodzinowa np. z kreskówkowym bohaterem na pewno sprawiłaby wiele radości solenizantowi. Można je wysłać na adres: Mateusz Ścibór, ul. Armii Krajowej 54 m. 71, 09-410 Płock. Pamiętajcie, by życzenia dotarły do 14 listopada! Każde są na wagę złota, więc zadbajmy o to, by były wyjątkowe.

  • Strach przed chemikaliami

    [ DLO PL ] - Strony Lokalne Płock KRZYSZTOF BLINKIEWICZ 29-10-2014

    Na początku wczorajszej sesji rady miasta radna Wioletta Kulpa dopytywała, na jakiej zasadzie przyznano środki na wrześniową imprezę motocyklową organizowaną przez Stowarzyszenie Ego Sum Via. W jego zarządzie jest radna Joanna Olejnik. - Stowarzyszenie złożyło ofertę z programem imprezy i przedstawiło, jak wpłynie ona na promocję miasta. Uznaliśmy, że bardzo korzystnie, więc przyznaliśmy z budżetu 50 tys. zł. Impreza zgromadziła prawie trzy tysiące osób - tłumaczyła Edyta Mierzejewska, dyrektor wydziału promocji i informacji. - Czy jakieś inne stowarzyszenia też otrzymały w ten sposób środki? - dociekała Kulpa. - Nie przypominam sobie - mówiła Mierzejewska. Kulpa stwierdziła, że to "robienie furtki dla swoich, dla kolegów z Platformy". Na sesji była też mowa m.in. o planowanym utworzeniu Centrum Naukowego, studenckiego centrum kultury, o przystankach autobusowych. Głos zabrała też płocczanka Irena Barbara, "sąsiadka" stoczni w Radziwiu. - Firma Polcopper chce postawić na terenie stoczni duży magazyn. Od roku próbuję dowiedzieć się, co będzie tam składowane. Podobno jakieś produkty gotowe, ale co będzie, jeśli chemikalia? - pytała emerytka. - Ponoć planowane są tam pojemniki na propan. To może być bomba ekologiczna! - To inwestycja na gruntach prywatnych, urząd miasta jest w tym przypadku organem wydającym jedynie decyzję środowiskową dla budowy hali. Jaka działalność będzie tam prowadzona? Tym zajmują się inne organy - tłumaczył wiceprezydent Cezary Lewandowski. To może być bomba ekologiczna! - alarmowała emerytka z Radziwia, domagając się informacji, co będzie w magazynie, który może powstać na terenie stoczni.

  • Prezes w autobusie MZK

    [ DLO ZI ] - Strony Lokalne Zielona Góra KOSMA ZATORSKI, KALINA STAWIARZ 29-10-2014

    Zdaniem prezydenta i jego urzędników magistratu po "uspółkowieniu" MZK będzie bardziej konkurencyjny na rynku. Tą drogą poszedł wcześniej Gorzów. Pierwszy rok działalności spółka Miejski Zakład Komunikacji (zatrudnia 363 osoby) zakończyła z zyskiem 139,5 tys. zł. Gorzowski przewoźnik miejski zainwestował w tym czasie 3,6 mln zł. Kupił m.in. osiem niskopodłogowych autobusów oraz system monitoringu do tramwajów. Było też wiele mniejszych inwestycji, jak np. zakup serwera czy montaż ośmiu aluminiowych bram wjazdowych. Podobnych argumentów używa prezydent Zielonej Góry. - Utworzenie spółki sprawi, że świadczenie usług oraz prowadzenie nowych inwestycji odbywać się będzie przede wszystkim w oparciu o zysk. Poza tym MZK będzie mogło korzystać z funduszy unijnych przeznaczonych dla przedsiębiorców oraz odliczać VAT od prowadzonych inwestycji. Jednocześnie miasto jako jej jedyny udziałowiec zachowa nad nią całkowitą kontrolę. Dzięki zmianom MZK będzie mógł sobie także dorobić, np. sprzedając paliwo i części zamienne, naprawiając autobusy lub prowadząc serwis i wymianę opon - tłumaczy Janusz Kubicki. Przy okazji przypomniał w ratuszu radnym o projekcie wymiany autobusów spalinowych na elektryczne. Za 300 mln zł z dotacji unijnych miasto chce kupić 90 takich pojazdów. W cenie będą też 10-letni serwis oraz centrum przesiadkowe pod wiaduktem przy ul. Sulechowskiej i przebudowa zajezdni autobusowej. - Dlaczego spółka? Musimy jako miasto mieć kontrolę nad takimi rzeczami, jak śmieci, wodociągi i komunikacja - tłumaczy Kubicki. Twierdzi, że wspólną koncepcję opracuje z załogą MZK. Wtedy przyjdzie do radnych z gotową uchwałą. We wtorek radni dyskutowali nad uchwałą intencyjną. - Autobusy elektryczne dadzą około 5,8 mln zł oszczędności rocznie. To wystarczy na obsługę kredytu, który zostałby zaciągnięty na inwestycję. Nie musielibyśmy podnosić cen biletów czy redukować zatrudnienia - wyjaśniał Kubicki. Mimo to radni mieli zastrzeżenia. Uważali, że projekt uchwały intencyjnej wpłynął do nich za późno. Nie mieli czasu przyjrzeć się dokumentom i znów debatowali na chybcika. - Przecież pan prezydent spotkał się ze związkowcami we wtorek rano o godz. 9.30. Jeszcze w czwartek nie mieli o niczym pojęcia - mówiła Eleonora Szymkowiak, radna PiS. - Dostajemy dokumenty na ostatnią chwilę, pewnie dlatego, że prezydent wierzy w naszą pracowitość i inteligencję - ironizowała Jolanta Danielak z SLD. Najostrzej krytykowali radni PiS. - W uchwale są kłamstwa. Przecież tu pisze, że spółka będzie sprzedawała reklamy, prowadziła usługi, naprawiała autobusy. Co to za bzdury? Przecież MZK już to robi! - twierdzi Bożenna Ronowicz, radna PiS. Wątpliwości miał także Radosław Brodzik (SLD). - Patrzmy na to przekształcenie nie pod kątem jednego projektu, czyli zakupu autobusów, ale długoterminowo. Rozumiem, że takie zakłady trzeba przekształcać w spółki, ale gdy się poczyta literaturę, to widać, że te rozwiązania wcale nie są takie korzystne z punktu widzenia samorządu - mówi. I proponuje powołanie specjalnego zespołu ds. przekształcenia MZK. W jego skład mieliby wejść przedstawiciele samorządu, pracowników i związkowców. Pomysł nie przypadł do gustu prezydentowi. - Możemy powoływać różne komisje, ale co one generują oprócz kosztów? - odpowiadał pytaniem. Radni dyskutowali ponad trzy godziny. - Na zebraniach anonimowych alkoholików jest łyżka. Ten gada, kto ma łyżkę. Chyba muszę taką załatwić! - dyscyplinował ich przewodniczący Adam Urbaniak. Radni w końcu poparli projekt uchwały. Przeciw zagłosował jedynie Jacek Budziński z PiS. Pomysł zaakceptowały także związki zawodowe. - Prezydent zapewnił nas, że pracownicy nic nie stracą, jesteśmy więc za przekształceniem MZK w spółkę. Chcemy pracować w lepszych warunkach, a z tym się wiąże m.in. przebudowa zajezdni czy dokształcanie załogi - komentuje Krzysztof Milke, szef "Solidarności" w zielonogórskiej zajezdni. Czy zielonogórski MZK powinien stać się spółką? Radni podnieśli ręce. - Bilety nie podrożeją, zatrudnienie wzrośnie. I zaczną się inwestycje - przekonał ich prezydent Janusz Kubicki

  • Stary dworzec w Kostrzynie jak nowy

    [ DLO ZI ] - Strony Lokalne Zielona Góra DARIUSZ BARAŃSKI 29-10-2014

    W Kostrzynie nad Odrą odnowiono hol, kasy biletowe, toalety, a także komercyjne. Na parterze budynku podróżni mogą skorzystać z saloniku prasowego, kantoru, lokalu gastronomicznego oraz sklepu obuwniczego. Na piętrze dworca zlokalizowano przestrzeń biurową, gdzie znajdą się posterunek SOK i pomieszczenia jednego z przewoźników kolejowych. Dworzec został dostosowany do potrzeb niepełnosprawnych. Zamontowano windy i nowy system informacji. Na dworcu i w jego pobliżu będzie również bezpieczniej, zamontowano nowoczesny monitoring. Zmiany są tym bardziej ważne, że raz do roku w sierpniu dworzec kolejowy w Kostrzynie staje się najbardziej znanym i obleganym dworcem w Polsce. Na Przystanek Woodstock przyjeżdża ponad pół miliona fanów rocka. Dworzec zbudowano w latach 1872-74. Budynek ma cenną ceglaną elewację z ceramicznymi zdobieniami. Wszystkie ubytki odwzorowano i wykonano na nowo. Dach pokryto dachówką imitującą łupek. Remont kosztował 7,7 mln zł. Miał się zakończyć już w 2012 r., ale jak zwykle w starych obiektach wynikło trochę niespodzianek, trzeba było na przykład spinać ściany klamrami. Później firma, która prowadziła remont, ogłosiła upadłość. Remont dokończyła łódzka firma SKB Development. Kostrzyński dworzec to pierwszy dworzec na polskim odcinku Ostbahnu. Miasto zamierzało przenieść do pomieszczeń dworca bibliotekę oraz informację turystyczną. - Niestety, PKP postawiły nam nowe warunki dzierżawy, które są dla nas nie do przyjęcia. Trzykrotnie wzrosłyby koszty utrzymania biblioteki. Kolej kieruje się rachunkiem ekonomicznym i ja to rozumiem, ale nie takie były wcześniejsze ustalenia. Na razie negocjujemy - mówi "Wyborczej" Andrzej Kunt, burmistrz Kostrzyna nad Odrą. Dworzec w Kostrzynie nad Odrą jest jednym z dwóch w Polsce dwupoziomowych dworców, w którym perony znajdują się w poziomie parteru i pierwszego piętra budynku. Drugi taki dworzec znajduje się w Kępnie. Zakończył się remont zabytkowego dworca kolejowego w Kostrzynie nad Odrą. Jest nie tylko bezpieczniej, ale i bardziej estetycznie. Historyczny blask z XIX wieku odzyskała elewacja budynku.

Polecane

  • Własny, przestronny, z ogródkiem

    Kupno domu kilku-, a zwłaszcza kilkudziesięcioletniego, niesie ze sobą spore ryzyko Jak i co sprawdzać kupując dom? Na co zwracać...

  • Sprawa z Poznania zwaliła mnie z nóg. Ale to incydent

    Rozmowa z Danutą Gadziomską * Karol Dolecki: Jak pani skomentuje to, co się stało w Poznaniu? Danuta Gadziomska: Bez wątpienia p...

  • Minus 79 sądów rejonowych

    Minister sprawiedliwości mimo protestów sędziów, PSL-u i opozycji podpisał rozporządzenie likwidujące 79 małych sądów rejonowych ...

  • Kradli pod nosem szefa

    Z kasy Biura Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Katowicach wyparowało co najmniej pół miliona złotych. Z tego powodu kierująca...

  • W SKRÓCIE

    Porodówka w remoncieOddział położniczy w szpitalu Biziela przechodzi gruntowny remont. - Wymieniana jest instalacja elektryczna,...

  • Bez muzycznych mielizn

    Po dwóch latach pojawi się na jedynym koncercie w gdyńskim Uchu wrocławska formacja Robotobibok, jeden z najważniejszych zespołów...

Polecane tematy